http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wielka tajemnica irańskiego naukowca

mk
2010-07-14, ostatnia aktualizacja 2010-07-13 16:46

Shahram Amiri na opublikowanych w internecie filmach
Shahram Amiri na opublikowanych w internecie filmach
Fot. youtube.com

Irański naukowiec zajmujący się programem atomowym, który w tajemniczych okolicznościach zniknął w zeszłym roku, ponoć uciekł CIA, schronił się w ambasadzie Pakistanu w Waszyngtonie i marzy o powrocie do kraju.

SERWISY
Nikt nie wie na pewno, co działo się przez ostatni rok z cenionym fizykiem jądrowym z uniwersytetu w Teheranie Szahramem Amirim, który cieszy się na tyle dużym zaufaniem władz, że pracował dla związanej z elitarną Gwardią Rewolucyjną irańskiej Agencji Energii Atomowej.

Jesienią 2009 r. Amiri pojechał na pielgrzymkę do Mekki i tam ślad po nim zaginął. Irańczycy natychmiast podnieśli raban i obwieścili, że naukowca przy saudyjskiej pomocy na pewno porwało CIA, które chce wyciągnąć z niego atomowe sekrety Teheranu. Waszyngton od początku zaprzeczał tym doniesieniom, ale w marcu telewizja ABC News poinformowała, że Amiri faktycznie pracuje dla CIA - tyle że przeszedł na stronę Amerykanów z własnej woli.

W czerwcu los naukowca okazał się jeszcze bardziej zagmatwany. Do internetu trafiły aż trzy filmy, na których mężczyzna wyglądający na Amiriego i podający się za niego przyznaje, że jest w USA, ale na każdym opowiada inną wersję swojej historii.

Na pierwszym filmie potwierdza scenariusz irański i opowiada, że był porwany i przetrzymywany wbrew swej woli, a nawet torturowany. Tę wersję natychmiast skwapliwie podchwyciła irańska telewizja. W drugim nagraniu rzekomy Amiri, zrelaksowany i zadowolony, opowiada, jak to z własnej woli uciekł na Zachód i wiedzie szczęśliwe życie w Arizonie. W trzecim filmie potwierdza, że został porwany, ale twierdzi, że właśnie udało mu się uciec porywaczom. - Nie jestem wolny, nie mogę kontaktować się z rodziną, a jeśli coś mi się stanie, rząd USA będzie w pełni za to odpowiedzialny - mówi.

Wczoraj ta wersja niespodziewanie się potwierdziła. Irańskie media ogłosiły, że Amiri zjawił się o świcie w ambasadzie Pakistanu w Waszyngtonie (w USA nie ma irańskiej ambasady, bo Amerykanie nie utrzymują z Iranem stosunków dyplomatycznych) i prosił o odesłanie go do domu. Te rewelacje potwierdza Pakistan.

Irańskie radio podało, że Amiri w rozmowie przeprowadzonej z ambasady potwierdził, że uciekł Amerykanom, którzy teraz "chcą go po cichu odstawić do Iranu, by zatuszować porwanie". - Kiedy mój film trafił do internetu, zdali sobie sprawę, że przegrali - stwierdził naukowiec.

Anonimowy amerykański urzędnik powtórzył wczoraj, że Amiri był w USA z własnej woli i z własnej woli zdecydował się wrócić do Iranu.

Amerykanie podejrzewają, że Iran próbuje zbudować broń atomową. Teheran uparcie temu zaprzecza i twierdzi, że irański program nuklearny jest wyłącznie cywilny.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':