http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy ktoś wyjaśni tę zagadkową śmierć?

Bogdan Wróblewski
2010-07-14, ostatnia aktualizacja 2010-07-13 23:41

Minister sprawiedliwości interweniuje u prokuratora generalnego. Bo prokuratura lekceważy jego ostatnie polecenie: podjęcia na nowo śledztwa w sprawie śmierci 19-latka

ZOBACZ TAKŻE
- Wystąpiłem do pana Andrzeja Seremeta [prokuratora generalnego] z prośbą o osobiste zainteresowanie tą sprawą oraz rozważenie kontroli, bo według moich informacji brak działań prokuratury zmierzających do wyjaśnienia tej sprawy - mówi "Gazecie" minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.

30 marca, kilka godzin przed rozdzieleniem funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, Kwiatkowski jeszcze jako przełożony wszystkich prokuratorów polecił podjęcie na nowo umorzonego przed laty śledztwa w sprawie śmierci Jarosława Ostapkowicza. To była jego ostatnia decyzja w tej roli. Podjął ją po namyśle i wbrew wnioskom analizy podległych mu prokuratorów.

Kilka tygodni wcześniej sprawę wypadku albo zabójstwa 19-letniego Jarosława Ostapkowicza z 1992 r. w Białymstoku opisaliśmy w "Gazecie". Prokuratura uznała, że mężczyzna zginął z powodu przygniecenia przez samochód, który stoczył się po podjeździe do jego

domu. Umorzyła sprawę. Matka Jarosława uważa, że to było zabójstwo. Podejrzenie rzuca na swojego brata.

Podobieństwo tej sprawy do historii porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika jest uderzające. Najpierw był ciąg błędów policji, zaraz po odkryciu ciała. Potem forsowano jedną wersję - wypadku. Pomijano wątpliwości rodziny. A gdy na jaw wychodziło np. sfałszowanie protokołu wizji lokalnej w prokuraturze, zakryto je kolejnym umorzeniem. Liczba interwencji matki u parlamentarzystów, ministrów jest może nawet większa niż w sprawie Olewnika.

Śledztwo ostatecznie zamknięto w 1998 r. O tej decyzji prof. Andrzej Rzepliński z Fundacji Helsińskiej pisał tak: "Jarosław Ostapkowicz musiałby czekać na staczający się bardzo wolno samochód, stojąc na rękach i celując głową w zderzak, aby zatrzymać tak staczające się auto, co w świetle zdrowego rozsądku i doświadczenia życiowego jest zupełnie nieprawdopodobne".

To, co widział Rzepliński, widzieli posłowie, lekceważył latami prokuratorski nadzór. W wyjaśnienie tej historii zaangażował się też Janusz Popiel, prezes stowarzyszenia Alter Ego, członek Rady ds. Pokrzywdzonych przy ministrze sprawiedliwości. Popiel w ministrze znalazł sojusznika.

Kwiatkowski polecił prokuratorowi apelacyjnemu w Lublinie "spowodowanie podjęcia na nowo umorzonego śledztwa". Czy niezależna prokuratura wyjaśni tę sprawę? - pytaliśmy 30 marca po decyzji ministra. Minęło sto dni, postanowiliśmy sprawdzić.

Akta wysłane zostały najpierw do Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie, gdzie akceptowano przed laty decyzję o umorzeniu. Matka Jarosława Walentyna Ostapkowicz nie kryła niepokoju. - Boję się, że to będzie tylko walka z wiatrakami. Chciałabym, żeby sprawa przekazana została do obiektywnej prokuratury - mówiła "Gazecie".

Po kilku tygodniach sprawę skierowano do Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, a stąd akta przesłano do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Ta ostatnia prokuratura zastanawia się nad "podjęciem" śledztwa. - Musimy sprawdzić okoliczności podnoszone przez pokrzywdzonych, a to sprawdzenie musi zostać udokumentowane - mówi prok. Grażyna Wawryniuk, rzecznik gdańskiej prokuratury okręgowej.

Decyzja o powrocie do sprawy Ostapkowicza nie jest pewna. Wawryniuk w rozmowie z "Gazetą" powołuje się na rozmowę z zastępcą prokuratora okręgowego, który przekazał, że decyzja sprzed lat o umorzeniu była zasadna.

1 lipca przez sześć godzin prokurator przesłuchiwał Walentynę Ostapkowicz.

- To był kawał drogi, a pytano mnie o to, co było w moich pismach. Skupiono się na pierwszych czynnościach policji. To było ważne, ale nie tak to sobie wyobrażałam. Nam chodziło o zweryfikowanie tego, co zrobiła lubelska prokuratura - mówi matka Jarosława Ostapkowicza.

- Zasugerowała pani, kogo przesłuchać, co zrobić w nowym śledztwie? - pytamy.

- Nie było jak. Zaskoczyli mnie tym przesłuchaniem - mówi Ostapkowicz.

- Będziemy się zwracać o dokumenty, planowane jest przesłuchanie świadka - zapewnia prok. Wawryniuk, ale bez szczegółów. - To musi być w miarę szybko zrobione - dodaje. Ale daty nie podaje.

Janusz Popiel z Rady ds. Pokrzywdzonych jeszcze raz przestudiował akta. Analizę wyliczającą błędy (zwłaszcza biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych, na której oparła się w umorzeniu prokuratura) wysłał prokuratorowi Seremetowi. Popiel podsumował: "Rzeczywisty przebieg zdarzenia, w wyniku którego śmierć poniósł Jarosław Ostapkowicz, był całkowicie inny (...); prawdopodobne jest, że było to zabójstwo. Takiej wersji w przeciwieństwie do nieszczęśliwego wypadku (...) nie można wykluczyć".

Kilka dni temu Walentyna Ostapkowicz poprosiła o spotkanie z ministrem Kwiatkowskim. f

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':