http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Internetowe bóle głowy Łukaszenki

Andrzej Poczobut, Grodno
2010-07-12, ostatnia aktualizacja 2010-07-12 13:21

"30 proc. zachodnich internautów Białoruś kojarzy się wyłącznie z traktorem" - pisze białoruska agencja rządowa Bełta. Władze chcą poprawić wizerunek Białorusi w sieci, a także wziąć pod but rodzimych internautów.

- Musimy robić strony internetowe w językach obcych, po angielsku, niemiecku i francusku. Bez tego bardzo trudno wpływać na wizerunek państwa za granicą - mówi Andrej Sawinych z białoruskiego MSZ. W lutym ministerstwo informacji kazało wszystkim lokalnym gazetom państwowym założenie stron internetowych. Teraz administracja prezydenta radzi urzędnikom zakładać prorządowe blogi i przez internet lansować punkt widzenia władzy zarówno na Białorusi, jak i za granicą.

- Znając naszych urzędników, myślę, że ta inicjatywa skończy się klapą. Nie dadzą sobie rady z internetem - mówi "Gazecie" Aleksander Starikiewicz, redaktor naczelny internetowej gazety "Salidarnasc".

W ciągu ostatnich miesięcy internet stał się główną przyczyną bólu głowy Aleksandra Łukaszenki, który obawia się, że sieć może odegrać istotną rolę w zbliżającej się kampanii prezydenckiej. Liczbę białoruskich internautów ocenia się na ponad 3 mln. I jeżeli tradycyjne media zdominowane są przez lojalnych wobec Łukaszenki, to w internecie jest odwrotnie.

Dlatego władze starają się kontrolować sieć, m.in. od 1 lipca zacznie działać obowiązkowa identyfikacja wszystkich internautów, której mają dokonywać dostawcy internetu. Na przykład z kafejki internetowej można będzie skorzystać tylko po okazaniu dowodu osobistego.

To nie wszystko. Niezależne media ujawniły projekt rozporządzenia ministerstwa łączności i centrum operacyjno-analitycznego przy prezydencie (służba kontrolująca internet), które przewiduje sporządzenie czarnej listy szkodliwych stron internetowych. Dostęp do nich ma być zablokowany. Niezależni eksperci nie mają wątpliwości, że szkodliwymi okażą się opozycyjne strony internetowe.

- Władza przegapiła moment, kiedy internet stał się wpływowym środkiem masowego przekazu, i teraz próbuje nadrabiać zaległości - uważa Starikiewicz. Jego zdaniem reżimowe media przegrały konkurencję z niezależnym dziennikarstwem i dlatego władza sięga teraz po represje oraz blokady, by odwrócić sytuację.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':