W wyborach prezydenckich
Waldemar Pawlak dostał 1,8 proc. głosów. Sondażowe notowania
PSL od kilku miesięcy oscylują wokół progu wyborczego. Na terenach, gdzie od XIX wieku tradycyjnie silny był ruch ludowy, dominuje PiS, a w partii słychać głosy - np. Janusza Piechocińskiego - kwestionujące przywództwo Pawlaka. Sytuacja jest trudna, a czasu niewiele. Jesienią wybory samorządowe - ostateczny sprawdzian dla PSL, bo ludowcy zawsze wypadali w nich dobrze.
Także ostatni optymiści w PO powinni zdać sobie sprawę, że zdobycie w przyszłym roku w wyborach parlamentarnych bezwzględnej większości w Sejmie będzie niezwykle trudne. W III RP żadnemu ugrupowaniu nie udało się rządzić samodzielnie, a wiele kadencji kończyło się rządem mniejszościowym.
Dla Platformy PSL jest sojusznikiem trudnym, ale cennym. Nie jest zbyt duże, a ich elektoraty nie pokrywają się. I wiele wskazuje na to, że do końca kadencji obie partie są na siebie skazane. Futurystyczne dyskusje o ewentualnym odwróceniu sojuszy po wyborach prezydenckich - np. koalicji PiS,
SLD i PSL - straciły sens po zwycięstwie Bronisława Komorowskiego. Tak samo złudne jest odtrąbione przez niektórych analityków i polityków "odzyskanie przez PiS zdolności koalicyjnej". Nie widać chętnych.
Ale Waldemar Pawlak popełnił ostatnio kilka błędów taktycznych i uczynił bardzo dużo, aby swoją pozycję w koalicji osłabić. W czerwcu skazał się sam na margines, gdy PSL z PiS zagłosowało przeciwko kandydaturze Marka Belki na szefa
NBP, choć tę kandydaturę wsparł
Grzegorz Napieralski. Przed drugą turą wyborów nie poparł w najmniejszym nawet stopniu Komorowskiego, a dzięki temu zyskałby choćby drobny udział w jego zwycięstwie. Być może liczył na zwycięstwo prezesa PiS zgodnie ze zdaniem z wywiadu dla "Gazety", że "nic koalicjantów tak nie łączy jak Jarosław Kaczyński" (te kalkulacje okazały się chybione). Teraz z kolei krytykuje pomysł "małej nowelizacji" ustawy o RTV autorstwa PO, chociaż jedną z przyczyn jego porażki była niechęć do pokazywania go w kampanii przez publiczną telewizję, bo mógł osłabić szanse Kaczyńskiego na wsi.
Przed Pawlakiem i jego ugrupowaniem stoi pytanie zadane w Rosji 1862 r. przez Mikołaja Czernyszewskiego: "Co robić". Strategie są dwie.
Rozwiązanie tradycyjne - szukanie popularności poprzez wyjście z koalicji. Tego rodzaju taktykę Pawlak już stosował (choć np. w 2004 roku faktycznie został wyrzucony przez premiera Leszka Millera, gdy próbował go szantażować opuszczeniem koalicji). Historia czasem powtarza się jako farsa, ale nie należy wykluczać, że narastająca frustracja może coraz częściej podpowiadać takie rozwiązanie działaczom PSL. Już teraz niektórzy ludowcy argumentują, że do wyborów samorządowych powinni iść samodzielnie, a nie blokować listy z PO. Szef klubu PSL Stanisław Żelichowski powiedział w Radiu TOK FM, że czuje się czasem jak pilot samolotu pełnego porywaczy, z których każdy chce lecieć w innym kierunku.
Jest też druga strategia - próba "ogrzania się" w słońcu PO i przedstawienie koalicji jako wspólnego sukcesu.
Klucz do uspokojenia wewnętrznych napięć w PSL leży jednak w Platformie. Jeśli Tuskowi zależy na koalicjancie, powinien szybko zaproponować PSL nie blokowanie list, ale trwałą koalicję w wyborach samorządowych 2010 oraz parlamentarnych 2011. Z punktu widzenia PSL to dobre rozwiązanie, bo lepiej próbować zapobiegać klęsce wcześniej, niż w wyborach sprawdzać, czy do niej dojdzie. Także PO niewiele traci - na terenach tradycyjnie sprzyjających PSL i tak jest słaba, a spór tam toczy się między PSL i PiS. Taka propozycja wzmocniłaby też tych ludowców, którzy sprzyjają wizji strategicznej koalicji z PO. Poza tym lepiej zadbać o koalicjanta, którego wady się zna, niż już dziś zastanawiać się nad nowym.
Zagadką jednak pozostaje, czy do takiego rozwiązania gotowy jest Waldemar Pawlak.