Gdy krótko po godz. 14 rozpoczynała się konferencja prasowa minister Eveline Widmer-Schlumpf, Polański w limuzynie z zaciemnionymi szybami opuszczał swoją rezydencję w Gstaad, w której od grudnia przebywał w areszcie domowym. Kilka godzin wcześniej z jego nogi zdjęto elektroniczną obrożę, zwrócono mu paszport i formalnie go zwolniono.
- Jest wolnym człowiekiem, może jechać do Francji, do Polski, gdzie chce - mówiła minister. Dokąd udał się reżyser? Nie wiadomo. - Polański czuje ulgę, że to się wreszcie skończyło - mówił w
TVN 24 jego adwokat Hervé Termine.
Amerykańskie władze do wieczora nie skomentowały sprawy.
Decyzja szwajcarskich władz w zaskakujący sposób kończy sądowo-więzienną epopeję Polańskiego. Aresztowano go wieczorem 27 września 2009 r., tuż po wylądowaniu w Zurychu, gdzie reżyser przybył na festiwal filmowy, by odebrać nagrodę za całokształt twórczości.
Powodem był międzynarodowy list gończy wydany przez amerykańską prokuraturę, która od 33 lat ściga go za seks z nieletnią Samanthą Gailey. Za kratami Polański spędził ponad dwa miesiące, potem Szwajcarzy zgodzili się, by na ekstradycję czekał w areszcie domowym.
Wydawało się, że to jedyne ustępstwo, na jakie w jego sprawie pójdą władze. Do tej pory
Szwajcaria zwykle zgadzała się na ekstradycję. Według wielu komentatorów sprawa Polańskiego była przegrana i jego adwokaci mogli co najwyższej o jakiś czas odwlec deportację.
Niespodziewanie Szwajcarzy postanowili jednak nie wydawać Polańskiego. - Amerykanie nie przekazali nam kluczowych dokumentów - wyjaśniała minister Widmer-Schlumpf. Chodzi o poufne zeznania złożone w styczniu przez prokuratora Rogera Gunsona, który oskarżał Polańskiego w 1977 r. za współżycie z Gailey.
Według obrońców reżysera prokurator miał potwierdzić, że 33 lata temu ustalił z adwokatami, że 42-dniowa obserwacja w szpitalu psychiatrycznym, której został poddany Polański, będzie jedyną karą, na jaką zostanie skazany. Reżyser ją w całości odbył, a potem, w 1978 r., bojąc się, że uprzedzony do niego sędzia Laurence Ritterband mimo to skaże go na długoletnie więzienie, uciekł do Europy.
Szwajcarzy chcieli zapoznać się z zeznaniami Gunsona, by sprawdzić, czy Polański faktycznie został już ukarany. Jednak amerykański sąd odmówił im wglądu do dokumentów, tłumacząc to tym, że postępowanie w
USA nie zostało zakończone.
- W tej sytuacji nie możemy wykluczyć, że amerykański wniosek nie ma wady prawnej - oświadczyła Widmer-Schlumpf. Szwajcarzy wzięli też pod uwagę to, że Polański w 2006 r. kupił posiadłość w Gstaad, a potem wielokrotnie tam przebywał. Wymiar sprawiedliwości ani razu nim się nie zainteresował. - Przyjeżdżał do Szwajcarii, ufając, że nic mu nie grozi. Trzeba też wziąć pod uwagę, że pan Polański ma 77 lat, a czyn, który mu się zarzuca, miał miejsce 33 lata temu, dodatkowo jego ofiara apelowała, by go nie ścigać - dodawała minister.
- Jestem uradowany tą decyzją - oświadczył po południu szef francuskiej dyplomacji
Bernard Kouchner. Zadowolona jest też Warszawa. Szef MSW
Radosław Sikorski zadzwonił do swojej szwajcarskiej odpowiedniczki Micheline Calmy-Rey i dziękował jej "za rozważną decyzję".
Radości nie kryją też przyjaciele Polańskiego, którzy wspierali go podczas pobytu w areszcie. - Za pomocą kruczków prawnych go wsadzono i za pomocą kruczków prawnych go teraz wypuszczono - mówi reżyserka Agnieszka Holland.