A skąd weźmie się zarząd
TVP? Jego skład będzie wspólnym dziełem rady nadzorczej i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Skąd się weźmie rada nadzorcza? Ją wybierze w konkursie
KRRiT.
I wreszcie: skąd się weźmie KRRiT? A tu, dzień dobry, jak zwykle witamy polityków. Dwie osoby wyznaczy prezydent Komorowski, dwie - Sejm, jedną - Senat. Nawet jeśli PO będzie miała tylko trzy osoby w pięcioosobowej Krajowej Radzie - dwie od prezydenta i jedną wysuniętą w Sejmie - i tak będzie miała większość.
Mało tego. Wprawdzie i zarząd, i radę nadzorczą wyłoni konkurs, czyli teoretycznie nie bezpośrednio politycy, to jednak zasady konkursu ustali... Krajowa Rada. Czyli delegaci polityków.
I jeszcze - w siedmioosobowej radzie nadzorczej aż trzej członkowie będą wydelegowani przez ministrów!
Platforma chce w ten sposób odebrać media publiczne politykom
PiS,
LPR, Samoobrony i
SLD. W kampanii 2007 r. i tej ostatniej prezydenckiej były to ekspozytury partii, które akurat rządziły telewizją.
Tak, to jest konieczne, ale nie wystarczające.
Forsowane przez Platformę zmiany w ustawie nie zapewnią mediom niezależności od polityków. Jest to prawo na tyle elastyczne, że nadal pozwala rządzącym naciągnąć sobie telewizję do potrzeb kampanii wyborczej.
Platforma twierdzi, że ta ustawa to tylko chwilówka. Że wkrótce uchwali ustawę proponowaną przez twórców. Niech w takim razie zobowiąże się publicznie, że zrobi to szybko. A nie - że kiedyś tam.
Ustawa twórców jest ekscentryczna, bo przekazuje media w ręce ciała wybranego w losowaniu. Ale może losowanie zapewni nam lepszą telewizję niż ta wypichcona przez polityków i działająca jak sztab tej czy owej partii.