Gdy najwyżsi hierarchowie Kościoła kardynał Francisco Errazuriz i arcybiskup Alejandro Goic wręczali manifest-petycję prezydentowi Sebastianowi Pinerze, w środę w Santiago de
Chile pod prezydenckim pałacem trwała demonstracja stowarzyszeń rodzin ofiar dyktatury. Chociaż petycja dotyczy amnestii i prawa łaski dla różnych przestępców, głównie kryminalnych, najwięcej sprzeciwów budzi pomysł objęcia nią wojskowych skazanych za zbrodnie z czasów dyktatury wojskowej w latach 1973-89.
Kościół wymyślił taki akt łaski jako symbol pojednania Chilijczyków w 200. rocznicę uzyskania przez kraj niepodległości, której obchody odbędą się we wrześniu. Biskupi zastrzegają się, że nie zabiegają o powszechną amnestię. Chcą, by mogli zostać ułaskawieni przede wszystkim ci zbrodniarze, którzy przekroczyli 70 lat, są poważnie chorzy, odsiedzieli już połowę kary. Chcą też, by prawo uwzględniło stopień ich osobistej odpowiedzialności za zbrodnie oraz to, czy na procesie wykazali skruchę.
- Chcemy przestudiowania poszczególnych przypadków. Nie chodzi ani o jątrzenie starych ran, ani o prawne ich zamykanie - mówili hierarchowie po wyjściu od prezydenta.
Po przywróceniu demokracji w 1990 r. zbrodniarze dyktatury nie byli ścigani ani skazywani, a sam gen. Pinochet był dożywotnim senatorem. Sytuacja zmieniła się po aresztowaniu Pinocheta w Londynie w 1998 r. na podstawie listu gończego hiszpańskiego sędziego Baltasara Garzona. Po ekstradycji do Chile wszczęto śledztwo przeciw Pinochetowi oraz wielu innym sprawcom zbrodni z czasów jego rządów. Do dziś śledztwa toczą się przeciw ok. 400 wojskowym, a ok. 70 odsiaduje już wyroki. Samego Pinocheta przed procesem i skazaniem uchronili prawnicy, przedstawiając zaświadczenia o jego starczej demencji tak długo, aż generał zmarł w swojej posiadłości w 2006 r.
Prawnicy oceniają, że kościelny pomysł łaski mógłby dotyczyć połowy ze skazanych do dzisiaj wojskowych. Na pewno nie objąłby szefa tajnej policji gen. Manuela Contrerasa, który został skazany za kilkanaście zbrodni na setki lat więzienia.
- Wiem, że to jest konflikt wartości i prezydent musi to wyważyć. Jestem przywiązany do prawdy i sprawiedliwości, ale jestem także za pojednaniem - powiedział po spotkaniu z hierarchami Pinera. Choć wywodzi się on z rodziny "pinochetowskiej" (jego brat był ministrem w czasach dyktatury), to pod koniec lat 80. krytykował rządy Pinocheta.
Gorąco do przebaczenia wojskowym namawiają Pinerę emerytowani oficerowie dyktatury oraz prawicowa koalicja, której był kandydatem w wyborach prezydenckich w 2009 r.
Amnestii sprzeciwiają się nie tylko stowarzyszenia obrońców praw człowieka i rodzin ofiar, lecz także cała opozycja na czele z sojuszem Concertacion socjalistów, demokratów i chadeków, który rządził Chile nieprzerwanie od 1990 do 2009 r. - Teraz zobaczymy, jak naprawdę wygląda stosunek prawicowego rządu do praw człowieka, jak mocne mają w tej sprawie przekonania - mówił chadek Eduardo Frei, prezydent w latach 1994-2000 i syn prezydenta Eduardo Freia Montalvy (1964-1970), którego tajna
policja Pinocheta prawdopodobnie otruła w szpitalu w 1982 r. Proces w tej sprawie toczy się w Santiago od kilku miesięcy.
Za swoich rządów junta Pinocheta zamordowała co najmniej 4 tys. osób, kilkadziesiąt tysięcy torturowała w wojskowych katowniach. Tysiące Chilijczyków uciekło z kraju.
Kościół chilijski odważnie bronił prześladowanych i potępiał dyktaturę w przeciwieństwie do Kościoła w sąsiedniej Argentynie, gdzie w czasie rządów junty wojskowej (1976-83) hierarchia katolicka była ideologicznym filarem rządów.
Dlatego stowarzyszenia rodzin ofiar są zawiedzione, że Kościół odwraca się od nich, gdy większość zbrodni pozostaje nieosądzonych. - Prosiliśmy biskupów o audiencję. Chcieliśmy, by ich inicjatywa wykluczyła sprawców gwałtów na prawach człowieka. Ale Kościół nie chciał nas wysłuchać - skarżyła się w środę Lorena Pizarro, rzeczniczka Stowarzyszenia Rodzin Zaginionych bez Wieści.