http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pora zacząć negocjacje Polański-USA

Bartosz Węglarczyk
2010-07-13, ostatnia aktualizacja 2010-07-13 16:13

Wczorajsza decyzja Szwajcarii o niewydaniu Romana Polańskiego Amerykanom otwiera drogę do negocjacji między reżyserem i prokuraturą. Jestem przekonany, że do takich negocjacji wkrótce dojdzie, choć ich rezultatu nie możemy być już niestety pewni.

ZOBACZ TAKŻE
Dla prokuratury w Los Angeles, która występowała o ekstradycję Polańskiego, decyzja Szwajcarów to porażka. Dla Romana Polańskiego - to wielkie zwycięstwo. Nie jest to jednak koniec wojny, lecz jedynie jednej, ważnej, może nawet kluczowej, ale jednak tylko jednej z wielu w tej wojnie bitwy.



Roman Polański nadal jest ścigany amerykańskim listem gończym. Jest bezpieczny we Francji, która nie wydaje swoich obywateli. I tyle. Jest względnie bezpieczny w Szwajcarii, która na pewno nie aresztuje go już na podstawie tego samego listu gończego, ale wystarczy, by Amerykanie wycofali obecny list gończy i wystawili nowy z pełniejszym uzasadnieniem, i kolejna wizyta Polańskiego w swym domu z Gstaad nie musi być już wcale przyjemna.

To oczywiście sytuacja czysto teoretyczna - podobnie jak teoretycznie możliwa, ale praktycznie niewyobrażalna możliwość, że reżyser zostanie zatrzymany podczas wizyty w Polsce. Nikt chyba jednak nie wierzy, że po takiej traumie Roman Polański nie będzie chuchał na zimne. Ukłucie strachu będzie mu towarzyszyć za każdym przekroczeniem francuskiej granicy.

Roman Polański nadal jest uciekinierem przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości i nic się tu nie zmieniło. Jeśli prokuratura w Los Angeles i Departament Sprawiedliwości w Waszyngtonie będą chciały stanąć na głowie, mogą znów poważnie utrudnić życie reżyserowi.

Z punktu widzenia Polańskiego wczorajsza decyzja Szwajcarii - poza oczywistym plusem z odzyskania wolności - niesie jednak jeszcze inny pozytyw. Otóż prokuratura w Los Angeles musi sobie zdawać sprawę, że zmuszenie teraz jakiegokolwiek kraju do aresztowania Polańskiego, do tej pory nie takie proste, będzie jeszcze trudniejsze. I czasochłonne. I kosztowne.

Amerykański system prawny oparty jest tymczasem na zasadzie, że sam fakt wymierzenia sprawiedliwości i dotarcia do prawdy jest ważniejszy niż procedury czy ambicje poszczególnych prokuratorów. Stąd właśnie wymyślony w USA system negocjacji pomiędzy oskarżeniem i obroną, który umożliwia zamknięcie sprawy zanim się jeszcze ona rozpocznie w sądzie.

Polański uważa, że już 33 lata temu wynegocjował właśnie w ten sposób zamknięcie sprawy. Twierdzi, że uciekł z USA, bo sędzia chciał złamać ustalenia tego porozumienia. Ale sędziego Rittenbanda już nie ma, a prokuratura nie występuje już z pozycji siły. To zmienia układ sił na korzyść Polańskiego.

Prokuraturze zależy na zamknięciu sprawy w taki sposób, by uratować twarz. Pisały o niej w ostatnim roku gazety na całym świecie, więc wygrana w niej jest sprawą prestiżową. Jej przebieg śledzą jednak przede wszystkim mieszkańcy Kalifornii, ci sami, którzy w listopadzie wybiorą prokuratura generalnego Kalifornii. Jednym z dwóch kandydatów jest w nich Steve Cooley, obecny prokurator okręgu Los Angeles. Człowiek, który ściga Romana Polańskiego.

Cooley jest kandydatem republikanów i będzie walczył z kandydatem demokratów i stanowisko, które do listopada zajmuje właśnie demokrata. Kampania wyborcza Cooley'a oparta jest między innymi na twierdzeniu, że demokraci stawiają swych bogatych przyjaciół z Hollywood ponad prawem, pozwalając im unikać kar, które są nieuniknione dla zwykłych ludzi. Sprawa Polańskiego jest więc dla republikanów idealnym przykładem na udowodnienie, że kandydat Cooley wszystkich traktuje tak samo.

Do tej pory biuro Cooley'a było więc twarde jak kamień. Żadnych ustępstw, żadnych negocjacji. Zwłaszcza, że zatrzymanie Polańskiego w Szwajcarii zdaniem większości prawników po obu stronach Atlantyku oznaczało, iż ekstradycja jest niemal pewno. Cooley nie potrzebował do niczego współpracy Polańskiego.

Teraz został jednak ze sprawą, która jest bardzo nagłośniona i w której biuro prokuratora okręgowego zostało dotkliwie poturbowane. To Cooley'owi zależeć będzie teraz na tym, by szybko zamknąć tę sprawę w taki sposób, by móc powiedzieć, że jednak są ją wygrało, a nie przegrało.

Prawnicy Polańskiego - jestem o tym przekonany - za zamkniętymi drzwiami będą teraz negocjować z prokuraturą, a ta chętniej niż dotychczas będzie szukać kompromisu. Może on być bardzo różny, ale niemal na pewno musi zakładać, że Polański stanie przed sądem w Los Angeles. Polański może się pojawić w USA choćby na kilka godzin, np. trzymając w kieszeni list żelazny, który zagwarantuje mu, że nie zostanie zatrzymany.

W zamian za stawienie się w sądzie prokurator może zażądać jedynie grzywny. Sprawa może zostać zamknięta w ciągu jednej rozprawy. Prokurator będzie mógł wtedy powiedzieć wyborcom, że sprawiedliwości stało się zadość, a Polański będzie mógł wreszcie naprawdę odetchnąć.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':