Portal WikiLeaks.org, który specjalizuje się w ujawnianiu wszelkich tajemnic, przekazał ok. 90 tys. tajnych dokumentów trzem wielkim gazetom. To: amerykański "New York Times", brytyjski "The Guardian" i niemiecki "Der Spiegel".
W tych dokumentach są też wątki polskie. Przedstawiamy niektóre z nich.
Nangar Khel Raporty, które opisali dziennikarze, dotyczą m.in. akcji w wiosce Nangar Khel, w której latem 2007 r. zginęło sześciu cywilów, a trzy kobiety zostały ranne. Informacja pochodzi z amerykańskiego dowództwa 82 Dywizji Powietrznodesantowej. Wynika z niej, że polscy żołnierze ostrzelali wioskę z karabinu maszynowego, a następnie wystrzelili w jej stronę trzy pociski moździerzowe, z których jeden spadł na podwórko, jeden na dach domu, a trzeci eksplodował w domu, w którym trwało akurat wesele.
Przy okazji raport wymienia także nazwisko oficera polskiego wywiadu w randze podpułkownika, który zaraz po ostrzelaniu wioski wyjaśniał, jak doszło do zabicia cywilów. Do tej pory przed polskim sądem trwa proces żołnierzy, którzy ostrzelali Nangar Khel. Są oskarżeni o zbrodnie wojenne.
Polski wywiad ostrzegał przed zamachem na ambasadę Polski wywiad miał ostrzegać przed zamachem na ambasadę Indii w Kabulu w lipcu 2008 r.
Indie oskarżyły wówczas służby Pakistanu o wspieranie zamachu.
Według materiałów omawianych przez indyjskie media to polski wywiad zwracał uwagę na możliwość zaatakowania placówki dyplomatycznej Indii w Kabulu. Materiał, na który powołuje się Indo-Asian News Service, ostrzegając przed atakiem, nie wskazywał jednak, iż w jego wykonanie mogą być zaangażowane służby pakistańskie. Także sama metoda przeprowadzenia zamachu różniła się według agencji, powołującej się na przecieki z tajnych dokumentów amerykańskich, od rzeczywistego przebiegu zamachu.
Komentatorzy w Indiach akcentują fakt, iż według opublikowanych materiałów, wywiad pakistański miał zielone światło Islamabadu dla przeprowadzania wraz z talibami akcji przeciw siłom amerykańskim w Afganistanie oraz przeciw Indiom. Pakistan twierdzi, że rewelacje publikowane obecnie w prasie są nieprawdziwe.
Operacja "Górski pająk" Kolejny incydent określony jest jako tzw. friendly fire, czyli bratobójczy ostrzał. W czerwcu 2007 r. polski żołnierz z bazy Gardez w prowincji Paktika został ranny po postrzale wewnątrz pojazdu hummer. Ale jeszcze w tym czasie, polskie dowództwo wyjaśniało, że żołnierz postrzelił się sam na skutek nieostrożnego obchodzenia się z bronią.
Inny incydent - z czerwca 2008 roku - dotyczy sytuacji, w której polscy żołnierze z bazy Ghazni postrzelili człowieka, omyłkowo wziętego za zamachowca-samobójcę.
Opisana jest także wspólna akcja "GROM-u" i amerykańskich oddziałów specjalnych z października 2009 r., pod kryptonimem "Górski pająk". Żołnierze znaleźli dwie kryjówki talibów. Pierwsza była składem z amunicją, bronią i urządzeniami łączności. Druga to "safe house", czyli bezpieczna kryjówka, w której znaleziono m.in. ręczną wyrzutnię rakiet, karabinym, materiały do produkcji min i... dwa komplety światełek choinkowych (w tym jeden zmodyfikowany).
Wojsko: Żadna sensacja - Nie są to informacje sensacyjne - mówi mjr Piotr Jaszczuk z Dowództwa Operacyjnego. - Ale, oczywiście tego typu informacje nie powinny być upubliczniane, bo są przeznaczone wyłącznie do użytku wewnątrz NATO i dowództwa ISAF w Afganistanie. A to dlatego, że pokazują m.in. naszą taktykę działania, więc są to informacje wrażliwe i jako takie, upublicznione, stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa żołnierzy koalicji NATO w Afganistanie. A już na pewno opinia publiczna nie powinna poznać nazwisk oficerów wywiadu.
Pakistan na dwie strony. "Dla nas to nie tajemnica" Zachodnia prasa informuje też o tym, że talibowie w Afganistanie wspierani są przez pakistański wywiad wojskowy ISI, który zaangażowany jest w planowanie operacji talibów przeciwko siłom koalicyjnym w Afganistanie.
M.in. na skutek tej bliskiej współpracy do prowincji Ghazni, w której stacjonują polscy żołnierze w Afganistanie, skierowano jako "pokaz siły" stu najemników z krajów arabskich i z Kaukazu. Pakistańskie władze ostro skrytykowały te sugestie, ale nasi informatorzy z polskiego dowództwa twierdzą co innego.
- Ta współpraca nie jest dla nas tajemnicą od dawna - mówi nasz rozmówca. - Nawet naszym żołnierzom zdarzało się walczyć z rebeliantami, a potem okazywało się, że byli wśród nich pakistańscy oficerowie. To oni także szkolą rebeliantów, z Pakistanu pochodzi także broń, którą talibowie walczą z naszymi żołnierzami.
Minister Obrony Narodowej
Bogdan Klich nie chciał na razie komentować tych informacji. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że oceną, czy te informacje mają wpływ na bezpieczeństwo polskiego kontyngentu, i to, jak doszło do ich upublicznienia, wyjaśniać będzie prokuratura wojskowa.