http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wyborcy Kaczyńskiego słabo protestowali?

Damian Jarząb
2010-07-08, ostatnia aktualizacja 2010-07-08 18:26

W czwartek minął termin składania protestów wyborczych. Zachęcały do tego m.in. środowiska prawicowe niezadowolone z przegranej Jarosława Kaczyńskiego. Pomimo apeli o masową akcję do Sądu Najwyższego wpłynęło na razie tylko 83 protesty, z czego 59 w terminie. Czy tysiące nadejdzie pocztą, czy też akcja nie wypaliła? Dowiemy się w przyszłym tygodniu

Budynek Sądu Najwyższego na placu Krasińskich w Warszawie
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Budynek Sądu Najwyższego na placu Krasińskich w Warszawie
Zgodnie z ustawą o wyborze prezydenta protesty wyborcze można składać nie później niż w ciągu trzech dni od ogłoszenia przez PKW wyników wyborów. Stało się to w poniedziałek 5 lipca, więc pierwszym dniem składania protestów był wtorek, a ostatnim - czwartek. 24 protesty, które dotarły przed tym terminem nie będą rozpatrywane.

Protest na wzór

Apele do składania protestów pojawiły się w internecie m.in. na prawicowych forach i blogach. Dołączony do nich był wzór takiego pisma, do którego wystarczyło wpisać swoje dane osobowe, podpisać się i wysłać. Do tej pory do Sądu Najwyższego wpłynęło 31 takich pism.

- Podniesiony jest zarzut wyznaczenia terminu wyborów po okresie klęski żywiołowej, która dotknęła 2157 miejscowości z ponad 14 województw - mówi Teresa Pyźlak z zespołu prasowego Sądu Najwyższego. - Zdaniem protestujących mieszkańcy tych terenów powodziowych nie mieli faktycznie możliwości uczestnictwa w kampanii prezydenckiej z uwagi na brak miejsca zamieszkania, dostępu także do mediów, a także mieli utrudnioną możliwość fizycznego uczestnictwa w samych wyborach.

W jednym z protestów można np. przeczytać, że "nie wprowadzenie stanu klęski żywiołowej nastąpiło tylko ze względu na fakt, iż wówczas wybory prezydenckie musiałyby zostać odłożone, a mieszkańcy terenów powodziowych mieliby normalne możliwości uczestnictwa w nim i głosowania przeciw kandydatowi wspieranemu przez partię rządzącą."

- Protesty te jak do tej pory wpływały z różnych regionów Polski: z Warszawy, Katowic, Opola, ale również z mniejszych miejscowości: Nowe Opole, Augustówek, Murowana Goślina. Niekoniecznie sami powodzianie wnosili te protesty - mówi Pyźlak.

Inne protesty dotyczą np. bezprawnego użycia godła państwowego w materiałach wyborczych Bronisława Komorowskiego, agitacji ludzi Kościoła, "agitacji medialnej" posła PO Janusza Palikota, akcji dla powodzian zorganizowanej przez Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i nieprawidłowości podczas głosowania w I turze w konsulacie w Brukseli, gdzie do urny wrzucono więcej kart niż wydano.

Rekord trudny do pobicia

Pomimo apeli Sąd Najwyższy na razie nie został zalany protestami. To jednak nie koniec. W przeszłości zdecydowana większość protestów przesyłana była pocztą, a tylko nieliczne składane osobiście. Ponieważ decydująca jest w tym przypadku data nadania listu, to ostateczna liczba złożonych w tym roku protestów będzie znana najwcześniej w przyszłym tygodniu.

A jak to wyglądało w poprzednich latach? Po wyborach prezydenckich w 2005 r. (wygrał Lech Kaczyński) wpłynęło 51 protestów, w 2000 (wygrał na drugą kadencję Aleksander Kwaśniewski) - protestów było 96, a w 1990 (wygrał Lech Wałęsa) - 51.

Rekordowe pod tym względem były wybory w 1995 r., które wygrał Aleksander Kwaśniewski. Wtedy do Sądu Najwyższego wpłynęły 594 963 protesty, głównie dotyczące tego, że Kwaśniewski skłamał w sprawie swojego wykształcenia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':