Betlejewski oblewa stodołę benzyną. Wchodzi z pochodnią do środka. Ogień z pochodni oblizuję słomę i przenosi się na stodołę. Płomienie pełzną po słomie, po deskach. Buchają kłęby tłustego dymu. Straż pożarna patrzy,
telewizja kręci.
Ludzie milczą. Pan Bogdan siorbie piwo. - O, pali się! A ja myślałam, że coś wybuchnie!
Nie ma wyciszenia, jest nuda i piknik. Śmiech i widowisko. No, może u nielicznych widać dreszcz. Bo może TAMTA stodoła płonęła tak samo, drewno piszczało i strzelało. I lato było tak nieznośne upalne. I może ludzie też stali tak wokół, jak my. I że w TAMTEJ stodole byli ludzie.
Ze stodoły zostaje szkielet. Powoli pęka, rozsypuje się i ląduje na ziemi. Brawa.
- No to zwijamy się - mówi operator kamery.
Podwójnie bezczelny To bulwersujące wydarzenie miało się odbyć w Jedwabnem, ale ostatecznie performer spalił stodołę we wsi Zawada pod Tomaszowem Mazowieckim. Kupił ją w sąsiedniej wsi i postawił na wydzierżawionym polu.
Sam Betlejewski mówił, że projekt jest podwójnie bezczelny: - Zarówno z punktu widzenia Żydów, bo ktoś używa ich cierpienia w tak bezpośredni sposób, jak i Polaków, bo ktoś każe im spojrzeć na ich zbrodnię raz jeszcze.
Ale przez brutalne przypomnienie zbrodni performer chce "odbudować utraconą przez Polaków wspólnotę cierpienia z Żydami".
Razem ze stodołą spłonęły karteczki nadsyłane przez chętnych. Symbolizowały one "wszystkie nieżyczliwe myśli, jakie mogliśmy kiedykolwiek mieć w stosunku do Żydów, a które nam ciążą".
Jolanta i Jan Ślązak przyjechali do Zawady z Żyrardowa. Jan zamówił biała kartkę, która spłonie w stodole. Jolanta: - I do teraz mąż nie potrafi wyjaśnić dlaczego to zrobił. Ja jestem przeciwko. Ci ludzie ze wsi, którzy nie wiedzą, co się dzieje. Czuję obrzydzenie.
Jan: - Ja mimo wszystko uważam, że jest to dobry pomysł. Rozrachunek z symbolami nie może być bezbolesny.
Zobaczyć ogień i iść na mecz Przez cały dzień do Zawady przybywali widzowie, dziennikarze. Gromadzili się na ulicy, siadali na trawie i czekali. Było coraz bardziej tłoczno. W końcu informacja: stodoła spłonie o 20. - No, bo wtedy
Polsat ma nadawać ogień na żywo.
Betlejewski, przebrany w strój ludowy rozrzucał grabiami siano, by stodoła łatwiej spłonęła.
- A co się tu będzie działo? Panie, nie wiem. Film jakiś będzie. Że jakiś Żydów będą palić, mnie tam to nie interesuje. Niech se palą - mówi pan Bogdan. Siedzi na lichej drewnianej ławeczce i siorbie zimne piwo, bo słońce praży. - To moment historyczny. To w telewizji będą pokazywać. Chociaż raz o Zawadzie głośno będzie w świecie - tłumaczy pan Rysiek.
Niewiele brakowało, by do happeningu nie doszło. W stodole zamknęło się dwóch studentów z Warszawy, Jacek i Krzysiek. Mówili, że nie dopuszczą do podpalenia, że trzeba ich wyciągać siłą: - Wolelibyśmy tu dziś nie być. Ale to kupczenie symbolem mordu. Nie można rozmawiać o Zagładzie w taki sposób.
Zebrani ludzie czują się poirytowani, zawiedzeni. Przekonywanie nie pomaga. Gdy Betlejewski wzywa policję, kilku pijanych mężczyzn rzuca się w stronę drabiny i chłopaków. Jeden próbował ich zepchnąć drągiem. - Spier... stamtąd! Chcę zobaczyć ogień i iść na mecz.
Ściągają chłopaków siłą. Chłopcy wychodzą ze stodoły i przejmuje ich
policja. Czy to jeszcze rzeczywistość, czy przedstawienie? Betlejewski zaprzecza. Też jest zdenerwowany. - Sam bym tego chyba tego nie wymyślił.