Swój tekst zaczyna życzeniem: - Mam nadzieję, że Platforma wywali wreszcie Janusza Palikota na zbity pysk. Polska potrzebuje nowej centrolewicowej partii, którą może założyć tylko polityk z Lublina. I przedstawia scenariusz polityczny. Czy się sprawdzi, czas pokaże.
Zdaniem autora tekstu w Polsce jest miejsce na partię, która "zmniejszy wpływ Kościoła na państwo, państwa na gospodarkę, a gospodarki, państwa i Kościoła na życie obywateli." Kaczorowski jest przekonany, że Palikot zakładając własną partię odniósłby sukces. I przekroczył pięcioprocentowy próg.
Co więcej zdaniem publicysty taki scenariusz jest korzystny dla Platformy Obywatelskiej, która z partią Palikota mogłaby zawrzeć koalicję. I nie potrzebowałaby do tego
PSL (który może znaleźć się poza Sejmem - jak pozakazują to sondaże), ani
SLD. "Z dwojga złego lepszy wicepremier Palikot (zwłaszcza jeśli zajmie się liberalizowaniem gospodarki, na czym akurat się zna) niż wicepremier
Grzegorz Napieralski (który na tym również się nie zna) - czytamy w Newsweeku.
Kaczorowski wylicza kto mógłby zasilić szeregi nowej partii: - Publicyści z Krytyki Politycznej, działacze ruchów antyklerykalnych, gejowskich i ekolodzy. Nie zabraknie też zmarginalizowanych polityków lewicy, takich jak Andrzej Celiński czy
Marek Borowski oraz tych polityków, którzy nieswojo czuliby się w partii, której ideologiczny ton nadawałby poseł
Jarosław Gowin. To będzie prawdziwe pospolite ruszenie - pisze publicysta.
By jednak do niego doszło PO musi wcześniej wyrzucić Palikota. O związku polityka z partią Kaczorowski pisze obrazowo: - Problem w tym, że Palikot pomaga sobie w grze ręką, depcze bramkarzowi po palcach, obrońców gryzie w łydki, a kibicom drużyny przeciwnej pokazuje środkowy palec. Z kimś takim drużyna PO może wygrać mecz, ale raczej na pewno przegra mistrzostwa. Dlatego dni Palikota wydają się policzone.