http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pozwólcie nam skończyć z Romami

Bartłomiej Kuraś, Jarosław Sidorowicz, Kraków
2010-07-26, ostatnia aktualizacja 2010-07-25 20:02

Fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta

Takie okrzyki wznosiło w stronę policji około stu osób, które próbowały wedrzeć się w Limanowej do mieszkania romskiej rodziny. Poleciały kamienie i butelki z benzyną

Zaczęło się w nocy z piątku na sobotę na blokowisku przy ul. Witosa w centrum Limanowej. Kobieta, która przechadzała się między blokami, obawiała się agresywnego psa puszczonego bez kagańca i opieki. Kiedy zwróciła uwagę stojącemu w oknie jego romskiemu właścicielowi, miała usłyszeć wyzwiska. Pies miał też na nią skoczyć. Tak utrzymują świadkowie zdarzenia.

Kamienie i butelki z benzyną

Kilka minut po incydencie na ulicę wyległo blisko stu agresywnych mężczyzn. Jak sami twierdzą, chcieli pomóc kobiecie, która wzywała pomocy. Krzyczeli, że zrobią w końcu porządek z Romami. Niektórzy mieli w rękach puste butelki.

- Ta rodzina od lat jest bardzo agresywna. Już nie można z nimi wytrzymać. Ciągle wszczynają awantury. Dlatego postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Bo policja i władze miasta nic z tym nie robią - opowiada jeden z uczestników zajścia. - Dołączyło do nas kilku Romów, którzy również mają dość tych, którzy psują im opinię.

Romska rodzina zabarykadowała się w mieszkaniu. Tłum szykował się do szturmu. Na ulicę spadły kamienie i butelki z benzyną. Kto rzucał? Nikt z tłumu się do tego nie przyznaje. Zaprzeczają też Romowie. Krzysztof L., właściciel obleganego mieszkania: - Długo byśmy się nie obronili. Nie wiadomo, czy jeszcze żylibyśmy, gdyby nie szybka interwencja policji.

Limanowska policja, widząc, że może dojść do linczu, ściągnęła posiłki z Krakowa wyposażone w sprzęt do tłumienia zamieszek: tarcze, hełmy i pałki. Ale tak ubrani policjanci tylko rozjuszyli mężczyzn z tłumu, złych, że sami nie mogą policzyć się z Romami. Wyzywali funkcjonariuszy. Próbowali przerwać policyjny kordon. Dopiero zdecydowany opór policji i ulewny deszcz ostudziły temperamenty. Po kilkugodzinnej akcji udało się odsunąć agresywnych ludzi od bloku.

- Sytuacja była bardzo trudna - przyznaje Tadeusz Stachak, zastępca komendanta limanowskiej policji . - Apelowałem do ludzi, by nie dali się ponieść emocjom i rozeszli się do domów.

By nie zaogniać sytuacji, nie zatrzymywano najbardziej agresywnych uczestników zamieszek. Policjanci jedynie wylegitymowali 30 osób. Będą teraz przesłuchiwane.

Nie wypuśćcie ich do Koszar

Interwencja policji nie uspokoiła sytuacji w mieście. W sobotę i niedzielę między mieszkańcami Limanowej krążyły SMS-y nawołujące do odwetu na Romach. Miasto cały czas patrolują wzmocnione siły policji.

- To zadawniony od wielu miesięcy konflikt między tą rodziną a resztą mieszkańców osiedla - uważa Tadeusz Stachak. Jesienią policjanci zatrzymali dwóch Romów z rodziny skłóconej z pozostałą częścią osiedla. Chodziło o atak na innych mieszkańców. W ruch poszły wtedy ostre przedmioty.

Ale konflikt polsko-romski w gminie Limanowa trwa już - z różnym natężeniem - ponad 30 lat, od czasu gdy osiedlono tu kilkudziesięciu Romów. Zdarzały się rozboje, pobicia, zaczepki i kłótnie. Było żebractwo, trafiały się kradzieże. Ale w ostatnich latach było już spokojnie. Antyromskie nastroje nasiliły się jednak w zeszłym roku.

Gminie przepadło 130 tys. zł z rządowego programu na budowę świetlicy integracyjnej dla Romów - nie zgodziła się na nią część mieszkańców. Budynek miałby stanąć na gruncie gminnym, tuż przy ubogim osiedlu romskim we wsi Koszary położonej w pobliżu Limanowej. Gmina nie miała innych planów wobec działki, ale świetlica nie powstała, mimo wsparcia projektu przez miejscowych księży. Gdy parafia złożyła wniosek o dotację na świetlicę, we wsi rozpoczęły się konsultacje społeczne. Dwa zebrania w tej sprawie miejscowe władze zorganizowały, gdy Romowie wyjechali z Koszar na pielgrzymki.

Sołtys wsi i wójt gminy zapewniali, że to przypadek, ale Romowie im nie uwierzyli.

- Niczyjej złej woli nie należy się w tym dopatrywać - zaprzecza wójt Władysław Pazdan.

Wobec wójta pojawiły się oskarżenia, że na nastrojach antyromskich robi sobie kampanię wyborczą.

- Wójt jeździł po wioskach i mówił, że Polacy muszą dokonać wyboru. Albo da się pieniądze na świetlicę dla Romów, albo zbuduje się nową drogę. A to nieprawda, bo z pieniędzy na program integracji Romów nie można budować dróg - mówi radny gminy Limanowa Wojciech Włodarczyk.

W czasie piątkowego ataku na Romów niektórzy krzyczeli: - Nie wypuśćcie ich. Uważajcie, pójdą po posiłki do Koszar.

Ks. Opocki: Potrzebne mediacje

Konflikt w Limanowej próbuje zażegnać ks. Stanisław Opocki - krajowy duszpasterz Romów, z parafii w sąsiedniej Łososinie Górnej. Ks. Opocki Romami zajmuje się od ćwierć wieku: - Gdy tu przyjechałem i zobaczyłem, w jakich warunkach żyją, postanowiłem, że będę dla nich jak misjonarz. Od tego czasu wiele już zmieniło się na lepsze. Przez większość ostatnich lat ludność romska żyła w zgodzie z polską. Dzieci romskie chodzą do szkoły z polskimi. Ale niespodziewanie spotkaliśmy się z niechęcią lokalnych władz w sprawie świetlicy. To znów rozbudziło konflikty - uważa ks. Opocki.

Co dalej robić z konfliktem w Limanowej?

- Podejmuję się mediacji w sprawie ostatnich zdarzeń. Przyznaję, że Romowie to nie jest łatwa społeczność, bo dotknął ich, z różnych przyczyn, problem wykluczenia. Już niejeden dotyczący ich konflikt udało mi się zażegnać. Wiem, że w tej konkretnej rodzinie, z powodu której doszło teraz do zamieszek, jest patologia. To wzbudza niechęć ze strony polskich sąsiadów. Ale nie można przecież stosować samosądu. Będę rozmawiał z obydwiema stronami. Wierzę, że uda się dojść do porozumienia. Potrzeba jednak do tego zaangażowania wszystkich zainteresowanych: samych skonfliktowanych i lokalnych władz. Podsycanie wzajemnych uprzedzeń może tylko pogorszyć sytuację, tak że trudno już będzie ją opanować. Na razie nie jest jeszcze za późno na pogodzenie zwaśnionych - ma nadzieję ks. Stanisław Opocki.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 56 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':