http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kaczyński: Nie chciałem kondolencji od Tuska i Putina

Bogdan Wróblewski
2010-07-14, ostatnia aktualizacja 2010-07-14 09:35

"To jest wynik waszej zbrodniczej polityki - nie kupiliście nowych samolotów" - to były pierwsze słowa Jarosława Kaczyńskiego do szefa MSZ Radosława Sikorskiego po informacji o katastrofie smoleńskiej

Jarosław Kaczyński na miejscu sobotniej katastrofy
Fot. SERGEI KARPUKHIN REUTERS
Jarosław Kaczyński na miejscu sobotniej katastrofy
Kaczyński udzielił obszernego wywiadu "Gazecie Polskiej". Wczoraj ukazał się on na jej stronach internetowych.

W kampanii prezydenckiej unikał pan wypowiedzi o katastrofie smoleńskiej. Czy teraz też tak będzie? - pytają na sam koniec Katarzyna Gójska-Hajke i Tomasz Sakiewicz.

Prezes PiS: "Uczynię wszystko, by wyjaśnić przyczyny katastrofy samolotu rządowego. To jest dziś dla mnie najważniejsze i osobiście, i politycznie. Będę zabiegał o wyciągnięcie konsekwencji nie tylko prawnych wobec tych, którzy mogli przyczynić się do tego zdarzenia, ale też politycznych i moralnych. Ustalenie osób odpowiedzialnych politycznie za katastrofę smoleńską nie wymaga śledztwa. Ale to trzeba powiedzieć w odpowiednim momencie, tak by usłyszała o tym cała Polska i cały świat".

Wywiad zaczyna się od oskarżeń Kaczyńskiego wobec premiera Donalda Tuska o zmowę z Rosjanami: "(...) Zakwestionowano prawo wyjazdu prezydenta z rodzinami katyńskimi na coroczne uroczystości upamiętniające zamordowanych polskich oficerów. (...) Po telefonie Władimira Putina do Donalda Tuska członkowie jego gabinetu zaczęli ogłaszać wprost, że do Katynia nikt prezydenta nie zaprasza i jego wyjazd na obchody 70. rocznicy tej zbrodni nie jest koniecznością i powinnością, ale czymś w rodzaju niezrozumiałej zachcianki. (...) Wiedziałem już, że są zdolni posunąć się bardzo daleko. Niepokoiło, że tym razem wprost grają z Rosjanami".

W osobistym fragmencie relacji o 10 kwietnia Kaczyński mówi, iż "nie wyklucza", że był też na liście pasażerów. I że "tylko ja i brat wiedzieliśmy, że zostaję z Mamą". Jego rozmowa z lecącym Lechem Kaczyńskim przez telefon satelitarny - jak relacjonuje - była kilkuzdaniowa, dotyczyła tylko zdrowia mamy. Dwadzieścia minut po niej doszło do katastrofy.

Kaczyński dowiaduje się o niej od szefa MSZ Radosława Sikorskiego. „Powiedziałem mu: » To jest wynik waszej zbrodniczej polityki - nie kupiliście nowych samolotów «- relacjonuje w wywiadzie.

Czy min. Sikorski odpowiedział? - pytają dziennikarze. Kaczyński wyjaśnia: „Nie. Chyba zresztą sam odłożyłem słuchawkę. Po kwadransie był następny telefon. Miałem cień nadziei, że może jednak ktoś przeżył. Znów dzwonił Sikorski i kategorycznie stwierdził, że katastrofa była wynikiem błędu pilota. Pamiętam jego słowa: » To był błąd pilota «. Nie miał wątpliwości co do tego? Już wtedy wiedział, że zawinił pilot? Tak. Oznajmił mi to zdecydowanie i jednoznacznie. Teraz myślę, że zarówno Sikorski, jak i sam Tusk bali się, że publicznie powtórzę to, co powiedziałem Sikorskiemu podczas pierwszej rozmowy telefonicznej”.

Dalej opowiada o swoim locie "do ciał najbliższych". Nie chciał podróżować z premierem. Obaj - choć osobno - lądują w Witebsku i dalej jadą samochodami. "Miałem wrażenie, że Donald Tusk zdecydował się polecieć do Smoleńska wtedy, gdy dowiedział się, że ja tam lecę. Być może się mylę, ale tak to zapamiętałem". I uderza jeszcze mocniej w premiera: "Po drodze zorientowaliśmy się, że tempo jazdy jest spowalniane. Dziś wiem, że nasze postoje i powolne tempo jazdy były wymuszone przez ścigającą nas delegację z premierem Tuskiem, który koniecznie chciał dotrzeć do Smoleńska przed nami. (...) Jeśli premier polskiego rządu ścigał się ze mną, kto pierwszy dojedzie do miejsca katastrofy, to widocznie szczególnie zależało mu, by się tam pokazać (...)".

W Smoleńsku Kaczyński rozpoznaje ciało brata m.in. po bliźnie na ramieniu.

Mówi, że odmówił przyjęcia kondolencji i od Tuska, i od Putina. Chciał wracać do Polski z ciałem prezydenta. Ale, jak mówi "Gazecie Polskiej", "premier Rosji powiedział, że rozumie moje postępowanie, wie o chorobie mojej Mamy, jednak nie może się zgodzić, bym teraz zabrał Brata do Polski. Tłumaczył, że musi zorganizować pożegnanie".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':