Pismo w tej sprawie napisała 14 lipca do szefa Kancelarii Prezydenta Jacka Michałowskiego Ewa Nekanda-Trepka, stołeczna konserwator zabytków (pełni tę funkcję od lat, była konserwatorem także wtedy, kiedy Warszawą rządził
Lech Kaczyński).
Jak się dowiedzieliśmy w warszawskim ratuszu (konserwator mu podlega), to "głos z urzędu". - Żadna z instytucji nie prosiła o opinię konserwatora. To wynik obserwacji tego fragmentu Krakowskiego Przedmieścia - tłumaczy nam jeden ze stołecznych urzędników. - Ze względu na szczególny czas konserwator dotąd milczał. Jednak żałoba się skończyła. Zabytkowe otoczenie Pałacu jest pod ścisłą ochroną.
Stanowisko konserwatora oznacza, że od tej chwili Kancelaria Prezydenta jako gospodarz terenu przed Pałacem będzie musiała konsultować z nim wszystko, co wydarzy się na tym odcinku Krakowskiego Przedmieścia. Także plany przenosin stojącego tam krzyża do kościoła św. Anny, co zaplanowali na sierpień wspólnie harcerze z ZHP i ZHR, Kancelaria Prezydenta i warszawska kuria.
"W przypadku podjęcia decyzji o przeniesieniu pamiątkowego krzyża do obiektu będącego zabytkiem wpisanym do rejestru zabytków konieczne będzie również uzyskanie (...) pozwolenia konserwatorskiego" - czytamy w piśmie Nekandy-Trepki. Warszawski kościół św. Anny jest zabytkiem.
Konserwator przypomina też, że umieszczenie na zewnętrznej części dziedzińca Pałacu Prezydenckiego krzyża i plansz wystawowych upamiętniających śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego i 95 ofiar katastrofy smoleńskiej odbyło się "bez stosownego zezwolenia". Zarówno wystawę, jak i krzyż traktuje więc jako "działania tymczasowe, podyktowane wyjątkową sytuacją" . I prosi kancelarię, by plansze z wystawy przeniosła "w miarę możliwości w inne miejsce" lub wskazała termin zakończenia ekspozycji.
"Wprowadzenie na stałe w przestrzeń zabytkową nowych elementów nie jest uzasadnione względami konserwatorskimi" - napisała Nekanda-Trepka. Tłumaczy, że ustawienie nowego elementu pod Pałacem naruszyłoby unikalny charakter tego fragmentu Krakowskiego Przedmieścia.
Co z ewentualnym pomnikiem w miejscu krzyża? Taką formę upamiętnienia ofiar katastrofy proponowali m.in. harcerze ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Teraz domagają się tego ludzie czuwający pod Pałacem.
Jak napisaliśmy w środę, stołeczny ratusz twierdzi, że opinia Nekandy-Trepki oznacza brak zgody na jego postawienie. Stołeczna konserwator jest na urlopie (wraca w sierpniu). Wczoraj na konferencji prasowej jej pismo interpretował zastępca konserwatora Artur Zbiegieni.
Wbrew opinii ratusza stwierdził, że dokument nie odnosi się do pomysłów budowy pomnika przed Pałacem, lecz tylko do wystawy i krzyża. - Poinformowaliśmy szefa Kancelarii, że wszelkie nowe elementy, które mają się pojawić na terenie założenia pałacowego i dziedzińca frontowego, muszą mieć zgodę konserwatora. Ale chodziło nam głównie o wystawę. Chcieliśmy się dowiedzieć, jak długo będzie trwała. Skłoniły nas do tego pytania mieszkańców - mówił Zbiegieni.
Nie chciał odpowiedzieć dziennikarzom na pytania o pomnik pod Pałacem. Powtarzał tylko: - Nie wpłynął w tej sprawie żaden wniosek, więc nie ma o czym rozmawiać.
- Wyobraża sobie pan jeszcze jeden pomnik w tym miejscu? - dopytywali się dziennikarze.
- Nie moją rolą jest sobie wyobrażać - odparł Zbiegieni.
Przypomniał, że z wnioskiem o zgodę na ewentualny pomnik może wystąpić tylko Kancelaria Prezydenta, bo to ona jest gospodarzem terenu. Jej szef Jacek Michałowski mówił w środę, że prace nad sposobem upamiętnienia ofiar katastrofy odbędą się bez zbędnej zwłoki.