Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
W gminie Drohiczyn (woj. podlaskie) wybuchła "afera kolanowa". Pojmowana w sposób partykularny jest konfliktem między dyrektorką szkoły w maleńkim Śledzianowie a nauczycielką matematyki tamże. Pojmowana filozoficznie - jest sporem o to, jak wychowywać młode pokolenie.
Pod gazetką z religii20 kwietnia, długa przerwa, nauczycielka matematyki Maria Pajdosz dyżuruje na korytarzu i widzi taką scenę:
- Dyrektorka wbiega na korytarz i chlast dzieciaki z piątej klasy na kolana, pod ścianą. Z rękami do góry każe im klęczeć.
Pajdosz stoi jak oniemiała, o komórce w kieszeni - żeby nagrać i mieć dowód - nawet nie pamięta. Kolejny szok:
- Dla dzieci ten wrzask i to podejście to była norma, nawet nie były zdziwione.
Zaczęła pytać i ręce jej opadły - koleżanki z pracy nie dostrzegły w klęczkach za karę nic złego, rodzice - też. No, nie wszyscy. Klęczał między innymi syn Urszuli i Marka Tararujów z pobliskiej wsi Obniże. Dowiedzieli się o tym mniej więcej po tygodniu. Sylwek potwierdził i wyjaśnił, że to co prawda trzecia klasa rozrabiała, ale pani dyrektor ukarała wszystkich, jak leci.
- To boli - uznali Tararujowie. Ale w imię dobrej współpracy z dyrektorką, którą bądź co bądź pan Marek - z rady rodziców - zatrudniał, postanowili, że jej darują. Myśleli, że przemyśli, zrozumie swój błąd i przeprosi.
Dyrektor Barbara Pogorzelska tłumaczy się tak:
- Dyżurujący nauczyciel nie wypełniał należycie obowiązków wynikających z regulaminu, który mówi, że uczniowie nie mogą przebywać w klasach bez opieki. W jednej z klas dzieci biegały, przesuwały ławki, popychały się i krzyczały. Przebywałam w gabinecie obok, słysząc hałas i krzyki za ścianą, weszłam do klasy i próbowałam je uciszyć. Nie słuchały, więc podniosłam głos. Aby je uspokoić, postawiłam je pod ścianą na korytarzu. Chyba zasugerowałam się wiszącą tam gazetką z religii i powiedziałam: "Na kolana". To było zbyt impulsywne, ale nie wynikało ze złych intencji. W tej klasie były już trzy złamania kończyn, zareagowałam tak tylko i wyłącznie ze względu na bezpieczeństwo dzieci. Wiem, że zrobiłam źle, że reakcja była zbyt gwałtowna. Wydaje mi się jednak, że w sytuacji, gdy grozi dzieciom niebezpieczeństwo, lepsza jest zbyt ostra reakcja niż zupełny jej brak.
Kuratorium: NiedopuszczalneDyrektorka zwołała zebranie z rodzicami, zaprosiła burmistrza i przeprosiła. Ale nie rozeszli się wcale w lepszych nastrojach, bo wypłynął wątek osobistego konfliktu dyrektorki i dyżurującej feralnego dnia nauczycielki matematyki.
Otóż pani Pajdosz grozi zwolnienie. A rodzice wystosowali do dyrektorki i burmistrza prośbę, by przedłużyć jej umowę. Nie mogą się nachwalić: przyjemna, miła, dzieci ją lubią, poświęca im dużo czasu i pracy, zabiera na konkursy, na Kangura rekordową reprezentację wzięła.
- Dlatego zrobiliśmy listę wsparcia. Podpisało się 40 rodzin - wszystkie, których dzieci uczą się w szkole - mówią państwo Tararuj.
Na zebraniu dyrektorka oświadczyła, że pismo zostało spreparowane.
- Podpisy składane były na odrębnej kartce, do której dopiero potem dołączono prośbę - mówi dyrektor Pogorzelska.
Część rodziców z zebrania wyszła, a ci, którzy pozostali, podpisali inne pismo - w obronie pani dyrektor. Uważają, że "wszystkie jej działania są wykonywane dla dobra naszych dzieci i nie są sprzeczne z naszymi metodami wychowawczymi". Pismo trafiło do kuratorium.
- Pani dyrektor wyjaśniła w rozmowie telefonicznej i na piśmie, że zareagowała zbyt pochopnie, nie zapanowała nad swoimi emocjami. Ma świadomość swego niestosownego zachowania - mówi Małgorzata Palanis, rzeczniczka Kuratorium Oświaty w Białymstoku. - Wysłaliśmy do pani dyrektor pismo upominające ją o tym, że powinna kierować się zapisami konwencji o prawach dziecka i artykułem 40. konstytucji mówiącym o tym, że nikt nie może być poddawany poniżającemu traktowaniu, oraz zakazującym stosowania kar cielesnych. Taka kara jak klęczenie jest niedopuszczalna.