Jak pisze niedzielny "The Observer", odpowiedzialny za więziennictwo wiceminister sprawiedliwości Crispin Blunt chciałby, aby przestępcy spotykali się w sądzie z ofiarami. Ci, którzy wyrażą skruchę, mogliby po prostu przeprosić je tuż przed wydaniem wyroku. To z kolei przełożyłoby się zapewne na ocenę sędziów i w rezultacie krótszy wyrok.
Według mediów z tego wychowawczego sposobu mogłyby skorzystać dziesiątki tysięcy skazanych zwłaszcza za drobne przestępstwa. Bo przepełnione więzienia, które zamiast zresocjalizowanych obywateli produkują masowo recydywistów, są prawdziwą zmorą na Wyspach.
Ministerialne plany ochrzczone mianem "rewolucji w resocjalizacji" wspierają dwie wpływowe organizacje zajmujące się więziennictwem - Victim Support i Restorative Justice Consortium. Z ich badań wynika, że skracając wyroki i redukując odsetek recydywistów, rząd oszczędziłby w dwa lata nawet 185 mln funtów.
Cały program opiera się na założeniu części psychologów więziennictwa, że ci, którzy mają odwagę stanąć oko w oko z ofiarami i szczerze wyrazić skruchę, rzadko wracają na przestępczą ścieżkę. Krytycy tego pomysłu zwracają uwagę, że skazańcy mogą dopuścić się manipulacji, przepraszając nieszczerze tylko po to, by wcześniej wyjść z więzienia.
Lawrence Kershen, szef Restorative Justice Consortium, odpiera te zarzuty: - Większość ofiar doskonale wie, czy ktoś przeprasza szczerze. Przestępcy zapewniają, że spotkanie z ofiarą to jedno z najcięższych przeżyć. Nie można wtedy ukryć się za swoim prawnikiem, jest się "nagim".
Wielka Brytania ma jeden z najwyższych odsetków więźniów na zachodzie Europy i mimo to najgorsze statystyki, jeśli chodzi o popełnianie przestępstw. W Anglii i Walii siedzi za kratkami ponad 85 tys. osób. Cele są przepełnione, a utrzymanie więźnia kosztuje podatnika krocie - 38 tys. funtów rocznie, czyli mniej więcej tyle samo, co rok nauki w ekskluzywnej szkole dla chłopców w Eaton.
Dlatego nowy, konserwatywny minister sprawiedliwości Kenneth Clarke i jego współpracownicy szykują reformę systemu więziennictwa stojącą w sprzeczności z tradycyjnym podejściem Partii Konserwatywnej. Ta hołdowała bowiem dotąd polityce "prisons works", czyli więzienie przynosi rezultaty. Zaś zdaniem Clarka i jego ludzi powinno się położyć nacisk na reedukację i resocjalizację, a nie na zamykanie za kratkami.
Niedawno minister Clark, narażając się na krytykę rodzimej partii, zaproponował, by drobni przestępcy, którzy z reguły szli na rok czy kilka miesięcy do więzienia, byli skazywani na prace na rzecz gminy, a więc np. sprzątanie ulic, szpitali, domów starców. Wiceminister Blunt chce zaś odciążyć więzienia, przenosząc z nich do specjalnych ośrodków 13 tys. narkomanów i 5,5 tys. osób z zaburzeniami psychicznymi.