Na warszawskim Krakowskim Przedmieściu, pod krzyż z portretem Lecha i Marii Kaczyńskich przed Pałacem Prezydenckim pierwszy przyszedł
Jarosław Kaczyński w otoczeniu posłów
PiS. O godz. 8.41 (wtedy rozbił się samolot) przy dźwięku dzwonów kościelnych złożył biało-czerwony wieniec.
W kilkusetosobowym tłumie wiele osób skandowało: "Jarosław", "Dziękujemy", "Zwyciężymy". Odśpiewano hymn.
Po południu na pl. Piłsudskiego happening zorganizowali działacze Ruchu 10 Kwietnia. Domagali się: by polski rząd "w sposób właściwy" zajął się rodzinami ofiar smoleńskiej katastrofy, powołano niezależną międzynarodową komisję do zbadania przyczyn katastrofy, sprowadzono do Polski wszystkie szczątki Tu-154, w tym czarne skrzynki.
Mimo prażącego upału na plac wyległy setki ludzi. Ktoś powiewał biało-czerwoną flagą na kijku narciarskim, mignął transparent "10.04. POlityczny mord. PO trupach do władzy" i zdjęcie Lecha Kaczyńskiego z podpisem "Mój prezydent".
Aktywiści z Ruchu 10 Kwietnia rozdawali koszulki: z przodu numer, z tyłu znak zapytania. Takich koszulek było 96. Numery oznaczały pasażerów tupolewa.
- Rząd niedostatecznie zajmuje się rozwiązaniem zagadki katastrofy - mówiła pani z numerem 83.
Organizatorzy chcieli Tu-154 na placu narysować.
- Niestety, prezydent Warszawy nie wyraziła zgody - narzekał Marcin Roszkowski z Ruchu 10 Kwietnia. Samolot w skali 1:1 został więc zaznaczony czarno-żółtą taśmą, którą trzymali ochotnicy. Dłuższą chwilę zajęło namawianie gapiów, aby się cofnęli i nie napierali na tupolewa.
Starsza kobieta zasłaniała obiektyw kamery telewizji
TVN, stawała za prezenterką i pokazywała rogi.
- Precz z TVN-em! Precz z TVN-em! - skandowała. Zirytowany operator wezwał policjantki, które upomniały kobietę.
- Ja nie mogę, jak ich widzę, to mnie serce boli i przestaję być sobą - tłumaczyła tamta.
Pasażerowie zaczęli wsiadać do "samolotu".
- Gdzie nr 11? Uciekł...- gorączkowali się.
Działacze Ruchu 10 Kwietnia odczytali swoje postulaty, a tłum skandował:
- Żądamy prawdy!
Nagle któryś z pasażerów zaintonował hymn. Śpiewający zaczęli podnosić do góry palce w geście wiktorii. Potem padło hasło "Pod Pałac" i wszyscy przenieśli się na Krakowskie Przedmieście, gdzie przed portretem pary prezydenckiej wciąż płoną znicze, leżą wiersze dedykowane ofiarom. Trwają dyskusje.
- Słyszała pani, Komorowski podobno usunie stąd krzyż.
- Ale my i tak będziemy tu przychodzić, znicze palić.
Zgromadzeni odśpiewali:
Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana,
Ach, jak wielka dziś twoja rana,
Ach, jak długo cierpienie twe trwa!