W czerwcu 1988 r. zapewne nikt w gmachu KC PZPR nie podejrzewał, że właśnie rozpoczął się ostatni rok PRL-u. Działacze partii pochłonięci byli przygotowaniami do głównych wydarzeń politycznych najbliższych tygodni: VII Plenum czy wizyty Michaiła Gorbaczowa, a także - celebrowanej w tym roku wyjątkowo hucznie - 578. rocznicy bitwy pod Grunwaldem.
Okólnik Wydziału Propagandy KC informował: "Program tegorocznych obchodów Tygodnia Tradycji Grunwaldzkiej wzbogacony zostanie o treści związane z rocznicami, które mieszczą się w szeroko pojętej tradycji grunwaldzkiej - 70-lecie powstania Komunistycznej Partii Polski, 70-lecie Związku Harcerstwa Polskiego, 45-lecie LWP, 40-lecie powstania PZPR".
Gomułka, syn Jagiełły Pomysł propagandowego wykorzystania dawnego zwycięstwa nad Krzyżakami towarzyszył władzom komunistycznym od samego początku. Już w 1943 r. Zygmunt Berling wspólnie z Wandą Wasilewską postanowili, że formowana właśnie w Sielcach polska dywizja zostanie zaprzysiężona 15 lipca. W tym samym roku ustanowiono też Krzyż Grunwaldu jako order wojenny Gwardii Ludowej.
Po wojnie kierownictwo PPR-u poprzez obsesyjne odwołania do narodowej i historycznej symboliki chciało ukryć swą zależność od Moskwy. "Entuzjastyczne nastroje społeczeństwa w stosunku do Armii Czerwonej mocno opadają" - mówił w 1945 r. podczas posiedzenia KC Władysław Gomułka, I sekretarz partii. Wskutek tego "może przyjąć się zarzut o agenturze sowieckiej. ( ) Masy powinny nas uważać za polską partię, niech nas atakują jako polskich komunistów".
Legenda grunwaldzkiego zwycięstwa przedstawianego jako triumf słowiańskiego sojuszu nad żywiołem niemieckim pasowała jak ulał do nowej sytuacji. W nadziei pozyskania opinii publicznej - choć na przekór klasowej logice - komunistyczni dygnitarze występowali w roli spadkobierców Władysława Jagiełły, którzy dopełniają jego dzieła.
W lipcu 1945 r. Ministerstwo Informacji i Propagandy zorganizowało ogólnokrajowe obchody rocznicy. W kilkudziesięciu miastach przygotowano defilady, akademie i zawody sportowe. Na transparentach rozciągniętych nad głowami tłumów uczestniczących w uroczystościach widniały napisy: "Braterstwo Narodów Słowiańskich to ostoja ich bezpieczeństwa i rozkwitu" i "Odra i Nissa to strategiczna granica wszystkich narodów słowiańskich" - po polsku i m.in. rosyjsku, ukraińsku, czesku, słoweńsku i litewsku.
"Uroczystości [na polach Grunwaldu] rozpoczęły się mszą św. odprawioną przez kapelana WP ks. Warchałowskiego - czytamy w relacji "Głosu Ludu". - Po nabożeństwie wzruszająca, prosta uroczystość pobrania ziemi z pola bitwy, która będzie przewieziona przez delegację ludności mazurskiej do Krakowa i tymczasowo umieszczona na kopcu Kościuszki, a następnie wmurowana w pomnik zwycięstwa grunwaldzkiego, który stanie na miejscu dawnego pomnika zburzonego przez Niemców".
Kilka dni później w Krakowie "na Rynku Głównym, skąd wyruszyły pod Grunwald wojska Jagiełły, zebrali się przedstawiciele chłopów w tradycyjnych strojach, poczty sztandarowe, organizacje społeczne i polityczne oraz hufiec z wzorami proporców grunwaldzkich. Po powitaniu przedstawicieli Wojska Polskiego i Armii Czerwonej oraz delegatów władz rządowych i samorządowych odprawiona została msza polowa i poświęcony nowo ufundowany sztandar".
Od Grunwaldu do Lenino Pod koniec lat 40. grunwaldzkie rocznice odeszły na jakiś czas w zapomnienie. Stalinowska propaganda koncentrowała się teraz na "walce o świetlaną przyszłość w nierozerwalnym sojuszu ze Związkiem Radzieckim". O zwycięstwie z 1410 r. wspominały jedynie podręczniki, kładąc nacisk na "decydującą rolę pułków smoleńskich". Jednak po 1956 r. propaganda znowu i na szeroką skalę zaczęła karmić się patriotyczno-historyczną retoryką.
Do idei obchodów grunwaldzkiego zwycięstwa powrócono w 1960 r. Pretekstem była 550. rocznica bitwy, ale przyczyny należało zapewne szukać m.in. w spadku popularności Gomułki, teraz już I sekretarza KC PZPR. „W społeczeństwie polskim są do dziś żywe »tradycje Grunwaldu « - czytamy w urzędowych wytycznych. - W oparciu o materiały historyczne należy spopularyzować prawdę o polskości ziem zachodnich i wielowiekowych walkach ich mieszkańców przeciwko germanizacji”.
Obchody „będą zamanifestowaniem wobec całego świata, że naród polski wraz z bratnimi narodami wszystkich krajów socjalistycznych ( ) stanowią siłę zdolną do zdecydowanego i skutecznego przeciwstawienia się rewizjonistycznemu »Drang nach Osten «”.
Już na kilka tygodni przez głównymi uroczystościami gazety prześcigały się w drukowaniu pompatycznych wstępniaków w rodzaju: "Cedynia - Grunwald - Lenino - szlak polskiego oręża" lub "W socjalistycznej ojczyźnie spełniamy testament Piastów". Dziesiątki tysięcy członków organizacji młodzieżowych w ramach Czynu Grunwaldzkiego sadziło drzewa, porządkowało miejskie place, układało drogi i składało zobowiązania produkcyjne.
Scenarzyści obchodów dosłownie potraktowali slogan, że "tradycja grunwaldzka" obejmuje nie tylko pamięć o roku 1410, ale też historię zmagań polsko-niemieckich. "W całym kraju odbyły się uroczystości pobrania ziemi z miejsc zroszonych krwią uczestników walk o wyzwolenie narodowe i społeczne, walk z najeźdźcą niemieckim w ciągu Tysiąclecia naszej państwowości" - donosiła "Trybuna Ludu".
Apogeum uroczystości był 200-tysięczny wiec na polu bitwy, podczas którego odsłonięto pomnik grunwaldzki. Na wzgórzu, z którego przed wiekami dowodził bitwą Jagiełło, ustawiono trybunę dla członków Biura Politycznego. Podwyższenie obwieszono replikami dawnych sztandarów wojskowych - w ten sposób wodzowie proletariatu wystąpili wśród koron, postaci świętych i szlacheckich insygniów.
Moment przybycia na ceremonię Gomułki i premiera Cyrankiewicza uczczono wypuszczeniem w powietrze 30 tys. białych gołębi. Potem nastąpił salut armatni, ślubowanie młodzieży na wierność grunwaldzkiej tradycji i przemówienie I sekretarza. Tyrada Gomułki zwielokrotniona przez kilkadziesiąt głośników niosła się po całym polu: "Wilcza natura imperializmu niemieckiego nie zmieniła się od czasów Ulricha von Jungingena do czasów Konrada Adenauera", ale "droga na wschód przed niemieckim imperializmem została zamknięta raz na zawsze. Zagradza ją stojący na straży pokoju, zespolony wspólną ideologią potężny sojusz państw - sygnatariuszy Układu Warszawskiego i niewzruszona jedność obozu socjalistycznego".
Siłę tych słów wspierał pokaz wojsk lotniczych. Setki bombowców i myśliwców wykonywały skomplikowane figury i zostawiały na niebie biało-czerwone smugi. Niektóre maszyny przelatywały nisko nad głowami widzów, ogłuszając ich strasznym hukiem.
Po zakończeniu uroczystości Gomułka ze świtą odjechali z pola bitwy otwartym samochodem (mercedesem prowadzonym osobiście przez Cyrankiewicza), żegnani przez aktywistów Związku Młodzieży Socjalistycznej deszczem kwiatów i gromkim "hip, hip, hurra!".
Pląsy, korowody Obchody grunwaldzkiej rocznicy ponownie włączono do głównego nurtu świąt państwowych w połowie lat 80. Pogłębiający się kryzys gospodarczy i spadek notowań rządu w sondażach (utajnianych) skłoniły ekipę gen. Jaruzelskiego do obfitego wykorzystywania w propagandzie historycznych rekwizytów. Już w 1983 r., w 300. rocznicę zwycięstwa pod Wiedniem, generał osobiście oddał hołd zwycięskiemu Janowi III, salutując przed jego sarkofagiem.