To w Kolumbii wydarzenie bez precedensu. W ostatnich dniach przez tutejsze media przetoczyła się lawina oburzenia, kiedy była kandydatka na prezydenta zażądała odszkodowania za straty i cierpienia, jakie ponieśli ona i jej bliscy. Dziennikarze szybko wyliczyli, że chce 2,5 tys. euro za dzień niewoli, podczas gdy dniówka robotnika wynosi w Kolumbii ok. 5 euro.
W zeszły piątek w stacji TV Caracol Betancourt oświadczyła, że to państwo ponosi winę za jej porwanie przez FARC, bo nie dało jej ochrony, a potem za niewolę, bo nie chciało jej uwolnić. "Wstyd", "hańba", "tupet", "bezczelność" - komentowali politycy od lewicy do prawicy, publicyści, dziennikarze oraz setki tysięcy internautów. - To jest pomnik niewdzięczności, chciwości i cynizmu - oświadczył wiceprezydent Francisco Santos, protektor polityczny Betancourt na początku jej kariery.
Fabrice Delloye, były mąż i ojciec dwojga dzieci Betancourt, z którym rozstała się po uwolnieniu, nazwał jej roszczenia astronomicznymi i absurdalnymi oraz przeprosił Kolumbijczyków za postępowanie byłej żony.
Betancourt została porwana przez FARC w lutym 2002 r., kiedy jechała do matecznika terrorystów San Vicente de Caguan na wiec w swojej kampanii prezydenckiej. Zrobiła to wbrew ostrzeżeniom władz oraz armii. Wojskowi wymogli na kandydatce pisemne oświadczenie, że jedzie tam na własną odpowiedzialność. Porwania dla okupu lub na wymianę za własnych jeńców były bowiem i są, oprócz kokainy, głównym źródłem dochodów FARC.
Betancourt została porwana wraz z najbliższą współpracowniczką Clarą Rojas, obie przeżyły w niewoli lewicowych terrorystów ponad sześć lat. W tym czasie Betancourt stała się najsławniejszą zakładniczką świata. Starania o jej uwolnienie podejmował Nicolas Sarkozy (Betancourt ma także obywatelstwo Francji), a światowe media co chwila obiegały wieści o jej nieudanych próbach ucieczki oraz zdjęcia wycieńczonej, chorej i pogrążonej w depresji kobiety.
Dwa lata temu kolumbijscy komandosi przebrani za pracowników Czerwonego Krzyża odbili Betancourt oraz 14 zakładników amerykańskich i kolumbijskich. Po wyjściu na wolność Betancourt publicznie dziękowała prezydentowi Alvaro Uribe i armii. Przepraszała też za swoją nieodpowiedzialność, przez którą wpadła w niewolę FARC, od ponad 30 lat walczących z rządem Kolumbii. Wyjechała do Francji, jeździła po świecie, była rozchwytywana przez media jako symbol niezłomności w walce z terroryzmem. Została obsypana nagrodami, dostała m.in. francuską Legię Honorową.
Prawa do swoich wspomnień z niewoli Betancourt sprzedała za 7 mln dol. Dwa dni temu przyjechała do Kolumbii na obchody rocznicy operacji jej odbicia. Dwa dni wcześniej jej adwokaci złożyli skargę na rząd Kolumbii.
W niedzielę, już po wybuchu awantury, Betancourt oświadczyła, że to nieporozumienie, a jej celem było zwrócenie uwagi na cierpienie innych zakładników. Skargę wycofała, ale jej reputacja legła w gruzach. Księgarnie masowo wycofują zamówienia na jej wspomnienia. - Jak autor traci sympatię i wiarygodność publiczności, nie będzie się sprzedawał - mówi Felipe Ossa, szef prestiżowej księgarni narodowej. - Pytani przez nas czytelnicy mówią: po co mam to kupować, skoro ona tam tylko nakłamie.
Źródło: Gazeta Wyborcza