To burmistrz Duisburga Adolf Sauerland przeforsował, by wielka impreza fanów muzyki techno odbyła się w jego mieście, na terenie wokół starego dworca towarowego. Konsekwentnie ignorował przy tym liczne zastrzeżenia dotyczące zabezpieczenia imprezy - w tym tych, którzy mówili, że mały Duisburg nie jest w stanie przyjąć milionów fanów. Dla burmistrza ważniejszy był prestiż, jaki dzięki Love Parade zyska miasto.
W końcu burmistrz prawdopodobnie ze względu na niższe koszty zgodził się, by na Love Parade było tylko jedno wejście, m.in. przez stumetrowy tunel.
W sobotę na Love Parade przyszło tylu ludzi, że przy wejściu na imprezę powstał olbrzymi zator. Wybuchła panika, uwięzieni w tunelu fani zaczęli się tratować. Zginęło 19 osób, a 500 zostało rannych.
Wczoraj burmistrz przyszedł na miejsce tragedii, by tak jak setki fanów złożyć tam kwiaty i zapalić znicz. Gdy nadszedł w towarzystwie policjantów, ludzie zaczęli gwizdać i buczeć. - Ty chciwy idioto, pozabijałeś ludzi! - krzyczał ktoś. Potem w kierunku burmistrza poleciały przekleństwa, ktoś rzucił też w niego śmieciami. Sauerland musiał jak niepyszny zawrócić.
- Niech pan ustąpi! - wzywa prasa w Zagłębiu Ruhry, która oprócz współodpowiedzialności za tragedię wytyka burmistrzowi cynizm. Na niedzielnej konferencji prasowej Sauerland dawał do zrozumienia, że za tragedię odpowiedzialność ponoszą fani techno. Burmistrz mimo nacisków jak dotąd nie zamierza rezygnować. Do prokuratury spływają pierwsze doniesienia przeciwko niemu.
Dziennikarze zdobyli dokumenty, z których wynika, że władze Duisburga, a także tamtejsza policja zdawały sobie sprawę z tego, jakie niebezpieczeństwo wiąże się z Love Parade. Mimo to pozwoliły organizatorom zignorować przepisy, m.in. w sprawie wymaganej liczby dróg ewakuacyjnych o odpowiedniej szerokości, nie zażądały również planu ochrony przeciwpożarowej. W końcu zgodziły się, by na teren dworca, na którym według przepisów mogło zmieścić się 250 tys. fanów, weszło ich ponad milion. Jeszcze kilka godzin przed tragedią burmistrz Sauerland cieszył się, że do Duisburga ściągnie 1,4 mln ludzi. Policja i straż pożarna przygotowały wprawdzie kompetentny plan ochrony parady, z wieloma wejściami, ale wymagał on zaangażowania o wiele większej liczby funkcjonariuszy. Władze miasta go odrzuciły.
- Nie zainstalowano nawet kamer, które pozwoliłyby policji wiedzieć, co się dzieje. Od miesięcy przestrzegałem, że Duisburg jest za małym miastem na taką imprezę - oburza się Rainer Wendt ze związku zawodowego policjantów. Z tego powodu rok temu zgody na Love Parade nie wydały władze sąsiedniego Bochum - uznały, że nie poradzą sobie z taką liczbą gości.
Po dwóch dniach śledztwa w sprawie tragedii zabrano je miejscowym policjantom i w obawie przed konfliktem interesów przeniesiono do Kolonii. Na decyzję miało zapewne wpływ zdarzenie na jednym z komisariatów policji w Duisburgu, gdzie z twardych dysków wymazano wszystkie dokumenty i e-maile związane z organizacją i zabezpieczeniem parady.
Źródło: Gazeta Wyborcza