Popularność Berlusconiego opierała się od lat 90. na przeświadczeniu wielu wyborców - zdaniem opozycji całkowicie fałszywym - że jeden z najbogatszych Włochów nadal nie jest prawdziwie zawodowym politykiem. Trzyma dystans wobec "pasożytów" żyjących wyłącznie z polityki i - choć może nie ma czystej przeszłości pod względem korupcyjnym - podchodzi do rządzenia jak rzeczowy biznesmen, a nie członek kliki darmozjadów ukrywających mroczne interesy za szumnymi hasłami o dobru kraju.
Jednak najnowsza afera może zadać kłam temu wizerunkowi nawet wśród wielu centrowych zwolenników Berlusconiego. Prokuratura tropi bowiem powiązania kilku czołowych współpracowników premiera, którzy - to główna teza śledztwa - tworzyli tajną grupę obmyślającą nielegalne sposoby wywierania presji na sędziów, prokuratorów oraz polityków regionalnych. Media nazywają ją Propaganda 3 (P3), w nawiązaniu do skandalu wokół zdemaskowanej w latach 80. organizacji Propaganda 2, która po przykrywką loży masońskiej grupowała polityków prawicy i ludzi służb specjalnych usiłujących zza kulis kierować włoskim establishmentem pod pretekstem walki z zagrożeniem komunistycznym.
Ujawnione podsłuchy z obrad P3 wskazują na próby nielegalnych nacisków na sędziów trybunału konstytucyjnego przed ich orzeczeniem na temat ustawy nadającej immunitet Berlusconiemu w 2009 r. Wprawdzie naciski były nieskuteczne, ustawę odrzucono jako niekonstytucyjną, ale już same podejrzenia, że za lobbingiem mógł stać osobiście premier (podsłuchy wskazują na kierowniczą rolę tajemniczego Cezara - było to przezwisko Berlusconiego w młodości) wywołują protesty nawet w szeregach jego partii. Zwłaszcza że P3 zajmowała się też eliminacją niewygodnych partyjnych kolegów premiera, np. poprzez kompromitujące fałszywe przecieki prasowe o ich wyczynach seksualnych.
- To tylko kilka zepsutych jabłek. Całe drzewo jest zdrowe, a sad kwitnący - mówił wczoraj minister finansów Giulio Tremonti o rządzącej centroprawicy. To raczej udawany optymizm, bo w rządzie i partii Berlusconiego nasilają się skandale korupcyjne, które wymusiły od maja odejście dwóch ministrów i jednego wiceministra, zaś kolejna dymisja jest ponoć kwestią najbliższych dni. Dowodzi to zmiany taktyki premiera, który w przeszłości bezkrytycznie bronił swoich ludzi. Opozycja mówi o "wyrzucaniu trupów za burtę tonącego statku".
- Skandale korupcyjne i podejrzenia co do szemranych manipulacji coraz bardziej przypominają lata 90., kiedy prokuratorska operacja "Czyste ręce" zmiotła skorumpowaną klasę polityczną. Teraz Włosi też zaczynają tracić cierpliwość - twierdzi politolog Andrea Romano z prawicowego ośrodka Italia-Futuro. Opublikowany wczoraj sondaż daje premierowi 39 proc. poparcia, a jego rządowi zaledwie 33 proc. Jak na włoskie warunki oznacza to rekordowo duży spadek w porównaniu z badaniami sprzed kilku miesięcy. Media spekulują, że Berlusconiemu grozi wewnątrzpartyjny "zamach", czyli przejęcie władzy przez młodszego i wolnego od podejrzeń przywódcę, np. ministra Tremontiego lub szefa parlamentu Gianfranca Finiego.
Źródło: Gazeta Wyborcza