Nikt nie wie na pewno, co działo się przez ostatni rok z cenionym fizykiem jądrowym z uniwersytetu w Teheranie Szahramem Amirim, który cieszy się na tyle dużym zaufaniem władz, że pracował dla związanej z elitarną Gwardią Rewolucyjną irańskiej Agencji Energii Atomowej.
Jesienią 2009 r. Amiri pojechał na pielgrzymkę do Mekki i tam ślad po nim zaginął. Irańczycy natychmiast podnieśli raban i obwieścili, że naukowca przy saudyjskiej pomocy na pewno porwało
CIA, które chce wyciągnąć z niego atomowe sekrety Teheranu. Waszyngton od początku zaprzeczał tym doniesieniom, ale w marcu
telewizja ABC News poinformowała, że Amiri faktycznie pracuje dla CIA - tyle że przeszedł na stronę Amerykanów z własnej woli.
W czerwcu los naukowca okazał się jeszcze bardziej zagmatwany. Do internetu trafiły aż trzy filmy, na których mężczyzna wyglądający na Amiriego i podający się za niego przyznaje, że jest w
USA, ale na każdym opowiada inną wersję swojej historii.
Na pierwszym filmie potwierdza scenariusz irański i opowiada, że był porwany i przetrzymywany wbrew swej woli, a nawet torturowany. Tę wersję natychmiast skwapliwie podchwyciła irańska telewizja. W drugim nagraniu rzekomy Amiri, zrelaksowany i zadowolony, opowiada, jak to z własnej woli uciekł na Zachód i wiedzie szczęśliwe życie w Arizonie. W trzecim filmie potwierdza, że został porwany, ale twierdzi, że właśnie udało mu się uciec porywaczom. - Nie jestem wolny, nie mogę kontaktować się z rodziną, a jeśli coś mi się stanie, rząd USA będzie w pełni za to odpowiedzialny - mówi.
Wczoraj ta wersja niespodziewanie się potwierdziła. Irańskie media ogłosiły, że Amiri zjawił się o świcie w ambasadzie Pakistanu w Waszyngtonie (w USA nie ma irańskiej ambasady, bo Amerykanie nie utrzymują z Iranem stosunków dyplomatycznych) i prosił o odesłanie go do domu. Te rewelacje potwierdza Pakistan.
Irańskie
radio podało, że Amiri w rozmowie przeprowadzonej z ambasady potwierdził, że uciekł Amerykanom, którzy teraz "chcą go po cichu odstawić do Iranu, by zatuszować porwanie". - Kiedy mój film trafił do internetu, zdali sobie sprawę, że przegrali - stwierdził naukowiec.
Anonimowy amerykański urzędnik powtórzył wczoraj, że Amiri był w USA z własnej woli i z własnej woli zdecydował się wrócić do Iranu.
Amerykanie podejrzewają, że Iran próbuje zbudować broń atomową. Teheran uparcie temu zaprzecza i twierdzi, że irański program nuklearny jest wyłącznie cywilny.