http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polska zaradna gniecie bezradną

Marek Beylin
2010-07-24, ostatnia aktualizacja 2010-07-23 16:44

Mazury wschodnie, te biedniejsze. W miastach powiatowych i wielu gminnych widać niesamowity skok cywilizacyjny i przyrost bogactwa. 70-tysięczny Ełk, niegdyś zapuszczony i, wydawało się, opuszczony przez świat, dziś promienieje. W kilkunastotysięcznym Olecku cały czas coś się dzieje: dobre koncerty, występy teatralne, akcje społeczne. Młodzi ludzie z tych i wielu innych miast czy miasteczek wschodnich Mazur nie odróżniają się wyglądem i aspiracjami od wielkomiejskiej młodzieży.

Marek Beylin
Fot. Maciej Zienkiewicz / AG
Marek Beylin
Poza miastem sytuacja się zmienia. Przeważają małe gospodarstwa, z uprawy i unijnych dopłat nie da się wyżyć. Młodzi szukają więc pracy w okolicznych miastach. Jednak pracy jest mało, kto znalazł, trzyma się jej za wszelką cenę. A cena jest wysoka. - Pracujemy przy szkodliwych substancjach - opowiada X. - Ale testy są fałszowane, nic nie wykazują, więc nie należy się nic za pracę w szkodliwych warunkach. - Robimy w hali pod blachą, niedawno w ramach poprawy warunków pracy powieszono tam termometr, wykazał 61 stopni. Właściciel i tak krzyczał, że za wolno pracujemy - mówi Y. - W mieście, gdzie pracuję, jest tylko kilkunastu przedsiębiorców, wszyscy się znają. Jak ktoś się postawi jednemu, nie znajdzie pracy u nikogo. Jeśli chcemy tu żyć, nic nie możemy zrobić - komentuje Z.

Takich opowieści jest na pęczki. Ci ludzie ani nie chcą, ani nie mają jak upomnieć się o swoje elementarne prawa. Ich horyzont myślenia o publicznym świecie ogranicza się do tego, jak przetrwać. Polityka centralna, wybory, spory o katastrofę czy o to, kto jest lepszym patriotą, nie mają dla nich znaczenia, nie rozwiązują żadnego ich problemu i nie zaspokajają żadnej życiowej potrzeby. Demokracja kojarzy im się przede wszystkim z wielkim życiowym trudem, na pewno nie czują się bardziej wolni niż kiedyś.

Można powiedzieć: znaleźli się akurat w złym miejscu i złej fazie kapitalizmu. Tyle że ten dziki kapitalizm wpychający ludzi w niemal niewolniczą zależność stabilizuje się i instytucjonalizuje przez nieformalne porozumienia przedsiębiorców, lokalnych polityków i urzędników. Takie jest jedno z oblicz naszej modernizacji: Polska zaradna gniecie Polskę bezradną.

Nie zmienią tego odgórne zarządzenia, kontrole, zresztą żadna "góra" się do tego nie pali, zbyt wiele interesów jest w grze. Zmianę może wnieść jedynie poprawa szans życiowych ludzi wychowujących się we wsiach, czyli edukacja od przedszkola, dostęp do internetu i do świata przedstawianego w publicznych mediach.

Z tego punktu widzenia pomysły, by pieniądze na internet na wsi wydać na coś innego, są szkodliwe i nierozumne. To hamowanie demokracji równych obywateli.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 22 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':