Święto pierwszy raz znalazło się w kalendarzu w 1939 r. jako Dzień Urodzin Marynarki Wojennej ZSRR i było ostatnim dniem Tygodnia Czerwonej Floty, kiedy to kraj w czynie społecznym pracował na rzecz swojej morskiej potęgi.
W nowej Rosji święto zgrabnie przyklejono do rocznicy zwycięstwa wojsk cara Piotra I nad flotą szwedzką w pobliżu półwyspu Gangut w lipcu 1714 roku.
Dzień Marynarki to jedno z najbardziej ulubionych w Rosji świąt. Jest okazja wypić, wykąpać się w fontannie, pochuliganić, wiedząc, że milicja przy tej okazji wiele wybacza "moriakom". Co drugi Rosjanim czuje się więc wilkiem morskim i chętnie nakłada "bezkozyrkę", czyli marynarską czapkę bez daszka.
To jednak dosyć szybko mija. Już 2 sierpnia jest kolejne święto - Dzień Komandosa. A wtedy po to, by wypić, wykąpać się w fontannie, trzeba przestać być "matrosem", przebrać się w "tielniaszkę", czyli podkoszulkę w granatowe paski i koniecznie zwany "krapowym" purpurowy beret przeznaczony dla najdzielniejszych żołnierzy oddziałów specjalnych desantu.
Źródło: Gazeta Wyborcza