http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kilka pytań posła Janusza Palikota

Jacek Dubois, Grzegorz Majewski. Aleksander Pociej, Krzysztof Stępiński
2010-07-17, ostatnia aktualizacja 2010-07-16 20:28

Janusz Palikot na wiecu w Lublinie
Janusz Palikot na wiecu w Lublinie
Fot. Iwona Burdzanowska / AG

Janusz Palikot zadał dwa pytania ważne z punktu widzenia procesowego. Występując w takiej sprawie jako pełnomocnicy, postąpilibyśmy analogicznie - piszą adwokaci

SONDAŻ
Pytania Palikota...

Są celne i nie przeszkadza mi ich forma
Mają coś na rzeczy, ale powinien je zadawać w inny sposób
Są niestosowne i bez sensu

Jeśli zdarza się katastrofa, wszczyna się śledztwo. To standard polskiej procedury karnej. W takim śledztwie ustala się, czy popełniono przestępstwo z art. 173 § 3 kodeksu karnego. Dopóki prokurator nie ustali sprawcy albo nie umorzy postępowania z powodu śmierci sprawcy, dopóty śledztwo prowadzi się "w sprawie". Czyli "in rem", jak mówią prawnicy.

Trzeba zadawać niewygodne pytania

Polskie śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej jest prowadzone na podstawie przepisów kodeksu postępowania karnego. Celem każdego rzetelnie prowadzonego postępowania jest dokonanie ustaleń zgodnych z prawdą materialną. Dlatego należy badać wszystkie wątki oraz stawiać i weryfikować wszystkie tezy. Nawet te pozornie bez sensu. Wolno zadawać pytania niewygodne, dla niektórych obrazoburcze. W śledztwie nie obowiązuje wersal. Za to należy przestrzegać procedury.

Sprawa katastrofy smoleńskiej - co należy wyraźnie podkreślić - jest jedną z tysięcy spraw, jakie prowadzą polscy prokuratorzy. Obowiązują te same reguły co w śledztwach dotyczących autokaru, który rozbił się z Alpach, czy hali, która zawaliła się w Katowicach.

Działania adwokata, który reprezentuje pokrzywdzonego, podlegają ocenie na podstawie przepisów kodeksu etyki zawodowej. To one określają standardy profesjonalizmu, kultury pracy i zaangażowania adwokata. Kodeks etyki jasno stanowi, że adwokat ponosi odpowiedzialność dyscyplinarną, nie tylko za naruszenie wolności wypowiedzi, ale także za brak staranności i zaangażowania.

Dlatego my, adwokaci, musimy starannie ważyć i dobierać słowa. Jednak z obowiązku zadawania niewygodnych pytań nikt nas zwolnić nie może. Adwokat, jako pełnomocnik pokrzywdzonego, może aktywnie uczestniczyć w toczącym się postępowaniu - składać wnioski dowodowe, brać udział w czynnościach procesowych, analizować akta.

Zakres tych uprawnień i obowiązków to powód do zastanowienia, czy jako profesjonalni pełnomocnicy pokrzywdzonych zadalibyśmy choć część pytań, które kilka dni temu publicznie postawił Janusz Palikot. Czy słusznie został za to skazany na polityczny ostracyzm, żeby nie powiedzieć - wieczne potępienie?

Każdy wniosek dowodowy wymaga oznaczenia i wskazania okoliczności, które mają być udowodnione. To standard. Kodeks wyraźnie określa, kiedy prokurator może nie uwzględnić wniosku. Dlatego treść pytań postawionych przez Janusza Palikota analizujemy pod kątem tego, czy okoliczności, które chce ustalić, mają znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy.

Dwa wnioski dowodowe

Janusz Palikot w swoim blogu zadał osiem pytań odnoszących się do katastrofy smoleńskiej. Te pytania, na użytek dalszych rozważań, traktujemy jak publicznie zgłoszone wnioski dowodowe.

Poseł Palikot pyta o zapis rozmowy między Jarosławem i Lechem Kaczyńskimi przeprowadzonej przed katastrofą przez telefon satelitarny. Z punktu widzenia profesjonalnego pełnomocnika taki wniosek dowodowy jest jak najbardziej uzasadniony. Dlaczego? Ano dlatego, że celem śledztwa jest ustalenie prawdy, do której dochodzi się stopniowo, w miarę postępu prac nad odtwarzaniem zawartości czarnych skrzynek. Przebieg tej rozmowy może wykluczyć albo potwierdzić wpływ osoby trzeciej na podjęcie decyzji o lądowaniu w Smoleńsku a nie na innym lotnisku, co opóźniłoby uroczystości.

Jako adwokaci uważamy za uzasadnione przesłuchanie w charakterze świadka Jarosława Kaczyńskiego na okoliczność ostatniej rozmowy z Lechem Kaczyńskim. Ta rozmowa nie może zostać potraktowana jako rozmowa osób prywatnych, która nie ma znaczenia dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Śledczy powinni uwzględnić jej przebieg przed podjęciem ostatecznej decyzji procesowej.

Podobnie jest z pytaniem o substancje znajdujące się w organizmie Pana Prezydenta. W języku prawniczym brzmiałoby ono: wnoszę o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego medyka sądowego - toksykologa na okoliczność określenia, czy podczas autopsji ciała Lecha Kaczyńskiego ujawniono w jego organizmie związki chemiczne, a jeśli tak, jakie? Istotną kwestią jest, czy Prezydent jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych - na pokładzie samolotu dowodzonego przez wojskowego pilota - mógł podejmować decyzje w sposób racjonalny. Nawet jeśli poseł Palikot popełnił błąd w sformułowaniu pytania, taki wniosek dowodowy powinien zostać złożony.

Odpowiedzi na pozostałe pytania nie mają znaczenia dla śledztwa. Jako pełnomocnicy pokrzywdzonych byśmy ich nie zadali z tego powodu, że odpowiedzi nie przybliżą nas do ustalenia prawdy o przyczynach katastrofy. Można je potraktować jako przejaw prywatnych zainteresowań Posła, w żadnej mierze jednak nie dotyczą istoty sprawy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 97 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':