http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Złodzieje zdobyli czeską "twierdzę nie do zdobycia"

dejot, PAP
2010-07-21, ostatnia aktualizacja 2010-07-21 14:43

Sztab Generalny Czeskich Sił Zbrojnych w Pradze
Sztab Generalny Czeskich Sił Zbrojnych w Pradze
fot. Aktron na licencji i Creative Commons Uvedte autora-Zachovejte licenci 3.0 Unported

Złodzieje włamali się do Sztabu Generalnego Czeskich Sił Zbrojnych w Pradze, jednego z najlepiej strzeżonych budynków w całej Republice Czeskiej

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Jest to zdarzenie bez precedensu w 73-letniej historii instytucji. - Zupełnie, jak w tanim filmie szpiegowskim. Jest nam bardzo źle, po tym, co się stało - mówi jeden z pracowników sztabu.

Gmachu Sztabu Generalnego przez 24 godziny na dobę pilnuje system nowoczesnych kamer i strzeże specjalna jednostka żandarmerii wojskowej. A jednak komuś udało się ominąć te zabezpieczenia.

- W ubiegłym tygodniu, z czwartku na piątek, dotychczas niezidentyfikowany sprawca wdarł się na pierwsze piętro (...), gdzie znajduje się kancelaria Vlastimila Picka, szefa Sztabu Generalnego - potwierdziła w środę rzeczniczka Sztabu Mira Trzebicka. Odmówiła jednak udzielenia dalszych informacji ze względu na toczące się śledztwo.

Nie wiadomo, czy złodzieje dostali się do biura generała Picka i co z budynku wynieśli. Wojsko w tej sprawie milczy, co czeskie media przyjmują z dużym zaniepokojeniem i komentują, że świadczy to o powadze sytuacji.

Jak pisze dziennik "Mlada fronta Dnes", który w środę pierwszy poinformował o sprawie na swych stronach internetowych, jedynym oczywistym faktem jest to, że zawiodła ochrona budynku, uważanego za twierdzę nie do zdobycia. Gazeta zastanawia się także, co mogło zniknąć ze sztabu: kosztowny sprzęt elektroniczny, komputery, czy ważne dane.

Były szef Sztabu Generalnego Jirzi Szedivy podkreśla, że najistotniejsze informacje, takie jak dane z centrali NATO w Brukseli, są dobrze zabezpieczone. Jednak - jak zauważa - we włamaniu mogło chodzić o coś zupełnie innego: sprawdzenie, jak daleko w głąb budynku uda się przeniknąć. Jego zdaniem, wywiad wojskowy wraz z policją muszą teraz wyjaśnić, czy za włamaniem stoją dawni żołnierze, którzy obiekt dobrze znają, czy też robotnicy remontujący gmach. - Sprawdzeni muszą być wszyscy, którzy mieli w ostatnim czasie do czynienia z tą częścią budynku dowództwa armii - podkreśla Szedivy.

"Mlada fronta Dnes" dodaje, że kradzież mógł też upozorować któryś z pracowników sztabu, aby zatrzeć ślady po podejrzanych zamówieniach dla wojska, które chce wyjaśnić nowy minister obrony Alexandr Vondra.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':