Poza miastem sytuacja się zmienia. Przeważają małe gospodarstwa, z uprawy i unijnych dopłat nie da się wyżyć. Młodzi szukają więc pracy w okolicznych miastach. Jednak pracy jest mało, kto znalazł, trzyma się jej za wszelką cenę. A cena jest wysoka. - Pracujemy przy szkodliwych substancjach - opowiada X. - Ale testy są fałszowane, nic nie wykazują, więc nie należy się nic za pracę w szkodliwych warunkach. - Robimy w hali pod blachą, niedawno w ramach poprawy warunków pracy powieszono tam termometr, wykazał 61 stopni. Właściciel i tak krzyczał, że za wolno pracujemy - mówi Y. - W mieście, gdzie pracuję, jest tylko kilkunastu przedsiębiorców, wszyscy się znają. Jak ktoś się postawi jednemu, nie znajdzie pracy u nikogo. Jeśli chcemy tu żyć, nic nie możemy zrobić - komentuje Z.
Takich opowieści jest na pęczki. Ci ludzie ani nie chcą, ani nie mają jak upomnieć się o swoje elementarne prawa. Ich horyzont myślenia o publicznym świecie ogranicza się do tego, jak przetrwać. Polityka centralna, wybory, spory o katastrofę czy o to, kto jest lepszym patriotą, nie mają dla nich znaczenia, nie rozwiązują żadnego ich problemu i nie zaspokajają żadnej życiowej potrzeby. Demokracja kojarzy im się przede wszystkim z wielkim życiowym trudem, na pewno nie czują się bardziej wolni niż kiedyś.
Można powiedzieć: znaleźli się akurat w złym miejscu i złej fazie kapitalizmu. Tyle że ten dziki kapitalizm wpychający ludzi w niemal niewolniczą zależność stabilizuje się i instytucjonalizuje przez nieformalne porozumienia przedsiębiorców, lokalnych polityków i urzędników. Takie jest jedno z oblicz naszej modernizacji: Polska zaradna gniecie Polskę bezradną.
Nie zmienią tego odgórne zarządzenia, kontrole, zresztą żadna "góra" się do tego nie pali, zbyt wiele interesów jest w grze. Zmianę może wnieść jedynie poprawa szans życiowych ludzi wychowujących się we wsiach, czyli edukacja od przedszkola, dostęp do internetu i do świata przedstawianego w publicznych mediach.
Z tego punktu widzenia pomysły, by pieniądze na internet na wsi wydać na coś innego, są szkodliwe i nierozumne. To hamowanie demokracji równych obywateli.
Źródło: Gazeta Wyborcza