Pomysł powiększenia Szwajcarii o ponad połowę zgłosiła jeszcze w czerwcu skrajnie prawicowa Szwajcarska Partia Ludowa (SVP), ta sama, której rok temu udało się przeforsować w kraju zakaz budowy minaretów. - Trzeba tak zmienić naszą konstytucję, by sąsiednie regiony mogły stać się kantonami i wejść w skład Szwajcarii - wniosek takiej treści zgłosił Dominique Bättig, przedstawiciel SVP w rządzie.
- To nie żart - pisała wówczas prasa, pokazując na mapie, o jakie regiony chodzi Bättigowi. Według SVP
Szwajcaria miałaby się powiększyć o niemiecki land Badenię-Wirtembergię, francuskie departamenty Alzacji, Sabaudii, Jury oraz Ain, włoskie prowincje Aosta, Como, Varese i Bozen, a także austriacki land Voralberg. W sumie 7-mln Szwajcarii miałoby przybyć 17 mln nowych mieszkańców. Największym miastem nowej konfederacji stałby się 600-tys. Stuttgart. - Tym regionom trzeba ułatwić integrację z nami. Cierpią pod rządami europejskiej klasy politycznej, która się nimi nie interesuje. Od lat patrzą na nasze samorządne państwo i tęsknią za demokracją z ludzką twarzą - przekonują politycy SVP.
- Tyle się mówi o wejściu Szwajcarii do UE. A my stawiamy na prawo ludzi do samostanowienia - dodaje na łamach "Basler Zeitung" szef SVP Toni Brunner.
Władze w sprawie wniosku skrajnej prawicy nie zajęły stanowiska, choć politycy innych partii go odrzucali, strasząc potwornymi kosztami rozszerzenia Szwajcarii albo pogorszeniem stosunków z sąsiadami. To ostatnie raczej Szwajcarii nie grozi, bo według tamtejszej prasy np. w ambasadzie Niemiec w Bernie z pomysłów SVP śmiano się do rozpuku. Padło nawet pytanie, kiedy Szwajcaria zażąda dostępu do morza.
Ale sprawa jest mimo wszystko ciut bardziej poważna. Wychodzący w Badenii "Südkurier" poddał pomysł SVP pod internetowe referendum. Trzy czwarte głosujących chciało zostać Szwajcarami. - Mamy dość rządów Berlina, nie chcemy wybierać między Merkel a jej opozycją - pisali w komentarzach. Internetowa sonda jest oczywiście mniej wiarygodna od sondażu. Takowy w zeszłym tygodniu zamówił szwajcarski tygodnik "Weltwoche". Okazało się, że na prawie 1,8 tys. przepytanych Niemców, Włochów, Szwajcarów i Austriaków aż 63 proc. chciałoby anszlusu do Szwajcarii. Rekord padł w austriackim Voralbergu, gdzie za pozostaniem pod władzą Wiednia jest jedynie co trzeci mieszkaniec.
Komentatorzy uznali sondaże za niewiarygodne, bo przeprowadzone na zbyt małej próbie, a zresztą "Weltwoche" od lat sprzyja skrajnej prawicy. Pomysł SVP okrzyknęli owocem sezonu ogórkowego. Ale w lakonicznych informacjach, które pojawiały się w austriackiej czy badeńskiej prasie czuć też nutkę niepokoju. Gdzie się podziała narodowa duma, skoro nasi obywatele tak chętnie staliby się Szwajcarami?
Odpowiedź wydaje się prosta. Szwajcaria jest krajem, w którym zarabia się lepiej niż np. w Niemczech. Właśnie dlatego tak chętnie w Zurychu czy Bernie osiedlają się niemieccy lekarze, architekci czy naukowcy. Ma to jednak drugie dno, bo Szwajcarzy nie patrzą na przybyszów łaskawie. W zeszłym roku media informowały o prowadzonej w niektórych miastach kampanii przeciwko emigrantom z Niemiec, których oskarżano o to, że się szarogęszą i zabierają miejscowym pracę. O dziwo, wówczas kampanię wspierali też politycy SVP.
To nie pierwsza międzynarodowa dyskusja o granicach Szwajcarii. Wcześniej głośno było o pomyśle libijskiego dyktatora Muamara Kaddafiego, który chciał podzielić kraj między
Niemcy, Francję i
Włochy, Miała być to kara za upokarzające aresztowanie jego syna Hanibala przez policję w Genewie