Gdy wczoraj po 15 do głównej sali haskiego Pałacu Pokoju wchodzili sędziowie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, ludzie w Serbii i Kosowie wstrzymali oddech. Na stronę internetową Trybunału, na której odczytanie werdyktu miało być transmitowane na żywo, chciało wejść tyle osób, że przeciążone serwery odmówiły posłuszeństwa.
Wcześniej kosowscy Albańczycy przekonani o tym, że trybunał opowie się po ich stronie, przygotowywali się do fety. Serbowie w swoich enklawach o przychylność sędziów modlili się w cerkwiach. Dowódcy stacjonujących w Kosowie sił NATO, bojąc się zamieszek, ogłosili w swoich jednostkach alarmy.
Sędziowie Trybunału prawie dwa lata szukali odpowiedzi na zadane przez Zgromadzenie Ogólne ONZ pytanie, czy Kosowo, ogłaszając w lutym 2008 r. niepodległość, złamało międzynarodowe prawo.
- Prawo międzynarodowe nie zostało złamane, ogłoszenie niepodległości nie było nielegalne - odczytał wczoraj przewodniczący składowi orzekającemu japoński sędzia Hisashi Owada. W kilkugodzinnym uzasadnieniu wyjaśniał, że w prawie międzynarodowym nie ma zakazu ogłaszania niepodległości. Jego stanowisko podzieliło dziesięciu sędziów - przeciw głosowało czterech, w tym jego zastępca Słowak Petr Tomka. Jeden z sędziów nie wziął udziału w głosowaniu z powodów proceduralnych.
- Trybunał rozwiał ostatnie wątpliwości. Jesteśmy niepodlegli - cieszył się prezydent Kosowa Fatmir Sejdiu. Wyrok, choć nie ma wiążącej mocy i nie mógłby np. przyłączyć Kosowa do Serbii, jest wielkim zwycięstwem Prisztiny. Symbolicznie kończy trwającą ponad dziesięć lat walkę Kosowian o niepodległość. W 1999 r. rządzona przez Slobodana Miloszevicia Serbia rozpoczęła w swojej ówczesnej prowincji krwawe czystki etniczne. Wcześniej przez lata Serbów atakowała Armia Wyzwolenia Kosowa, często sięgając po zamachy terrorystyczne.
Walki w Kosowie powstrzymała dopiero interwencja NATO, które nie chciało dopuścić, by na Bałkanach kolejny raz po Bośni doszło do ludobójstwa. Do Kosowa przerzucono siły pokojowe, a administrację nad prowincją przejęło ONZ, a później
Unia Europejska. Wczorajszy werdykt Trybunału na pewno wzmocni międzynarodową pozycję nowego państwa. Mimo że po latach stało się jasne, iż nie da się pogodzić kosowskich Albańczyków z Serbami, tylko 69 krajów na świecie - na czele z
USA, ale też Polską - uznało ogłoszoną jednostronnie w 2008 r. niepodległość.
Teraz może się to zmienić. Serbscy dyplomaci zapowiadali wprawdzie wielką ofensywę, która miała przekonać świat, że Kosowo jest nielegalnym tworem, ale po werdykcie Trybunału chyba niewiele z tego wyjdzie. Pytanie, jak na werdykt zareaguje pięć krajów UE, które nie uznały Kosowa: Hiszpania, Słowacja,
Cypr, Grecja i Rumunia. Jeśli ich opór uda się przezwyciężyć, Kosowianie będą mogli zacząć przymierzać się do negocjacji akcesyjnych z UE i NATO.
Serbowie przed ogłoszeniem werdyktu zapowiadali, że sprawiedliwość zatriumfuje, a Trybunał napiętnuje secesję Kosowian. Gdy tak się nie stało, Belgrad oświadczył, że mimo werdyktu nigdy nie uzna niepodległego Kosowa, które uważa za kolebkę swojej państwowości.
- Nasi politycy będą teraz rozdzierać szaty i płakać. Ale właśnie takiego wyroku się spodziewaliśmy. Serbowie muszą nauczyć się żyć z nowym sąsiadem, który niegdyś był ich prowincją - mówi nam Milos Vasić, publicysta tygodnika "Vreme". Jego zdaniem serbscy dyplomaci szybko ruszą do ofensywy: - Mamy w szufladach od lat plan podziału Kosowa, przewidujący przyłączenie północy, którą zamieszkuje ponad 100 tys. Serbów. To mogła by być cena za uznanie niepodległości.
Co na to Kosowianie? - Na podział kraju nie ma żadnych szans. Serbowie chyba nie czytali werdyktu. Jesteśmy niepodległym państwem i nikt nas nie będzie dzielić. Niech zaczną z nami rozmawiać jak równy z równym - twierdzi Shkelzen Maliqi, kosowski intelektualista. O to samo zaapelował do Serbii kosowski
MSZ. Jak na razie nie dostał żadnej odpowiedzi.
Prisztina świętuje, ale w Europie słychać głosy, że Trybunał stworzył niebezpieczny precedens. Legalizując niepodległość Kosowa, pokazuje drogę innym regionom, które - jak np. Kraj Basków czy Katalonia - mogłyby starać się o suwerenność. Dlatego właśnie Kosowa nie uznały Hiszpania, a także Rumunia i Słowacja. Te dwa ostatnie kraje boją się, że spróbują się od nich oderwać tereny zamieszkane przez mniejszość węgierską.
Podobnej argumentacji używają wieloetniczne Chiny czy
Rosja, która notabene jest wiernym sojusznikiem Serbii i wczoraj ogłosiła, że wyrok Trybunału wcale nie jest prawną podstawą do uzyskania przez Kosowo niepodległości.
- Trybunał nie dał recepty na niepodległość, raczej zajmował się konkretnym przykładem. Droga Kosowa do własnego państwa trwała dziesięć lat. Rozpoczęła się w czasie wojny z Serbią, zajmowało się nią wiele międzynarodowych instytucji. Tymczasem np. Abchazja po wojnie Rosji z Gruzją ogłosiła niepodległość w ciągu dziesięciu dni. Tego nie da się porównać, tak samo jak nie da się wykorzystać wyroku Trybunału jako precedensu np. przez Katalończyków czy Szkotów -zapewnia José Ignacio Torreblanca, hiszpański ekspert Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.