Jarosław Sellin powiedział niedawno w radiowej "Trójce", że nie ma w Polsce zapotrzebowania na alternatywne ugrupowanie centro-prawicowe.
Przed wielu laty u narodzin III Rzeczypospolitej popularne było publicystyczne pytanie: czy możliwa jest inna lewica niż postkomunistyczna i postpezetpeerowska - czyli ta ogniskująca się wokół SdRP, a potem
SLD? Dziś dzieje Polski Plus dają odpowiedź na inne pytanie: czy możliwa jest w Polsce racjonalna prawica "niepisowska", ta, która nie kojarzy się z obroną jakiegokolwiek krzyża i teorią spisku? Po decyzji Polski Plus o "reintegracji" brzmi ona "nie".
Zimą 2007 r., gdy środowisko polityczne zgrupowane wokół Michała Ujazdowskiego, Jarosława Sellina, Pawła Zalewskiego, Jerzego Polaczka, Ludwika Dorna opuszczało PiS, jego rozumowanie zdawało się jasne. Model polityki prowadzonej przez PiS - z jednej strony amoralny sojusz z Samoobroną, z drugiej nieustanna pogoń za wyimaginowanym układem, wszelkimi prawdziwymi i wyimaginowanymi wrogami - to przepis na klęskę.
Sposób kierowania partią przez Jarosława Kaczyńskiego, którego Ludwik Dorn opisał jako wezyra otoczonego eunuchami, był przez nich krytykowany jako droga do politycznego wyjałowienia.
Pierwszy pomysł - utworzenie ruchu społecznego "Polska XXI" - miał być receptą na "zracjonalizowanie" sceny politycznej na prawicy i stworzenie alternatywy dla PO i PiS. Działacze ruchu pokładali nadzieje w Rafale Dutkiewiczu, prezydencie Wrocławia, jako murowanym kandydacie do prezydentury wszystkich Polaków, i w strukturach samorządowych, gdzie polityka miała być "realna" w odróżnieniu tej od symbolicznej i totemicznej na wyższych szczeblach.
Sieci zarzucone zostały szeroko. A z portalem "Polska XXI" mieli współpracować Jan Rokita (jeszcze wówczas blisko PO), prof. Jadwiga Staniszkis (jeszcze przed wybuchem uczuć wobec Jarosława Kaczyńskiego), prof. Paweł Śpiewak.
Kilku obserwatorów życia politycznego postrzegało "Polskę XXI", która przekształciła się w partię Polska Plus, jako grupkę miłych, z lekka nudnych, gabinetowych polityków pozbawionych charyzmy i politycznego esprit.
Ich blogowe rozważania na temat Burke'a, de Gaulle'a, Bocheńskiego, pytania, czym jest współczesny konserwatyzm, miały się tak do Realpolitik jak nos do pięści. W terenie lokalni działacze tego ugrupowania po początkowym zainteresowaniu zrobili wszystko, by nowi sympatycy nie zagrozili ich pozycjom na przyszłych listach wyborczych.
W końcu politycy Polski Plus obwieścili (wykazując resztki politycznego refleksu), że przeżyli po katastrofie smoleńskiej przełom duchowy i w kampanii wyborczej poparli Jarosława Kaczyńskiego.
Ostatnie miesiące to gorliwa działalność Polski Plus na rzecz PiS. Praca Jarosława Sellina w sztabie Jarosława Kaczyńskiego i zgoda na kandydowanie do KRRiT, choć wiadomo, że PO nie wybaczyła mu udziału w pisowskim skoku na media. Działalność posła Jerzego Polaczka, który domagał się dymisji ministra obrony za błędy, które jego zdaniem doprowadziły do katastrofy smoleńskiej, i praktycznie nie wychodził z Telewizji Trwam.
Zastanawiające, że Polska Plus przystępuje do PiS w momencie, gdy to ugrupowanie zaostrzyło kurs i bardziej przypomina PiS z 2007 r. niż to, które deklarowało miłość i zakończenie wojny polsko-polskiej.
Także rola Jarosława Kaczyńskiego wewnątrz ugrupowania nie zmieniła się ani o jotę. Teraz nie jest wezyrem, ale sułtanem. Dowolnie rzuca na pierwszą linię partyjnych liberałów spod znaku Joanny Kluzik-Rostkowskiej albo talibów kojarzonych ze Zbigniewem Ziobrą i Antonim Macierewiczem, w zależności od tego, jaką maskę chce wobec opinii publicznej przybrać.
Do tej pory, pamiętając porażkę Porozumienia Centrum, które poległo wobec odebrania mu elektoratu przez ZChN, Jarosław Kaczyński dbał o to, aby nie udało się go obejść z prawa. Żałosne dzieje Polski Plus pokazują, że PiS nie sposób także obejść od centrum. Zaś prawicowości w polskiej polityce nie wyznaczają konserwatywne idee czy przekonania, ale to, czy uważa się, że prezes Kaczyński ma rację, czy też się myli.