http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Irańscy kupcy kontra reżim

Ludwika Włodek-Biernat
2010-07-17, ostatnia aktualizacja 2010-07-16 21:08

Stabilności irańskiego reżimu bardziej od niedawnych demonstracji studentów i intelektualistów może zagrozić strajk bazarowych kupców

Tak wyglądał teherański bazar podczas strajku w 2008 roku. Zdjęć z obecnego
strajku nie ma, bo władze Iranu nie wpuściły na bazar fotoreporterów
Fot. Vahid Salemi AP
Tak wyglądał teherański bazar podczas strajku w 2008 roku. Zdjęć z...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Protesty wybuchły w zeszłym tygodniu, gdy rząd zapowiedział podwyżkę podatku VAT od niektórych towarów z 2 nawet do 70 proc. Podwyżka uderza przede wszystkim w bazarowych kupców, zwanych w Iranie bazari.

Najpierw swoje sklepy zamknęli sprzedawcy złota i dywanów z Wielkiego Bazaru w Teheranie. Przyszli jednak na bazar i domagali się zmiany decyzji rządowej. Według opozycji policja próbowała przemocą tłamsić protest. W uliczkach bazaru rozpylono podobno gaz łzawiący, a do aresztu trafiło kilku przywódców strajku.

W tym samym czasie w proreżimowej gazecie pojawił się artykuł oskarżający sprzedawców dywanów o to, że zamiast wspierać rozwój tradycyjnego rękodzieła, handlują zakazanymi w ortodoksyjnym islamie makatkami przedstawiającymi roznegliżowane gwiazdy show biznesu.

Jednak gdy do protestujących dołączyła reszta kupców z teherańskiego bazaru, gdy stanęły bazary w Tabrizie i Hamadanie, a kupcy w innych miastach kraju poparli protesty, ministerstwo handlu zaczęło wycofywać się z pomysłu podwyżki. W poniedziałek minister handlu ogłosił, że w wyniku porozumienia z kupcami podatki wzrosną nie więcej niż o 15 punktów proc., czyli maksymalnie do 17 proc.

Irańscy kupcy nie ufają jednak zapewnieniom ministra. We wtorek nadal nie pracowała duża część stoisk na Wielkim Bazarze. Ich właściciele twierdzą, że wrócą do pracy, dopiero gdy ministerstwo obieca, że całkowicie odstąpi od podwyżek.

- Rząd bardzo boi się tych protestów. Najlepiej świadczy o tym łatwość, z jaką wycofał się z proponowanych podwyżek - uważa Abbas Milani, irański politolog wykładający na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii.

Od lat Iran trwa w permanentnym kryzysie gospodarczym. - W naszym bardzo młodym i wciąż powiększającym się społeczeństwie co roku na rynek pracy wchodzi milion nowych ludzi. Większość z nich nie znajduje zajęcia - mówi Milani. - Podwyżka VAT to tylko część oszczędnościowych planów rządu, który musi jakoś zapełnić dziurę budżetową.

Gospodarka Iranu uzależniona jest od handlu ropą; sprzedaż tego surowca stanowi 60 proc. wpływów do budżetu. Nic dziwnego, że budżet bardzo odczuł spadek cen. Dodatkowo uderzają w Iran sankcje, zarówno te obowiązujące od lat, jak i te uchwalone niedawno przez ONZ oraz UE i USA. Wiosną rząd wycofał się z gigantycznych dotacji do benzyny i niektórych produktów żywnościowych. Podnosząc VAT do 70 proc., rząd liczył na 20 mld dol.

W obecnej sytuacji ekipa Ahmadineżada nie może sobie pozwolić na otwarty konflikt z bazari. W Iranie, podobnie jak w innych krajach muzułmańskich, bazar to bardzo wpływowa instytucja. Rządzący nim kupcy są potężną grupą - dają pracę wielu ludziom i kształtują nastroje społeczne.

Sprawa jest tym bardziej delikatna, że po zeszłorocznych wyborach prezydenckich i trwających wiele miesięcy demonstracjach przeciw ich sfałszowaniu granica między protestami natury gospodarczej i politycznej jest płynna. Protestujących kupców wsparł oponent Ahmadineżada, jego kontrkandydat z wyborów Mir Hosejn Musawi.

Stanowiący polityczne zaplecze Musawiego Zielony Ruch za wszelką cenę będzie się starał wykorzystać niepokoje do przyciągnięcia do swoich coraz liczniejszych szeregów zwolenników.

Dzisiejsi bazari już nie są takimi lojalnymi zwolennikami reżimu ajatollahów, jakimi byli w pierwszych latach po rewolucji islamskiej 1979 roku. Wtedy to ich wsparcie ostatecznie przesądziło o upadku szacha.

Bazari nadal pozostają konserwatywni i sceptycznie nastawieni do zachodnich nowinek. Mogą sprzedawać dywany z podobizną Angeliny Jolie, ale jednocześnie pilnują tradycyjnych wzorców, przestrzegają nakazów, noszą tradycyjne stroje i utrzymują wielopokoleniowe rodziny. Do obecnego reżimu zniechęciło ich faworyzowanie przez ekipę Ahmadineżada Irańskiej Gwardii Rewolucyjnej - najbardziej zaufanej struktury w irańskiej armii. Gospodarcza hegemonia związanych z Gwardią biznesmenów nikogo tak nie uderzyła po kieszeni jak właśnie bazarich.

W zeszłym roku, kilka dni przed czerwcowymi wyborami prezydenckimi, byłam na teherańskim bazarze. Wszędzie migotały zielone wstążki - symbol kampanii Musawiego. Z prawie każdego stoiska patrzyła na mnie podobizna tego byłego premiera republiki islamskiej, który rzucił wyzwanie Ahmadineżadowi. To właśnie kupcy w dużej mierze sfinansowali kampanię Musawiego.

I choć później wielu z nich nie dołączyło do wiecujących studentów, dziś mogą zmienić zdanie, gdy widzą, że rządy Ahmadineżada prowadzą do uszczuplenia ich dochodów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':