http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lewica składa związki

Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska
2010-07-14, ostatnia aktualizacja 2010-07-14 10:19

Postulaty lewicy - refundacja in vitro i parytety dla kobiet - były tematem dyskusji przed drugą turą wyborów prezydenckich. Lewica idzie za ciosem - chce złożyć w Sejmie projekt ustawy o związkach partnerskich

Warszawa, 13 czerwca 2009, Parada Równości
Fot. Albert Zawada / AG
Warszawa, 13 czerwca 2009, Parada Równości
To nasz wspólny projekt przygotowany z organizacjami gejowskimi - powiedziała "Gazecie" Katarzyna Piekarska, wiceprzewodnicząca SLD. - Opiniowała go także Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Jest wzorowany na umowie francuskiej, bo zależało nam na tym, by nie mówił tylko o prawach osób homoseksualnych, ale dotyczył także konkubinatów.

Lewica chce złożyć ten projekt w Sejmie, by wywołać debatę. - Gdy kilka lat temu prof. Szyszkowska przygotowała pierwszy taki projekt, wydawało się, że nie ma szans na uchwalenie. Od tamtej pory sporo się jednak wydarzyło, były akcje społeczne, np. "Niech nas zobaczą", wiele publicznych osób przestało się ukrywać - powiedziała nam Piekarska.

Projekt SLD zakłada, że osoby będące towarzyszami życiowymi - partnerami, zawierają u notariusza umowę o związku partnerskim. By była ważna, trzeba ją zarejestrować w urzędzie stanu cywilnego.

Nie mogą zawrzeć takiej umowy krewni i powinowaci; osoby, które pozostają w związku małżeńskim lub zawarły taką umowę z kimś innym. Umowa nie powoduje zmiany stanu cywilnego, partnerzy mogą jednak przyjąć wspólne nazwisko jednego z nich.

Umowa wygasa po śmierci jednego z partnerów czy "rozwodzie", czyli wspólnym oświadczeniu obu partnerów lub wypowiedzeniu umowy przez jednego z partnerów (po sześciu miesiącach). O tym również trzeba powiadomić urząd stanu cywilnego. Po rozstaniu partnerzy dogadują się w sprawie podziału majątku albo decyduje sąd.

Partnerzy w związkach partnerskich mieliby prawo m.in. do wspólnego opodatkowania, dziedziczenia czy adopcji dziecka po zmarłym partnerze (patrz ramka).

Zdaniem Piekarskiej projekt - mimo że nie przewiduje najbardziej kontrowersyjnego prawa do adopcji dzieci obcych - i tak pewnie nie zostanie uchwalony w tej kadencji Sejmu: - Widzimy przecież, co w tym Sejmie dzieje się z ustawą o in vitro. Jednak jestem przekonana, że następny parlament to uchwali.

Kaczyński przeciw, Komorowski kluczy

Podczas pierwszej debaty Komorowski-Kaczyński padło pytanie: "tak" czy "nie" dla związków partnerskich osób tej samej płci, ale bez nazywania ich małżeństwem i bez prawa do adopcji?

- Według konstytucji związek małżeński to związek kobiety i mężczyzny. Próba obchodzenia tego byłaby łamaniem prawa - nie pozostawił złudzeń Jarosław Kaczyński.

Bronisław Komorowski kluczył. Mówił, że już dzisiaj takie pary mogą np. po sobie dziedziczyć (mogą, ale "prawowite" rodziny domagać się zachowku, no i muszą zapłacić wysoki podatek jak po spadku od osoby spoza rodziny). Ale - mówił Komorowski - można by o pomyśleć o jakiejś regulacji prawnej, gdyby się okazało, że tacy partnerzy mają problemy np. z odwiedzaniem siebie w szpitalu w razie choroby jednego z nich. Jednym słowem: unik.

- Trzeba te kwestie uregulować. I podjąć w Sejmie poważną dyskusję na ten temat - powiedziała nam Małgorzata Kidawa-Błońska (PO). - Ludzie mają prawo do zawierania takich związków. Nie można przechodzić obojętnie wobec tragedii ludzkich, kiedy to bliskie sobie osoby nie mogą dowiadywać się o swoje zdrowie w szpitalu, troszczyć się o siebie.

Czy Sejm będzie w stanie przekroczyć barierę obyczajową i psychologiczną i uchwalić taki projekt? - Stajemy się coraz lepsi, poglądy ewoluują. Myślę, że już wkrótce Sejm będzie gotowy mentalnie na taką zmianę - twierdzi posłanka PO.

Jej zdaniem posłowie na pewno będą chcieli wykluczyć wszystkie przepisy dotyczące adopcji dziecka zmarłego partnera. Jedynym akceptowalnym rozwiązaniem byłoby, gdyby w każdym przypadku decyzję podejmował sąd, kierując się dobrem dziecka.

Chcą za dużo?

Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka ma jeszcze inne wątpliwości. Jego zdaniem trzeba wybrać plan minimum, czyli przygotować projekt o związkach partnerskich zawieranych przed urzędnikiem stanu cywilnego, który będzie rodził jak najmniej komplikacji prawnych i zmian w kodeksie rodzinnym i cywilnym.

"Prawa osób będących w takim związku wynikają z mocy ustawy i mają taki sam zakres w stosunku do wszystkich osób, które go zawarły. To model popularny w wielu państwach (np. Niemcy, Wielka BrytaniaWęgry)" - napisał w "Krytyce Politycznej"

- Tymczasem autorzy założeń idą w stronę umowy cywilnoprawnej. To zbyt skomplikowana formuła - powiedział "Gazecie" Bodnar. - Poza tym przyjęli ambitne założenie, że związek może być zakładany przez osoby różnej płci. Tym samym wkroczyli w sferę konkubinatu, a to bardzo komplikuje pracę nad projektem. Może też wywołać więcej zastrzeżeń niektórych polityków, którzy zinterpretują to jako próbę porównywania związku partnerskiego z małżeństwem.

Bodnar podsumowuje: - Rozumiem intencje autorów tej konpcecji, ale doradzam bardziej realistyczne podejście do problemu i forsowanie takich rozwiązań, które mają szansę na uchwalenie w Sejmie.

ramka

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 34 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':