http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niespodzianka prezesa - Beata Szydło nową wiceszefową PiS

Wojciech Pelowski, Kraków
2010-07-26, ostatnia aktualizacja 2010-07-25 20:03

Cichy fachowiec. Umiarkowana, konsekwentna, ale bez wychylania się - mówią o niej posłowie PiS i zastanawiają się: skąd więc teraz taka funkcja?


Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Kiedy prezes Jarosław Kaczyński namaścił posłankę z małopolskiego Chrzanowa na swoją zastępczynię, zaskoczeni byli nawet bliscy jej partyjni koledzy.

- Dostała tę propozycję kilka godzin przed jej ogłoszeniem. Nie spodziewała się zupełnie, bo wcale o tę funkcję nie walczyła - twierdzi małopolski poseł PiS. Jego kolega z Krakowa Andrzej Adamczyk interweniował razem z Szydło m.in. w sprawie opłat pobieranych za przejazd remontowanym latami odcinkiem autostrady Kraków-Katowice.

- Beata jest skromna, ale nieustępliwa. Do tego spokojna. Nie widziałem, żeby kiedykolwiek poniosły ją emocje. Ale to nie tak, że w partii nie było jej widać. Od roku jest skarbnikiem klubu parlamentarnego - mówi poseł.

W Sejmie nowa wiceprezes PiS ma opinię pracowitej. Z wykształcenia jest etnografem, ale skończyła studia podyplomowe m.in. z zarządzania kulturą. Posłanką jest po raz drugi. W obecnej kadencji wygłosiła 64 wypowiedzi, zgłosiła ponad 50 interpelacji (głównie w sprawach gospodarczych), kilkadziesiąt zapytań. Jest zastępcą przewodniczącego sejmowej komisji finansów publicznych. Blisko współpracowała z Aleksandrą Natalli-Świat, która komisji przewodniczyła. Jak przyznaje, w partii przejmie teraz obowiązki zmarłej w smoleńskiej katastrofie koleżanki.

- Podział odpowiedzialności wśród wiceprzewodniczących nie jest jeszcze skrystalizowany. Ale naturalnym jest, że poprzez stanowisko w komisji finansów mogę i w partii odpowiadać za zbliżone tematy - mówi nam Beata Szydło. Wyeksponowanie jej osoby ma pokazać bardziej umiarkowaną i skłonną do szerszej współpracy twarz partii.

Szydło przed karierą w Sejmie była burmistrzem gminy Brzeszcze, radną powiatu. - Działaliśmy razem we Wspólnocie Samorządowej, byłem radnym. Zapamiętałem, że miała dużo inicjatyw. Gmina była dobrze zarządzana. A słynęła z tego, że rządziły nią kobiety. Beata Szydło paniami obsadzała najważniejsze stanowiska - wspomina Marek Sowa (PO) z zarządu województwa małopolskiego.

Już jako posłanka pytana o parytety na listach wyborczych Szydło przestrzegała jednak, że "zapisy ustawowe mogą okazać się mało skuteczne i będą jedynie zapisem papierowym mieszczącym się w kategorii poprawnych politycznie".

W walczących ze sobą dwóch partyjnych opcjach w Małopolsce Szydło była osobą związaną ze Zbigniewem Ziobrą (drugą frakcję miał Zbigniew Wassermann). Ale zwykle jej publiczne wypowiedzi rzadko zahaczały o partyjną ideologię. Czy identyfikuje się z ostrzejszym powyborczym językiem Jarosława Kaczyńskiego?

Beata Szydło: - Nie jestem przekonana, że to zaostrzenie języka. Prezes mówił o tym, co ważne. Nie padły żadne słowa, które mogą świadczyć o zmianie kierunku, w którym ma iść PiS.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':