http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Izraelska wersja "Tajemnicy Brokeback Mountain"

Paweł T. Felis
2010-07-09, ostatnia aktualizacja 2010-07-08 19:11

Tak nazywany jest często film "Oczy szeroko otwarte" Haima Tabakmana. Już w kinach

ZOBACZ TAKŻE
W tym filmie miłość rodzi się w sklepie rzeźnickim, do niedawna zamkniętym (zmarł jego właściciel, teraz sklep przejmuje syn Aaron) i cuchnącym starym, zepsutym mięsem. "Wracaj do siebie, to nie jest miejsce dla ciebie" - mówi Aaron do Ezriego, który zjawia się w sklepie któregoś dnia przypadkiem, żeby skorzystać z telefonu. Jakby chciał przybysza przestrzec nie przed pracą u rzeźnika, ale przed życiem w Mea Shearim, ortodoksyjnej dzielnicy w Jerozolimie, gdzie każdy występek ponad to, co dozwolone, oceniany jest przez "szeroko otwarte" oczy społeczności.

Ale Ezri postanawia zostać. Zacznie u Aarona pracować i razem z nim pobierać talmudyczne nauki, a w końcu stanie się jego kochankiem. "Jahwe stworzył pożądanie, żeby oczyścić naszą duszę" - mówi Aaron, który na początku chce jeszcze ze "złą" namiętnością (jest nie tylko religijnym Żydem, ale też mężem i ojcem) walczyć. To pożądanie okazuje się zresztą w "Oczach szeroko otwartych" raczej deklarowane niż pokazywane - film Tabakmana zarażony jest niejako ortodoksyjnie żydowskim kostiumem, być może świadomym chłodem, który każe przebijać się do ludzkich emocji przez codzienny teatr gestów, słów i masek.

Dla Aarona (w tej roli znany z "Libanu" Zohar Shtrauss), który spośród ortodoksyjnych Żydów w filmie wydaje się najbardziej świadomy, bo ciągle wątpiący i stawiający pytania, homoseksualna miłość to nie tyle występek przeciwko społecznym regułom (w ukrywaniu swojego romansu jest dość niefrasobliwy), ile przede wszystkim dramat religijny. Kiedy rabin tłumaczy Żydom, że Bóg nie chce ludzkich wyrzeczeń, bo człowiek powinien cieszyć się życiem, rzeźnik protestuje: "Człowiek musi się poświęcać, żeby ciągle się sprawdzać. Być sługą Jahwe to ciągła walka". Tu jednak widać zasadniczą różnicę między "Brokeback Mountain" i "Oczami szeroko otwartymi" - u Anga Lee ta walka (ze społecznym konwenansem) rozgrywała się na poziomie zachowań, a w filmie Tabakmana rozgrywa się głównie na poziomie słów.

Nie udało się też izraelskiemu reżyserowi obronić ryzykownego pomysłu opartego na skrajnościach: ortodoksyjni Żydzi z Mea Shearim kontra występny homoseksualizm, miłość zderzona z nagonką sąsiadów i brutalną przemocą stróżów moralności, którzy niszczą każdego, kto sprzeciwia się ich prawu. Tabakman nie próbuje poza te kontrasty wyjść, pozostaje na poziomie efektownego, czarno-białego plakatu (poza Aaronem wszyscy Żydzi z dzielnicy to właściwie zacietrzewieni fundamentaliści, czasem sami ukrywający swój homoseksualizm). A przecież nawet tak rygorystyczny świat można na ekranie ożywić, jak w wybitnym "Cichym świetle" Carlosa Reygadasa, w którym "zła" miłość (tyle że do kobiety) też rozgrywała się w ortodoksyjnej społeczności menonitów, ale była autentycznym, a nie jedynie deklarowanym dramatem duszy.

W dość teatralnych "Oczach szeroko otwartych" najciekawsze jest zresztą to, co jedynie sugerowane, niewyraźne na drugim planie. Jak w genialnej scenie, gdy Aaron i Ezri, którzy przed chwilą stali się kochankami, siedzą w milczeniu na dwóch pniach na ulicy, patrząc na samochody i rozstawione przy restauracji stoliki. Przez cały czas ktoś ich obserwuje. Brodaty mężczyzna w kapeluszu idzie w ich stronę ze złością, niemal szykuje się do awantury, ale tuż przed nimi skręca. Potem cofa się, jakby ktoś przewinął taśmę i idzie znowu, i kolejny raz, i następny. Jakiś oburzony sąsiad? Szatan, a może Bóg?

Paradoksalnie najmocniejszą, bo najbardziej żywą postacią okazuje się w filmie nonszalancki Ezri, którego gra popularny w Izraelu piosenkarz Ran Danker. Kiedyś Ezri studiował w Safed, ale - jak mówią "dobrze poinformowani" - został wyrzucony. Teraz przyjeżdża do Jerozolimy na spotkanie z kochankiem, ortodoksyjnym Żydem, który w Mea Shearim udaje, że go nie zna. Zaczepia się więc w rzeźnickim sklepie Aarona, chociaż mięsem się brzydzi (potrafi za to przedrzeźniać kurę), czasem z wściekłości rozrzuca w swoim pokoju meble. Ale przede wszystkim uwodzi.

Namiętność, która z pozoru spada na poczciwego Aarona, jest bowiem wyraźnie elementem gry, którą Ezri - przybysz znikąd, który wyróżnia się w tłumie brakiem brody - podejmuje z nim od początku. Tu widać właśnie przekorę reżysera: może romans z Aaronem, który z powodu tego związku musi rozprawić się z Bogiem i społecznością, jest dla Ezriego tylko sublimacją, odegraniem się na dawnym kochanku, tymczasową próbą zagłuszenia samotności? Ezri zniknie przecież kiedyś tak, jak się pojawił. Bo to on - kusiciel, który "sprowadza ludzi na złą drogę" - jest dla społeczności problemem: Aaron traktowany jest do końca jak ofiara.

Od kilku lat widać wyraźnie na światowych festiwalach, że homoseksualizm to w kinie izraelskim jeden z ważniejszych dziś tematów zarówno w fabułach ("Antarctica" Yaira Hochnera, "Bańka mydlana" Eytana Foxa przeniesiona w maju tego roku na deski teatralne przez Korporację Teatralną i Teatr Dramatyczny w Warszawie), jak i w dokumentach ("I Shot My Love", "Say Amen", "Trembling Before G-d" czy pokazywany w Planete "Geje w Jerozolimie"). Jeśli "Oczy szeroko otwarte" czymś na tym tle się wyróżniają, to ciekawą próbą spojrzenia na homoseksualizm w zderzeniu z "cielesnością" żydowskiej religii.

Świat ortodoksyjnych Żydów sprowadza się tu przecież do rytuałów - jak machinalne dotykanie umieszczanej przy drzwiach mezuzy czy obmywanie rąk tuż po obudzeniu (co robi w filmie zresztą Ezri). Ciało zasłaniane przez mężczyzn i kobiety, niewidoczne nawet w małżeńskiej sypialni, poddawane jest rygorom i przeszkadza - nad jeziorem za miastem Ezri rozbiera się w sposób naturalny, niemal demonstracyjny, podczas gdy Aaron swojej nagości się wstydzi. W ostatniej scenie, która kojarzy się z finałem "Austerii" Kawalerowicza, tego wstydu już nie ma. U Kawalerowicza bohaterowie zanurzają się w wodzie w atmosferze zabawy, chociaż podszytej tragizmem. W filmie Tabakmana żadnej radości nie widać - akceptacja "niekoszernego" ciała pokazana zostaje tak, jakby oznaczała już tylko rezygnację i klęskę.



Oczy szeroko otwarte

reż. Haim Tabakman, Izrael-Niemcy-Francja 2009

dystr. Against Gravity

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją