Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
"Uwaga, Szopienice Morawy! Tu jest szpital całkiem klawy. Włączą wszystkie siły, by choróbska ustąpiły" - napisała Zofia Gubała z Sosnowca w podziękowaniu za leczenie w jedynym w Polsce szpitalu geriatrycznym. Mieści się Szopienicach - ubogiej dzielnicy Katowic. Ma tylko 40 łóżek. "Wszystkie siły", jakie włącza w leczenie chorych, to siedmiu lekarzy geriatrów, 15 pielęgniarek, dwóch psychologów i trzy rehabilitantki.
- Może się wydawać, że to duża obsada jak na 40 pacjentów, ale właśnie tyle potrzeba, by dobrze się nimi zaopiekować - mówi ordynator dr Jarosław Derejczyk, jednocześnie śląski konsultant wojewódzki w dziedzinie geriatrii.
Średnia wieku chorych w szpitalu to 84 lata. Średni czas pobytu - dziewięć dni. Na ogół mają po kilka chorób naraz: cukrzycę, zwyrodnienie stawów, nadciśnienie, chorobę otępienną. - Potrzebują więc wnikliwej diagnozy, także dlatego, że starsi ludzie czasem nie mówią o swoich dolegliwościach, bo w mniejszym stopniu je odczuwają. Słabnie u nich wzrok, słuch czy łaknienie (z tego ostatniego powodu bywają także niedożywieni). Często biorą leki na kilogramy, i to o przeciwstawnym działaniu. Skutkiem tego mogą być objawy podobne do tych przy otępieniu lub chorobie Parkinsona - tłumaczy dr Derejczyk.
Leczenie na geriatrii polega więc też na odstawieniu części leków, ułożenie na nowo listy tych niezbędnych.
A po co w szpitalu psycholodzy? Bo 30-40 proc. starszych ludzi cierpi na depresję. Derejczyk: - Nie zauważają tego ani oni sami, ani ich otoczenie. Stan ciągłego przygnębienia, apatii czy wręcz smutku uważa się po prostu za normalne na starość.
I jeszcze rehabilitanci. To oni u pacjentów przeprowadzają testy, oceniają ogólną sprawność, zdolność utrzymania równowagi. Poza rutynowymi ćwiczeniami uczą, jak upaść, kiedy już straci się równowagę, i jak podnieść się z upadku.
Aby tak samo leczono ludzi wszędzie tam, gdzie działają oddziały geriatryczne, potrzebne jest wprowadzenie standardów i wykształcenie nowych specjalistów w tej dziedzinie. - Ludzi potrzebujących opieki geriatrycznej są w Polsce tłumy, a specjalistów niewielu - mówi dr Derejczyk.
Przekonała się o tym pani Anna z Bydgoszczy, która bezskutecznie próbowała znaleźć geriatrę dla swojej matki. - Chciałam umówić się na wizytę prywatną, poddałam się po kilku dniach poszukiwań - opowiada.
Resort zdrowia chce wprowadzić do programu studiów lekarskich zajęcia z geriatrii (obecnie są tylko na kilku uczelniach) i stworzyć lepsze warunki do kształcenia nowych specjalistów. Dziś brakuje miejsc, gdzie mogliby zdobyć specjalizację. Z 226 geriatrów (dane Naczelnej Izby Lekarskiej) wielu pracuje w innych specjalizacjach, bo są lepiej płatne. Dla porównania: pediatrów mamy w Polsce 14,5 tys., ortopedów - 3,2 tys.
Standardy leczenia geriatrycznego są już przygotowane - rozporządzenie czeka na podpis minister Ewy Kopacz. - Rozporządzenie określa grupę pacjentów, którzy powinni być objęci opieką geriatryczną, oraz wymagania dla oddziałów o tej specjalizacji. Znalazł się w nim też zapis o zespołach złożonych z lekarza geriatry i wyspecjalizowanej pielęgniarki, które działałyby na oddziałach chorób wewnętrznych, służąc swą wiedzą i pomocą internistom - mówi prof. Tomasz Grodzicki, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii.
Ale czy standardy będzie miał kto wprowadzać? Kolejne szpitale likwidują oddziały geriatryczne.
- Kilka lat temu otworzyliśmy oddział geriatryczny, ale w tym roku zdecydowaliśmy się go zamknąć, bo z powodu niskich stawek
NFZ przynosił ogromne straty. Zostawiliśmy tylko 20 łóżek jako pododdział na internie. Zależało nam, żeby nie likwidować ich całkiem, bo są starszym chorym potrzebne. Straty dalej są, ale już mniej dotkliwe - mówi Anna Knysok, wicedyrektor Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie.
Dr Derejczyk przytacza dane: na oddziały geriatryczne przyjmowanych jest w Polsce około 10 tys. pacjentów rocznie, na interny - 1,2 mln chorych, choć co najmniej jedna trzecia z nich ze względu na wiek i obecność kilku chorób naraz kwalifikuje się właśnie do leczenia na geriatrii.
- Standardy są potrzebne, ale oznaczają podniesie kosztów opieki geriatrycznej. Jeśli jednocześnie nie podniesie się stawek za leczenie starszych ludzi, specjalistyczne łóżka dla nich nadal będą likwidowane - ostrzega Knysok.
Prof. Grodzicki twierdzi podobnie: - Podniesienie stawek za leczenie to tak czy inaczej konieczność.
Skąd wziąć na to pieniądze? Derejczyk podpowiada: - Kilka lat temu ze śląskim oddziałem NFZ przeanalizowaliśmy dane dotyczące leczenia 2 tys. starszych osób na trzech losowo wybranych oddziałach geriatrycznych i trzech internistycznych. Zyskaliśmy dowód, że na geriatrii starszych ludzi leczy się skuteczniej. Odsetek zgonów wśród starszych pacjentów był za każdym razem niższy na geriatrii niż na internie. Okazało się też, że geriatrzy, choć mają mniej pieniędzy, wykonują swoim chorym więcej badań, a pacjenci opuszczający ich oddziały z lepszym wynikiem przechodzą testy sprawności. Jednocześnie średni koszt leczenia na internie był o 1,7 tys. zł wyższy niż na geriatrii. Wystarczy przesunąć te pieniądze.