Prałat zmarł tydzień temu, miał 74 lata. Był kapelanem "Solidarności", wieloletnim proboszczem parafii św. Brygidy. Został pochowany w nawie tego kościoła po uroczystej mszy, której przewodniczył abp Sławoj Leszek Głódź.
W godzinnej homilii metropolita gdański przypominał zasługi prałata - odbudowę kościoła, duchową pomoc dla strajkujących w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r., działalność charytatywną, troskę o ojczyznę.
- Ksiądz Henryk był i jest ikoną "Solidarności". Żegnaj, rycerzu Rzeczpospolitej - mówił.
Ale metropolita też ganił media: - Prałat Jankowski stał się negatywnym bohaterem mediów, uprawiano wobec niego, by rzec z włoskiego - sciacallaggio - zagryźć na żywca.
W homilii abp Głódź użył też hasła Jarosława Kaczyńskiego z kampanii prezydenckiej - "Polska jest najważniejsza". W imieniu zmarłego prałata Głódź powiedział: - Żegnam Polskę, bo Polska jest najważniejsza, jest w potrzebie.
W pogrzebie uczestniczyli m.in. Katarzyna i Aleksander Hallowie, szef Samoobrony
Andrzej Lepper oraz dyrektor Radia Maryja
Tadeusz Rydzyk. Nie przyszedł
Lech Wałęsa - były prezydent był dzień wcześniej na mszy pożegnalnej.
Po mszy przemówienia wygłosili politycy i szef "S". - W twojej świątyni Polska zawsze była wolna. Byłeś jak "Solidarność" - dumny i niepokorny - mówił Janusz Śniadek, przewodniczący "S".
- Czterdzieści lat temu w tym miejscu były gruzy, a ty odbudowałeś ten kościół - wspominał Paweł Adamowicz (PO), prezydent Gdańska, były ministrant prałata.
W imieniu swoim i prezesa
PiS Jarosława Kaczyńskiego przemawiał
Jacek Kurski, eurodeputowany PiS. - Ksiądz Henryk był człowiekiem, na którego zawsze można było liczyć, tu była enklawa wolnej Polski. W tej wolnej Polsce ksiądz Henryk nie miał lekko - mówił Jacek Kurski. - Za urojone, bardziej niż zawinione sprawy spadły na niego gromy. Próbowano go skazać na śmierć cywilną i zakopać go żywcem.