Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik m.in. Jarosława Kaczyńskiego, złożył wczoraj wniosek o przesłuchanie Klicha "na okoliczność sytuacji w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego" odpowiadającego za przewóz VIP-ów. Pretekstem jest decyzja Klicha z 3 lutego 2010 "w sprawie zwiększenia możliwości transportu lotniczego dla najważniejszych osób w państwie w okresie przejściowym".
Zdaniem Rogalskiego wynika z niej, że 36. pułk "mógł nie mieć możliwości zapewnienia bezpiecznych przewozów" najważniejszych osób w państwie. - Ponad trzy miesiące przed katastrofą flota 36. specpułku utraciła możliwości przewożenia najważniejszych osób w państwie. Stąd pytanie do ministra: Dlaczego nie doszło do zawieszenia działalności specpułku bądź powierzenia tej działalności innemu podmiotowi? - mówił wczoraj Rogalski.
Rzecznik
MON Janusz Sejmej wyjaśniał: - Decyzja dotyczyła zwiększenia możliwości transportu lotniczego najważniejszych osób w państwie. Specpułk dysponował wówczas tylko jednym Tu-154 i kilkoma Jak-40. Chodziło o to, by sprzętu było więcej. Została wydana dzień po omówieniu tej kwestii na komitecie Radzie Ministrów. Chcieliśmy pozyskać - najpierw wydzierżawić, potem wziąć w leasing, skończyło się na wyczarterowaniu - dwa embraery z LOT-u.
- Nasuwa się podejrzenie, że za wnioskiem pełnomocnika idą wyłącznie intencje polityczne - oświadczył Sejmej. Zapewnił, że Klich na wezwanie prokuratury się stawi.
Co oznacza "bezpieczne przewozy", postanowił dodatkowo, podczas "krótkiego briefingu", wyjaśnić
Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu ds. katastrofy. Macierewicz zacytował paragraf 1 decyzji nr 40: "Mając na względzie aktualną sytuację floty 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, w oparciu o którą nie ma możliwości zapewnienia na wymaganym poziomie przewozów i bezpieczeństwa realizacji zadań przez konstytucyjne organa państwowe".
- Krótko mówiąc, pan minister Klich w sposób bezsporny stwierdza, że 36. pułk specjalny znajduje się w sytuacji, która nie zapewnia bezpieczeństwa lotów konstytucyjnych organów państwa polskiego - ocenił. Potem pytał: - Na jakiej podstawie minister zgadzał się po tej decyzji na działanie 36. pułku w zakresie przewozu osób z najwyższych organów państwa? I czy nie narażał ich na niebezpieczeństwo?
I wyciągał wnioski: - Pan minister Klich stwierdził, że 36. pułk nie gwarantuje bezpieczeństwa przelotów najważniejszych organów państwa, mimo to wydał zgodę na wylot delegacji pana prezydenta. Pan premier wiedział o tej decyzji, tak sądzę. Jakie powinny z tego płynąć konsekwencje polityczne, abstrahując od prawnych?