Ostatniego wywiadu udzielił "Gazecie" w kwietniu po katastrofie smoleńskiej. Wrócił z Warszawy, gdzie modlił się przed trumną prezydenta i jego małżonki. Był zmęczony, ledwie wchodził na piętro do swoich pokoi na plebanii bazyliki św. Brygidy w Gdańsku. Ale gdy usiadł w fotelu, jak zawsze ze swadą zaczął: - Oni mają się pojednać! Wałęsa z Gwiazdą, nie tylko podać sobie ręce, tylko naprawdę wybaczyć!
Potem wspominał dawnych towarzyszy walki - Annę Walentynowicz, Macieja Płażyńskiego, Arama Rybickiego - wszyscy odeszli przed nim. To nie był już ten ks. Jankowski, który w sierpniu 1980 r. odprawiał msze w strajkującej Stoczni Gdańskiej. Ani ten z lat 80. - dzielnie wspierający opozycję, zawsze u boku Lecha Wałęsy, którego w każdej chwili mógł spotkać los taki jak księdza Jerzego. Ani ten prałat z lat 90. - organizujący w Wielkanoc antysemickie Groby Pańskie. To był schorowany człowiek, który ma świadomość, że zbliża się do końca swoich dni.
- Arcybiskup obiecał mu, że spocznie w bazylice św. Brygidy - szepnął na ucho jeden z księży, gdy wychodziliśmy od prałata. - On odpowiedział, że nie trzeba, że może być gdziekolwiek. Ale widać, że się ucieszył.
Urodził się 18 grudnia 1936r. w Starogardzie Gdańskim, w rodzinie kupieckiej. Miał ośmioro rodzeństwa, w tym siostrę bliźniaczkę. Po wojnie skończył
gimnazjum i zaczął pracę w urzędzie skarbowym. W 1958 r. wstąpił do seminarium duchownego. Święcenia kapłańskie przyjął w 1964 r. Od początku związany z Gdańskiem. Najpierw jako wikariusz w parafii Ducha Świętego, potem w św. Barbarze, od 1970 r. był proboszczem parafii św. Brygidy.
W tym czasie kościół był ruiną. Ks. Jankowski dał się poznać jako świetny administrator. W czasach gdy zdobycie materiałów budowlanych graniczyło z cudem, podniósł świątynię z ruin. Opowiadał, jak zawoził partyjnym bonzom wędzone węgorze z rodzinnych stron, żeby dostać przydział na cegły. Przypadek sprawił, że w granicach jego parafii znalazła się gdańska Stocznia im. Lenina.
Do 1980 r. ks. Jankowski nie współpracował z gdańską opozycją - WZZ, KOR, Młodą Polską. Ale w sierpniu 1980r., gdy strajk był na skraju załamania, to do niego zwrócili się robotnicy, aby odprawił mszę. Ksiądz był ostrożny, zażądał zgody biskupa, a ten - sekretarza wojewódzkiego PZPR. Ale strajkujący byli nieugięci i17 sierpnia ks. Jankowski odprawił tę pierwszą mszę przed bramą stoczni, która miała zmienić jego życie.
Od tej chwili nie opuścił już "Solidarności". W stanie wojennym wspierał Związek i Wałęsę, choć był obiektem nieustannych szykan i prowokacji ze strony
SB.
- Tego, co zrobił dla ludzi "S", nie da się zmierzyć - mówi Jerzy Borowczak, jeden z inicjatorów strajku w sierpniu '80. - W latach 80. plebania św. Brygidy była jak Mekka. Tu każdy mógł liczyć na jego pomoc. Ważni działacze i zwykła młodzież opozycyjna, za którą płacił kolegia. Tak go zapamiętam...
Wyrósł na jedną z legend opozycji, choć nie wszyscy w Kościele patrzyli przychylnie na jego działalność.
Po Okrągłym Stole pozostał w Brygidzie, Wałęsa nie zabrał go do Pałacu Prezydenckiego. Mówiło się, że zostanie kapelanem Wojska Polskiego, bo zawsze miał słabość do munduru, ale i tej nominacji się nie doczekał. Może to sprawiło, że zaczął prowokować. W latach 90. prałat udzielał coraz bardziej kontrowersyjnych wypowiedzi. Przyjaciele z lat 80. przekonywali, że specjalnie prowokuje, by zwrócić na siebie uwagę.
W tym samym czasie prowadził działalność charytatywną. Miał talent do pozyskiwania sponsorów i do biznesu. Zaczął produkować
wino i wodę mineralną z własnym wizerunkiem, rozpoczął budowę gigantycznego ołtarza z bursztynu. Przy czym każda uboga rodzina, która zwróciła się do niego o pomoc, otrzymywała ją. Mało kto wiedział, że dzięki jego pośrednictwu i zabiegom dziesiątki dzieci z gdańskich domów dziecka znalazły nowe rodziny w Polsce i za granicą.
W1997 r. ówczesny arcybiskup ks. Tadeusz Gocłowski ukarał go zakazem głoszenia kazań za słowa homilii, że "nie można tolerować mniejszości żydowskiej w polskim rządzie". W2004r. matka jednego z ministrantów oskarżyła ks. Jankowskiego o molestowanie syna. Sprawa była niejasna, z pewnością prałat udzielał finansowego wsparcia chłopcu i jego rodzinie. Prokuratura uwolniła go od zarzutu, ale musiał pożegnać się z probostwem.
Zniknął z pierwszych stron gazet. Mógł pozostać na plebanii, ale przeprowadził się na piętro. Coraz więcej czasu spędzał w szpitalach, chorował na cukrzycę. Bardzo przeżył czas, gdy pojawiły się sugestie, że w latach 80. mógł być kontaktem operacyjnym SB. Do końca pozostawał w zażyłych stosunkach zarówno z Anną Walentynowicz, jak i z Lechem Wałęsą. Po jego apelu Wałęsa udał się na mszę żałobną pani Ani, usiadł w ostatnim rzędzie.
- Na pewno był odważny w czasie strajku sierpniowego, potem już był bardziej kontrowersyjny, ale myślę o nim jako o człowieku odważnym i modlę się za niego -powiedział wczoraj były premier
Tadeusz Mazowiecki.