Drewniany krzyż przed Pałacem Prezydenckim postawili po katastrofie smoleńskiej harcerze. - To była spontaniczna decyzja. Już czas go przenieść, bo wyzwala zbyt duże emocje - mówi Magdalena Suchan ze Związku Harcerstwa Polskiego.
Takie zapowiedzi zmobilizowały obrońców krzyża, którzy regularnie gromadzą się przed pałacem. Nie chcą dopuścić do jego usunięcia. Każdej nocy czuwają przy nim na zmianę.
Sfałszowali wybory W nocy z wtorku na środę obrońcy krzyża w sile ok. 50 osób zaczęli się przy nim gromadzić ok. godz. 22. - Powiedzmy to wreszcie głośno: Tusk z Putinem ukartowali tę zbrodnię. To oni zabili naszego prezydenta - mówi pan Roman, pracownik budowlany.
- Żyd Tusk chce usunąć krzyż pod osłoną nocy jeszcze przed tą sobotnią paradą zboczeńców [EuroPride]. Tym gejom i lesbijkom święty znak będzie przeszkadzał w kopulowaniu na ruchomych platformach. Nie pozwolimy. Tu jest Polska, a nie
Izrael - oburza się Bogusława Dziwisz, mieszkanka Ochoty, z zawodu kasjerka.
- Mieliśmy prezydenta Lecha - prawdziwego Polaka i katolika, to go wzięli i zamordowali. A jak po północy wygrywał wybory jego dzielny brat Jarosław, drugi katolik i Polak, to je sfałszowali. Polski już nie ma - dodaje Krystyna, emerytowana farmaceutka z Tarchomina.
Mija godzina. Kilka kobiet odmawia różaniec. Ludzie zapalają znicze pod kartką z napisem: "Krzyż jest pierwszą literą alfabetu Boga".
- Modlitwą chcemy wybłagać Boga, by zrobił wreszcie porządek z tym żydowskim rządem - zwierza się pani Bożena, trzymając w ręku błękitny różaniec.
Słyszy to mężczyzna po pięćdziesiątce, w koszuli i krawacie. - Ludzie, na Boga, co wy opowiadacie! Tusk jest takim samym Polakiem jak Kaczyński - mówi.
Zgromadzeni pod krzyżem podbiegają do niego. Starsza pani w kapelusiku zaczyna krzyczeć: - Cicho, nie rozmawiamy z nim! To agent
WSI. On ma zadanie siać tu zamęt.
- Wynocha! Tu są katolicy i Polacy. Nie ma tu miejsca na takich wywrotowców - dodaje pani Marzena z Ruchu Odbudowy Polski. Mężczyzna przez chwilę próbuje dyskutować. W końcu zniechęcony odchodzi.
Bolszewik i Rusek Wtedy na Krakowskim Przedmieściu pojawia się blondyn po trzydziestce. Na chodniku stawia czarny radiomagnetofon. Błyszczy na nim naklejka z podobizną Lecha Kaczyńskiego i napisem "Mój prezydent".
- Tu pod Pałacem jeszcze mówi się w naszym języku, więc to najlepsze miejsce, by posłuchać ostatniego polskiego
radia - stwierdza i przekręca gałkę. Z głośników płynie głos księdza: - Tu
Radio Maryja.
Grupka milknie.
Po kilku minutach znów ożywa dyskusja. Tym razem tematem jest pochodzenie prezydenta elekta Bronisława Komorowskiego. Głosy są podzielone. Starsi są pewni, że to Żyd. Młodsi mają wątpliwości. Blondyn z lokami upiera się: - To na pewno Rusek. Konflikt rozstrzyga mężczyzna w kucyku.
- Dziadek Komorowskiego był bolszewikiem o nazwisku Szczynukowicz. Zabijał Polaków w Bitwie Warszawskiej. Potem uciekł z naszej niewoli, wyrżnął całą szlachecką rodzinę Komorowskich. Potem ukradł ich nazwisko. Teraz jego wnuk Bronisław udaje Polaka - ogłasza.
Wszyscy potakująco kiwają głową. - Teraz wszystko jasne - mówi pani w białym kapelusiku.
Starszy mężczyzna wyciąga z teczki kartkę i zaczyna zbierać podpisy pod apelem, by krzyża nie usuwać. Czytamy na niej: "Żadna, nawet najbardziej totalitarna władza nie zdoła wykorzenić w Polakach dążenia do WOLNOŚCI I NIEPODLEGŁOŚCI. Ta władza również nie zastraszy Nas i nie zagłuszy w Nas dążenia do wyjaśnienia tajemnicy smoleńskiej pułapki".
Farbują się, aby podsłuchać - Ten krzyż musi zostać na rok. W tym czasie zdecydujemy, jakim pomnikiem uczcić tu zmarłych męczeńską śmiercią Polaków pod Smoleńskiem - tłumaczy Edward Mizikowski z Ruchu 10 kwietnia 2010. Ludzie chwytają za długopisy. Kartka zapełnia się w kilka minut.
Tuż przed północą tłum się przerzedza. Kobiety kończą odmawiać różaniec i odchodzą. Obok grupki zwolenników krzyża przechodzi para Anglików. Podejrzliwie przygląda im się pani Joanna, korpulentna kobieta koło czterdziestki. Bierze mnie na bok i szepcze do ucha: - Kochaniutka, musimy być bardzo ostrożni - mówi.
- Dlaczego? - pytam.
- Oj, jak ty życia nie znasz - kontynuuje. - Tu przychodzą podsłuchiwać Żydzi z "Gazety Wyborczej". Farbują się na blond dla niepoznaki. Mówią w obcych językach. Ja ich zawsze bezbłędnie rozpoznam po dużym garbatym nosie i nienawiści w oczach. Po tobie to widać, że jesteś rasową Słowianką.