Radykalny antystalinizm tekstu w rządowej "Rossijskiej Gaziecie" zaskakuje, jeśli wziąć pod uwagę, że jego autor - przewodniczący Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej i doradca administracji prezydenckiej do spraw polityki zagranicznej -uważany jest raczej za jastrzębia.
W swoim artykule przypomina, że w ostatnim czasie doszło w Rosji do "kilku ważnych wydarzeń", a jednym z nich było to, że "kraj w pełni i bez zastrzeżeń przyznał się w końcu do Katynia, okazując szlachetność i współczucie dla polskiego nieszczęścia".
"Ale na razie kraj nie może znaleźć w sobie siły, żeby przyznać, że cała
Rosja to wielki Katyń usiany przede wszystkim bezimiennymi mogiłami milionów ofiar reżimu rządzącego nim przez większą część minionego stulecia" - z goryczą zauważa Karaganow.
Zaskoczenie tylko rośnie, jeśli przypomnieć, co ten sam Karaganow wcześniej mówił o Katyniu. Dwa lata temu na konferencji prasowej w Poznaniu pytany o zbrodnię NKWD z 1940 r. zapewniał: "Polacy po prostu mają kompleks Katynia. Powinni wyleczyć się z niego sami. Przyznajemy, że Stalin zabił, Putin nawet za to przeprosił, tylko nie do końca rozumiem czemu. Nieoficjalnie już dawno przeprosiliśmy. Publicznie tego jednak nie chcemy robić, bo od razu zaczniecie domagać się odszkodowań. Nam to nie jest potrzebne. My też w sumie możemy zażądać odszkodowania za to, że Polacy weszli kiedyś do Moskwy razem z Napoleonem. Wcześniej też to robili, a więc nie ma sensu tego rozważać".
Teraz jego optyka jest inna. Katyń przestał być "polskim kompleksem", a stał się w tym, co pisze, ważnym symbolem, metaforą losu także narodu rosyjskiego i Rosji.
Doradca Kremla, dotychczasowy obrońca doktryny imperialnej, przemówił językiem dysydentów, obrońców praw człowieka z Memoriału. Pisze więc o dziedzictwie „radzieckiego socjalizmu”: „Kraj nie odnosił się do ludu jak do swojego. A lud widział w nim w dużym stopniu represje, nędzę i śmierć. I odnosił się do niego odpowiednio. W tym oczywiście tkwiła najważniejsza przyczyna samorozpadu ZSRR, który powstał na miejscu »wielkiej Rosji «, czyli Imperium Rosyjskiego. W tym też, o czym jestem z roku na rok coraz bardziej przekonany, tkwi jedna z najważniejszych przyczyn obecnego upadku moralności społecznej, wszechobecnego złodziejstwa. Skrycie, ale częściowo także otwarcie elita gardzi ludem, lud - elitą”.
Rosjanie jednak wciąż nie mogą się zdecydować, by w pełni wyrzec się dziedzictwa stalinowskiego, pokajać się za to, co sami zrobili ze sobą, swoim narodem.
Nie mogą choćby dlatego, że - jak się powszechnie uważa - to obraziłoby weteranów. "To tchórzliwy i intelektualnie słaby argument. Oznaczający, że nigdy nie będziemy mogli uczciwie spojrzeć na naszą przeszłość" - paruje Karaganow. I przypomina: "Nie pokłoniwszy się ofiarom stalinizmu, nie przyznawszy swej winy przed nimi, pozostajemy dziedzicami tylko innej części naszego narodu - ich katów, strażników więziennych, donosicieli, tych, którzy na ochotnika rozkułaczali, niszczyli świątynie".
Tu kremlowski doradca używa publicznie dokładnie tych samych argumentów, którymi opozycyjny publicysta Aleksandr Podrabinek minioną jesienią uraził weteranów komunizmu na tyle dotkliwie, że żądali wypędzenia go z ojczyzny, a prokremlowska młodzieżówka Nasi zagroziła, że się z nim rozprawi.
Szukając sposobów przezwyciężenia wiszącej nad krajem klątwy stalinizmu, ekspert kremlowski znów przemawia jak działacz Memoriału od lat kołaczącego o sprawiedliwość dla ofiar terroru bolszewickiego i podpowiada: "Kraj powinien być usiany pomnikami ofiar radzieckiego stalinizmu. A obok pomników poległych żołnierzy powinny stanąć krzyże czy obeliski dla uczczenia tych, którzy padli z rąk tego reżimu. Do tej pracy można by zmobilizować nie tyle nowe Komsomoły czy organizacje pionierskie, ile rzeczywiście patriotyczne ruchy młodzieżowe".
Karaganow chce też, by w Rosji pojawiły się ulice noszące imiona "najlepszych cór i synów naszego narodu zgładzonych przez nas w XX wieku". Jego zdaniem ulice w miastach kraju powinny przypominać "nie tylko Lenina". Tu doradca Kremla w rzeczywistości broni dobrego imienia wodza bolszewików, przyjmując, że ulice Lenina powinny zostać. Zapomina, że skrzyżowanie ulic wodza bolszewików i na przykład carewicza Aleksieja zamordowanego przez tych samych bolszewików to miejsce kolizji nie tylko drogowych, ale i logicznych, i historycznych.
Kiedy Karaganow mówił szczerze - dwa lata temu w Polsce czy teraz na łamach rządowej gazety? A może przez ten czas zmienił poglądy? Nie. Jego poglądy, jeśli je w ogóle ma, są bez znaczenia. Waga jego słów polega wyłącznie na tym, że jest "gadającą głową Kremla". On stara się wyrażać to, co aktualnie myślą ludzie na szczytach władzy rosyjskiej. Przy tym jako doradca administracji prezydenckiej ma dojście do ludzi z Kremla, a co za tym idzie - lepszy od innych "gadających głów" dostęp do informacji.
Jego zaskakujący komentarz z żądaniami rozliczenia stalinizmu, przedstawiający Rosję jako "wielki Katyń usiany mogiłami milionów", jest więc istotny, bo sygnalizuje ważne zmiany w poglądach ludzi rządzących Rosją. Potwierdza, że niedawne ostre antystalinowskie wystąpienia Dmitrija Miedwiediewa, obecność i przemówienie Władimira Putina na cmentarzu w Katyniu to nie tylko gesty, ale znak, że Rosja zmienia kurs