Podobny apel został opublikowany się w połowie maja. O niewykorzystywanie katastrofy do celów politycznych prosiło kilkadziesiąt osób, które go podpisały: poza Sariusz-Skąpską, m.in. Ewa Błasik, wdowa po gen. Andrzeju Błasiku, Ewa Komorowska, wdowa po Stanisławie Komorowskim, wiceministrze obrony narodowej, Jolanta Przewoźnik, wdowa po Andrzeju Przewoźniku, sekretarzu generalnym ROPWiM, Magdalena Protasiuk, wdowa Arkadiuszu Protasiuku, pierwszym pilocie.
Powołanie zespołu, którym kieruje
Antoni Macierewicz, zdecydowało o tym, że Sariusz-Skąpska znowu zabrała głos. Tłumaczy, że trzeba uświadomić Polakom, w jaki sposób tragedia smoleńska jest zawłaszczana przez "polityków jednej opcji". Dodaje, że ci, którzy podpisali majowy apel, nie zostali zaproszeni na posiedzenie zespołu Macierewicza.
W środę rodziny ofiar katastrofy spotkają się z prokuratorami prowadzącymi śledztwo.
Rozmowa z Izabellą Sariusz-Skąpską, córką Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, byłego prezesa zarządu Federacji Rodzin Katyńskich Małgorzata Skowrońska: W maju podpisała pani list do polityków i dziennikarzy, w którym bliscy ofiar smoleńskiej katastrofy proszą o uszanowanie żałoby i niewykorzystywanie katastrofy do celów politycznych. Pani rodzina zdecydowała się teraz przerwać milczenie. Dlaczego? Izabella Sariusz-Skąpska: Dlatego, że Smoleńsk zawłaszczyła jedna opcja polityczna. Zespół, jaki powołało
Prawo i Sprawiedliwość, nie może być jedynym dysponentem pamięci o ofiarach. Zachwiana została równowaga. Nie możemy już w spokoju przeżywać żałoby i czekać na wyniki prokuratorskiego śledztwa.
Spokój po takiej traumie, jaką była i wciąż jest dla mnie i moich bliskich katastrofa, budowany jest z ogromnym trudem. Pewne pocieszenie znajdowaliśmy w tym, że struktury państwa polskiego robią wszystko, żeby wyjaśnić przyczyny katastrofy, że prokuratura prowadzi niezależne śledztwo. I nagle pojawia się zespół posłów jednej partii, który będzie sprawdzał, jak to śledztwo jest prowadzone, a w zasadzie przystępują do pracy z założeniem, że prokuratorzy źle wykonują swoją pracę. Przecież to nic innego, jak podważanie jednego z filarów działania demokracji.
Należę do tego pokolenia, które przez większą część swojego życia czekało na to, by żyć w demokratycznym państwie.
Na pierwsze spotkanie zespołu Macierewicza przyjechały rodziny, które mają zastrzeżenia do prac prokuratorów i zachowania polskiego rządu. - Nie odmawiam nikomu prawa do takich a nie innych reakcji i przeżywania żałoby, ale jeśli pojawiają się głosy wypowiadające się w imieniu rodzin ofiar tragedii smoleńskiej, to ja chciałam powiedzieć, że nikogo to tego nie upoważniłam.
Tam zginęło 96 osób. Nie tylko członków jednej partii.
Zespołowi nie chodzi o wyjaśnienie sprawy, bo gdyby tak było, w jego skład zaproszeni zostaliby fachowcy. Jaką wiedzę na temat katastrof lotniczych mają posłowie
PiS? Co wiedzą o sposobie prowadzenia śledztwa posłanki, które na pierwsze posiedzenie zespołu przyszły w jaskrawych sukienkach? Już na tym poziomie widać brak szacunku do naszej żałoby.
Przerywając milczenie, chciałam przypomnieć, że wśród tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem, są żony oficerów BOR-u, pilotów, rodziny uroczych stewardes, które latały rządowymi samolotami, bliscy osób z organizacji, które walczyły o pamięć o Katyniu. Nie tylko politycy.
Tuż po katastrofie mówiła pani, że ta tragedia może przyczynić się do tego, że świat dowie się, po co reprezentacja państwa polskiego leciała do Katynia. I tak się stało. Ale też zaczęło się to, przed czym pani przestrzegała: utożsamianie mordu katyńskiego i katastrofy smoleńskiej. - Dzwoni do mnie dziennikarz i pyta, czy mój ojciec poległ, czy zginął. Polec można na wojnie, w boju. Mój dziadek Bolesław, ofiara mordu katyńskiego, został zamordowany. Mój ojciec Andrzej jako prezes zarządu Federacji Rodzin Katyńskich leciał na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej i zginął w tragicznym wypadku.
Smoleńsk to nie Katyń. Rozumiem ból tych, których bliscy zginęli pod Smoleńskiem. Też przecież jestem w tej grupie, ale jeśli powstaje Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010, muszę zaprotestować.
Nie można zawłaszczać katyńskiej tragedii. To brak szacunku dla wieloletniego cierpienia rodzin, których bliscy zostali zamordowani w bestialski sposób przez NKWD.
Pojawiają się głosy, że trzeba patrzeć na ręce Rosjanom prowadzącym śledztwo. Odżywają antyrosyjskie fobie wśród bliskich ofiar tragedii. - I to już jest polityka, a ja i wiele rodzin tych, którzy zginęli, chcemy być od politycznych kłótni daleko.
Trzy tygodnie temu moja rodzina pojechała na miejsce katastrofy. Kiedy staliśmy przy głazie, który postawiono w miejscu rozbicia samolotu, grupa Rosjan w różnym wieku stała z boku i czekała, aż będą mogli podejść i pomodlić się. Był z nimi prawosławny duchowny. Tu nie było polityki. Był czas na przeżywanie żałoby.
Nie ma pani poczucia, że pani głos jest odosobniony? Że większość rodzin ofiar katastrofy nie podziela pani zaufania do pracy prokuratorów? - Pod naszym pierwszym listem podpisało się kilkadziesiąt osób. Kolejne odezwały się już po publikacji listu w mediach.
Na 28 lipca Naczelna Prokuratura Wojskowa zaprosiła wszystkich bliskich i pełnomocników smoleńskich ofiar po to, byśmy dowiedzieli się u źródła, a nie z medialnych przecieków, jaki jest stan śledztwa.