- Decyzję o wypuszczeniu więźnia podjęliśmy wyłącznie z przyczyn humanitarnych, zgodnie z jasnymi procedurami prawnymi - stwierdził wczoraj premier Alex Salmond. - Mogę jednoznacznie stwierdzić, że szkocki rząd nigdy, na żadnym etapie tej sprawy nie spotykał się z przedstawicielami BP.
Salmond napisał wczoraj list do amerykańskich senatorów, którzy domagają się śledztwa w sprawie prawdziwych przyczyn wypuszczenia w 2009 r. z więzienia Abd Al-Basita Al-Migrahiego, Libijczyka skazanego za zorganizowanie zamachu na samolot linii PanAm nad Lockerbie w 1988 r. W zamachu zginęło 270 osób, w większości Amerykanów.
Oficjalnie Al-Migrahi został zwolniony z powodu złego stanu zdrowia - lekarze twierdzili, że jest chory na raka i pożyje najwyżej trzy miesiące. Od zwolnienia minął już prawie rok, a Al-Migrahi, którego w Trypolisie przyjęto po królewsku, nadal żyje.
Amerykanie od początku ostro krytykowali tę decyzję, bo Libijczyk był jedyną osobą skazaną za zamach. Kiedy okazało się, że za kilka tygodni nowe odwierty libijskiej ropy zaczyna brytyjski koncern naftowy BP, czterech amerykańskich senatorów zażądało śledztwa. Twierdzą, że Libijczycy wynegocjowali wypuszczenie Al-Migrahiego właśnie w zamian za kontrakty dla koncernu, który odpowiada za gigantyczny wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej. Tak zresztą, tuż po wypuszczeniu terrorysty, twierdziły libijskie władze.
- Jeśli macie wątpliwości w sprawie roli BP w wypuszczeniu więźnia, wasze śledztwo powinno skupić się wyłącznie na koncernie i poprzedniej brytyjskiej administracji - przekonuje Amerykanów Salmond. Al-Migrahiego wypuszczono za rządów Partii Pracy i Gordona Browna, jednak decyzja o jego zwolnieniu zapadła prawdopodobnie już w 2007 r., kiedy premierem był Tony Blair.
Źródło: Gazeta Wyborcza