Raoul Moat, 37-letni zbieg i przestępca mający na swym koncie 12 aresztowań i jeden wyrok, został namierzony w piątek wieczorem w leżącym w północnej Anglii miasteczku Rothbury. Wcześniej 3 lipca zranił swoją narzeczoną, zabił jej nowego partnera, a tydzień temu postrzelił policjanta.
Pościg, którym od tygodnia żyły całe Wyspy Brytyjskie, skończył się niedaleko centrum Rothbury, koło kanału burzowego, w którym Moat najprawdopodobniej się ukrywał. Według relacji gazet po sześciu godzinach dramatycznych negocjacji z policją Moat miał wykrzyczeć: "Jeśli się poddam, resztę życia spędzę w śmierdzącej, zgniłej celi". Zaraz potem ok. 1.15 w nocy z piątku na sobotę strzelił sobie w głowę. Zmarł godzinę później w szpitalu.
Zamiast ulgi po unieszkodliwieniu groźnego uciekiniera jest jednak afera. Wszystko dlatego, że w ostatniej fazie negocjacji policjanci oddali do Moata dwa strzały w niejasnych okolicznościach z paralizatora rażącego prądem pod napięciem 50 tys. V. - Za późno mnie tu ściągnięto - mówił Anthony Wright. - Mogłem do niego przemówić. Jestem pewien, że strzały z paralizatora doprowadziły do takiego końca.
Choć nie wiadomo, czy paralizator został użyty tuż przed samobójczym strzałem, czy sekundy po nim, specjalna niezależna komisja ds. skarg na policję (IPPC) wszczęła w niedzielę śledztwo. Pojawiły się spekulacje, że Moat mógł strzelić do siebie na skutek porażenia prądem. Wiązka wysokiego napięcia mogło bowiem wywołać skurcz mięśni, w tym palca, który trzymał na cynglu.
IPPC zbada też, czy policja nie dopuściła się zaniedbania, bowiem władze więzienia, z którego zbiegł Moat, ostrzegały ją, że może próbować zemścić się na swojej partnerce.
Niezależnie od tego, jak skończy się śledztwo IPPC, pościg za Moatem przejdzie do brytyjskiej historii jako jeden z największych i najdroższych w historii kraju. "Daily Telegraph" obliczył, że kosztował on co najmniej pół miliona funtów dziennie. Uczestniczyło w nim pół tysiąca policjantów (w tym 160 uzbrojonych po zęby) z kilkunastu różnych służb, śmigłowiec i wojskowy ponaddźwiękowy myśliwiec
Tornado.
Pościg za zabójcą i
policyjne negocjacje z nim stały się na Wyspach wydarzeniem tygodnia. Także dlatego, że w nieoczekiwany sposób do sprawy włączył się b. piłkarski gwiazdor, obecnie alkoholik na leczeniu Paul Gascoigne. W piątek kilka godzin przed dramatycznym finałem ten b. piłkarz Tottenhamu przyjechał taksówką na miejsce, gdzie policja otoczyła Moata, i zaoferował się, że poprowadzi z nim negocjacje.
Kiedy policja odmówiła, Gascoigne udzielił kuriozalnego wywiadu jednej z lokalnych rozgłośni radiowych. Powiedział na antenie, że przyjechał specjalnie do Newcastle do Rothbury, by pogadać z Moatem, swym rzekomym przyjacielem, i przekonać go do poddania się. - Przyniósłbym mu puszkę piwa, kurczaka, komórkę i coś do okrycia - opowiadał Gascoigne.
Dziennik "Independent" zwraca uwagę, że po śmierci Moata coś dziwnego stało się z brytyjską opinią publiczną. A to dlatego, że w groźnym przestępcy zaczęto dostrzegać ofiarę. W weekend pod domem uciekiniera, który śmiertelnie postrzelił się otoczony przez policję, pojawiły się świeczki, bukiety kwiatów i kartki. Na jednej z nich napisano: "Drogi Raoulu Moat, spoczywaj w pokoju. Nasze myśli są z tobą i twoimi przyjaciółmi".