Taką zmianę zakłada nowelizacja regulaminu klubu parlamentarnego zaproponowana wczoraj na posiedzeniu Rady Krajowej Sojuszu. Nietrudno odgadnąć, że ma ona godzić przede wszystkim w "malkontentów" - tych polityków
SLD, którym nie podoba się polityka lidera Sojuszu Grzegorza Napieralskiego i głośno o tym mówili.
Sobotnie posiedzenie rady miało być poświęcone podsumowaniu kampanii wyborczej, która zdaniem większości obserwatorów okazała się osobistym sukcesem lidera SLD. Ale wielu, szczególnie młodszych działaczy domagało się rozliczeń wobec tych, którzy zachowywali się ich zdaniem nielojalnie wobec Napieralskiego.
Chodziło przede wszystkim o posła Ryszarda Kalisza oraz byłego przewodniczącego SLD, europosła Wojciecha Olejniczaka, który przed II turą wyborów prezydenckich pojawił się z kandydatem PO Bronisławem Komorowskim na wiecu w Łowiczu. Pojawiły się głosy, aby wycofać jego kandydaturę z jesiennych wyborów samorządowych ma prezydenta stolicy.
Sam Olejniczak obecny na posiedzeniu rady tłumaczył, że "pracował, aby wyborczy wynik był jak najlepszy". - Czasami padały słowa krytyczne, ale chodziło o to, by kampania była lepsza. Ostatecznie wynik jest dobry i poprawiła się atmosfera wokół SLD - konkludował.
Napieralski o rozliczeniach mówił niewiele. - Nic nie boli, jak uderzenie od przyjaciela, ale to były jednostkowe przypadki - stwierdził, przypominając, że startował w bardzo trudnej dla Sojuszu chwili.
Na razie Napieralski postanowił dodatkowo umocnić swoją pozycję w klubie parlamentarnym Lewicy. Wśród zaproponowanych poprawek do regulaminu klubu znalazł się m.in. zapis, że to przewodniczący klubu proponowałby liczbę osób, które zasiadają w prezydium klubu, oraz kandydatów na te funkcje. Natomiast odwołanie członka prezydium klubu mogłoby nastąpić m.in. na wniosek zarządu krajowego SLD.