Komisja Europejska postanowiła, że od przyszłego roku rządy będą mogły udzielać pomocy finansowej jedynie tym kopalniom węgla, które przeznaczone są do zamknięcia i które ostatecznie zakończą działalność nie później niż w październiku 2014 r. Problem dotyczy dziesięciu krajów Unii, w których górnictwo węgla jest subsydiowane, w tym Polski. A właściwie przede wszystkim Polski.
Wprawdzie polskie kopalnie wymagają mniejszej pomocy niż niemieckie lub hiszpańskie, ale polska energetyka jest znacznie bardziej uzależniona od węgla. Przez lata byliśmy znaczącym eksporterem węgla, a wkrótce może się okazać, że będziemy jednym z większych importerów.
Państwowe kopalnie położone na Śląsku i w Zagłębiu są nieefektywne. Za cztery lata zostaną odcięte od dotacji i wówczas trzeba je będzie zamknąć. Chyba że podejmą wysiłek, by pozbyć się nadmiernych kosztów, długów i działać jak normalne firmy nastawione na zysk.
To nie jest niemożliwe. Jedyna kopalnia położona z dala od Śląska - Bogdanka - od lat przynosi zyski. Ma niekorzystne położenie geologiczne, nie dysponuje taką infrastrukturą komunikacyjną jak kopalnie śląskie, ale ma nad nimi jedną przewagę - jest z dala od patologicznych układów istniejących w śląskim górnictwie. Przed kilku laty została sprywatyzowana, jej właściciele wiedzą, na czym polega zarządzanie.
Jest też inny przykład - hut stali, przez lata deficytowych i żyjących na państwowym garnuszku, które po prywatyzacji okazały się rentowne. Kopalnie przetrwają, jeśli zostaną sprywatyzowane, mimo sprzeciwu związków zawodowych i polityków żerujących na śląskim górnictwie.
Jeśli nie, podzielą los polskich stoczni, które odcięte od pomocy finansowej państwa upadły, bo kolejne rządy nie chciały bądź nie potrafiły ich sprywatyzować.
Źródło: Gazeta Wyborcza