Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Otwiera się granatowa walizeczka. Każdy uczeń podchodzi do nauczyciela i bierze mały podłużny przedmiot. To piloty, dzięki którym za chwilę rozwiążą test.
Dyrektor szkoły Józef Woźny szuka w laptopie podłączonym do bazy sprawdzianu ze swego przedmiotu, czyli z fizyki.
- Jakiś łatwy! - proszą uczniowie 3b z gimnazjum w niewielkich Chocianowicach koło Kluczborka (woj. opolskie). - Najlepiej z pierwszej klasy, żeby pał nie było - śmieją się.
Klik, klik, klik i test pojawia się na multimedialnej tablicy.
- Dobrze - mówi dyrektor. - Proszę się zalogować. Zaczynamy.
Pytania dotyczące miar, masy, gęstości wyskakują w ustalonym przez nauczyciela rytmie. Na wybór jednej z czterech odpowiedzi uczniowie mają 30 sekund.
Nagle na tablicy pojawiają się dane, jaki procent uczniów prawidłowo odpowiedział na pytanie, ponieważ w każdej chwili nauczyciel może to podejrzeć. Komputer sam wszystko zlicza. Na koniec wystarczy jeden przycisk, by na tablicy zobaczyć wszystkie nazwiska uczniów, a przy każdym z nich liczbę zdobytych punktów i ocenę. Żadnego ślęczenia nad kartkówkami. Cyk, cyk i gotowe.
Widać, że większości klasy poszło dobrze.
- To wielkie udogodnienie, oszczędność czasu, superrzecz - dumnie podkreśla dyrektor.
Testowanie za pomocą pilotów ma jednak jeden słaby punkt - ściąganie jest banalnie proste. - Cóż to zerknąć kątem oka, jak przyciska sąsiad, albo szepnąć odpowiedź - mówi, a ci z 3b z uśmieszkami tylko potakują. - Musiałbym tu zamontować jakieś słuchawki i dać ścianki działowe, żeby nie podglądali - mówi.
Ale tego na pewno nie zrobi. Bo za nic ma ich ściąganie. Jest zdania, że takie testowanie (które zresztą uczniowie bardzo lubią i sami upominali się, żeby ten "bajer" nam pokazać) przy okazji ich wiele uczy. - Łatwiej zapamiętują dane, powtarzają w ten sposób materiał - Józef Woźny przyznaje, że zwariował trochę na punkcie nowinek technologicznych i stara się zarażać tą pasją wszystkich swoich nauczycieli.
A zwariował do tego stopnia, że nawet podczas wakacji spotyka się z chętnymi uczniami na zajęciach. - Niech się sprzęt nie marnuje.
Pierwsze odbyły się w czwartek 1 lipca. Gimnazjaliści konstruowali robota ze specjalnych klocków lego. - Będzie miał pół metra - opowiada nam Maciek Sitek, absolwent klasy pierwszej, który na zajęcia przyjechał rowerem z oddalonych o kilka kilometrów Lasowic Małych. - Będzie podnosił i przenosił, na przykład podawał puszkę schłodzonej coli.
**Dyrektorem zespołu szkół w liczących niecały tysiąc mieszkańców Chocianowicach Woźny został cztery lata temu. Wcześniej uczył informatyki. Od razu zaczął komputeryzować szkołę, a raczej szkoły, bo do zespołu należą trzy przedszkola, trzy podstawówki i gimnazjum (w sumie prawie 400 dzieci, także w pobliskim Jasieniu i Gronowicach).
- Pomyślałem sobie, że trzeba nadążyć za młodzieżą, by się z nią porozumieć. Mają w domu wszystko: DVD, komputer z internetem, komórkę, iPoda, aparat. Szybko, szybko. A potem przychodzą do szkoły i każe im się nieruchomo wysiedzieć 45 minut. To z nimi nie przejdzie. Za nudne.
Zaczęło się kupowanie sprzętu, a że to Opolszczyzna i szkoła uczy niektórych uczniów niemieckiego jako ojczystego, subwencje są o kilkadziesiąt procent wyższe. Komputery, laptopy, rzutniki, tablice multimedialne - połowa z 14 sal lekcyjnych jest w to wyposażona. Ale urządzenia to nie wszystko, nauczyciele muszą umieć z tego korzystać. Do tego potrzebne jest profesjonalne oprogramowanie. Stąd szkolny serwer, który pęka w szwach od prezentacji multimedialnych, filmów edukacyjnych i kursów e-learningowych.
**
Na Dzień Dziecka Woźny zamówił (na razie tylko na pokaz) konsolę Wii, która służy przede wszystkim do gier - można za jej pomocą, poruszając całym ciałem, grać w tenisa czy golfa. Ale dyrektor już znalazł programy, dzięki którym uczniowie podstawówki, szczególnie ci młodsi, będą tym sposobem nabywać różne umiejętności: uczyć się liczyć, wyrabiać spostrzegawczość, zdolności manualne.
Dlatego pewnie już niedługo konsola też będzie na wyposażeniu szkoły, tak jak klocki Lego Mindstorm NXT - te, z których gimnazjaliści tworzą roboty.
**Największą pasją dyrektora, którą zaraża uczniów, jest tworzenie przestrzennych map. Kupił aparat fotograficzny z GPS. Dzięki niemu uczniowie opracowują wyprawy krajoznawcze, np. do okolicznych kapliczek. Na specjalną mapę zdjęcie wpada dokładnie w tym miejscu, w którym zostało zrobione (tzw. zdjęcia geotagowane). Można w ten sposób zwiedzać okolice, siedząc przed ekranem komputera.
Trójwymiarowe mapy mają Berlin, Nowy Jork, Tokio. Woźnemu marzy się wirtualna Opolszczyzna. Zapalił już do tego projektu uczniów. Przygotowali przestrzenny model swojej szkoły i urzędu wojewódzkiego w Opolu. Teraz rysują swoje domy. Umieszczają je potem w internecie - na Google Earth.
Woźny uśmiecha się, pokazując mi, jak "szalenie proste" jest rysowanie w komputerze przestrzennego domu:
- Tu się kursorem przeciąga, tu wysuwa... Banał. Tyle że wcześniej trzeba wszystko pomierzyć, wyliczyć. A to już wymaga umiejętności i precyzji. Tego typu praca wyrabia wyobraźnię przestrzenną, umiejętności ścisłe, które dziecko zdobywa w nietradycyjny sposób. Dlatego ten, kto zrobił projekt, miał piątkę z fizyki.
- Nawet ci, którzy się napracowali przy projekcie, ale nie znają podstawowych wzorów?
- Nawet ci. Musieli nauczyć się wielu innych ważnych rzeczy. Coś za coś.