"Wyjściem dla mnie jest tylko śmierć" - pisze w dramatycznym liście do "Gazety" pani Maria. "Mieszkam z synem. Trafiła mu się praca w Irlandii. Wzięłam pożyczkę na wyjazd. Szef zapewniał, że odkłada synowe pieniądze na koncie. Po dziewięciu miesiącach syn przyjechał chory, trafił na operację w Jaśle. Po wyjściu ze szpitala potrącił go pijany kierowca. Znowu operacja w Rzeszowie. Na dodatek na koncie za pracę w Irlandii nie było ani złotówki. Wzięłam kolejną pożyczkę. Później kolejną na spłatę tamtych kredytów. Tak doradzili mi w banku. 19 września 2009 r. sama miałam wypadek i od września nie spłacam kredytów. Nie mam pieniędzy. Jestem sama z chorym synem, który nie ma pracy i zasiłku. Komornik zabiera mi już 500 zł z emerytury. Jak mam żyć?" - pyta pani Maria.
Komornicy masowo zajmują Polakom emerytury od 2008 r., kiedy w kraju nastąpił kryzys. Już ubiegły rok był rekordowy. - Jednak to, co się dzieje w tym roku, wprawia w osłupienie - słyszymy w
ZUS.
¨ Rzeszów. W pierwszym półroczu 2009 r. wniosków komorniczych o zajęcie emerytury lub renty było 2,5 tys. W pierwszym półroczu tego roku - już ponad 4 tys.;
¨ Bydgoszcz. Od stycznia do marca 2009 r. wpłynęły 502 wnioski. W I kwartale 2010 r. już 3193! Przychodzą emeryci i pytają, gdzie pisać prośbę, by im tak dużo nie potrącali - tłumaczy Alina Szałkowska z ZUS w Bydgoszczy. - Nic nie możemy zrobić, odsyłamy do komornika.
¨ Lublin. - W ostatnich tygodniach mamy 70-80 wniosków komorniczych. Dziennie. To kilkakrotnie więcej niż w poprzednich latach - mówi Małgorzata Korba z lublińskiego ZUS.
¨ Wałbrzych. W I kwartale 6,4 tys. wniosków, czyli o 1,3 tys. więcej niż w roku ubiegłym.
Nie wiadomo, ilu emerytów ściganych jest przez komorników w całym kraju - prawdopodobnie kilkadziesiąt tysięcy. Dokładnych danych nie ma ani ZUS, ani Krajowa Rada Komornicza.
W czasach boomu emeryci pożyczali pieniądze z myślą o dzieciach i wnukach, by wspomóc ich finansowo. Dzieci chciały kupić telewizor albo zmywarkę, a banki pożyczały chętnie, wciskając im szybkie pożyczki, tzw. chwilówki.
Emeryci uchodzili za wyjątkowo sumiennych klientów, wzorcowo spłacających raty. Teraz okazuje się, że niektórzy wzięli za dużo kredytów i wpadli w pętlę zadłużenia. Jeden kredyt spłacają drugim. Kiedy i to nie wystarcza, idą po pieniądze do firm pożyczkowych albo wręcz do lichwiarzy.
W obronie emerytów już wystąpili politycy. W sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny trwają właśnie prace nad ustawą ograniczającą wysokość potrąceń komorniczych.
Dziś egzekucji nie podlega połowa najniższej emerytury (ok. 353 zł). Wszystko ponad tę sumę może zabrać komornik. Posłowie chcą zwiększyć tę granicę do wysokości najniższej emerytury, czyli do ok. 706 zł brutto.
Taki pomysł forsuje
PiS. - Przeraża mnie, jak łatwo ściągnąć z emeryta pieniądze. Wystarczy wniosek o zajęcie świadczenia i już - mówi posłanka PiS Barbara Bartuś, była pracownica ZUS.
Co na to PO? - Na pewno trzeba podnieść kwotę wolną od egzekucji. Musimy się tylko zastanowić, do jakiej wysokości - twierdzi Magdalena Kochan, zastępca przewodniczącego komisji polityki społecznej i rodziny.
Banki ostrzegają, że jeśli takie przepisy wejdą w życie, mogą przestać udzielać kredytów emerytom. Banki boją się, że ci mało zamożni (najniższe świadczenie dostaje 600 tys. osób) nie będą kredytów spłacać, wiedząc, że komornik nie jest w stanie im nic zrobić.
- Pamiętajmy, że kredyt bankowy był często jedyną szansą dla nich, by kupić np. lekarstwa. Często tam, gdzie nie pomogła im pomoc społeczna, pomogły banki - przekonuje Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich.
Posłanka Magdalena Kochan: - Banki nie dają pieniędzy z dobrego serca, tylko na procent! W wielu przypadkach nie sprawdzają nawet dochodów emeryta. A później się dziwią, że emeryt nie spłaca!