Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Polskie górnictwo restrukturyzuje się od początku lat 90. Budżet państwa wpompował w kopalnie - m.in. na odprawy dla górników i w formie umorzeń podatków - dziesiątki miliardów złotych. W tym roku śląskie spółki węglowe mają dostać z budżetu 400 mln zł na uruchomienie nowych złóż. To oznacza, że każdy Polak dopłaci do tych inwestycji ponad 10 zł.
Państwo daje pieniądze, bo żaden bank nie chce kopalniom udzielić dużego kredytu - mają za małe zyski i za mało gotówki w kasie. Poza tym banki boją się związkowców.
Pomoc państwa dla firm jest w UE zakazana, ale dla górnictwa zrobiono wyjątek. Unia przyjęła specjalną dyrektywę, która pozwala państwom je dotować. Dyrektywa przestanie obowiązywać do końca tego roku. Jeśli nie zostanie przedłużona, górnictwo będzie musiało radzić sobie samo.
Dwa tygodnie temu hiszpański komisarz UE ds. konkurencji Joaquin Almunia zaproponował, by państwa mogły dopłacać do górnictwa aż do 2022 r. "Gazeta" dowiedziała się, że polski rząd propozycję popiera.
Z nieoficjalnego, przekazanego Brukseli stanowiska resortu gospodarki, które poznaliśmy, wynika, że chcemy dotacji, bo ponad 90 proc. energii elektrycznej pochodzi z węgla, więc zachowanie jego zasobów jest bardzo ważne. Resort zdaje sobie sprawę, że trwała pomoc państwa oznacza uznanie, iż górnictwo będzie ciągle deficytowe i nie ma szans na zyski. Ważniejszy jednak jest polityczny i społeczny kontekst sprawy.
W górnictwie pracuje 100 tys. ludzi, nie licząc rodzin i kooperantów. Jeśli nie będzie wsparcia państwa, śląskie kopalnie zarządzą zwolnienia grupowe, co wywoła
bezrobocie i niezadowolenie społeczne - wynika ze stanowiska Ministerstwa Gospodarki.
Niechętne jest natomiast
Ministerstwo Finansów. - Liczyliśmy, że od 2011 r. do kopalń nie będziemy już dopłacać. Przecież będziemy mieli dodatkowe wydatki na usuwanie skutków powodzi - utyskuje urzędnik tego resortu.
Przez dwa lata minister finansów Jacek Rostowski i minister gospodarki
Waldemar Pawlak spierali się, czy dotować górnictwo. Rostowski twierdził, że śląskie kopalnie powinny wreszcie zadbać o zyski i poszukać pieniędzy w bankach czy na giełdzie. Pawlak uważał to za nierealne i nalegał na dotacje. Rostowski uległ. Wytargował tylko, że z 800 mln zł, które chciał Pawlak, zostało 400 mln.
W sens prostego dopłacania do górnictwa wątpią nawet najwięksi klienci spółek węglowych - energetycy. - Dotacje powinny iść na likwidację nierentownych kopalń, by pozostałe radziły sobie same. Tak jak Bogdanka - mówi Grzegorz Górski, prezes polskiej spółki francuskiego koncernu GDF Suez, do której należy Elektrownia Połaniec.
Lubelska Bogdanka to perła polskiego górnictwa. Przynosi zyski, w zeszłym roku zadebiutowała na giełdzie, a w tym została całkowicie sprywatyzowana. Wypiera śląski węgiel nawet z samego Śląska.
W tym roku po raz pierwszy węgiel z Bogdanki kupi największa śląska elektrownia - Rybnik. Ale Bogdanka to jedyna kopalnia, która przeszła bolesną restrukturyzację, łącznie ze zwolnieniami grupowymi.
Na Śląsku górnicy i związkowcy nie chcą słyszeć o zamykaniu nierentownych kopalń. W środę demonstrowali w Rudzie Śląskiej przeciw proponowanemu przez zarząd Kompanii Węglowej "wygaszeniu" kopalni Halemba.
Od 2003 r. Halemba przyniosła 1,3 mld zł strat.