Zgodnie z ustawą o wyborze prezydenta protesty wyborcze można składać nie później niż w ciągu trzech dni od ogłoszenia przez PKW wyników wyborów. Stało się to w poniedziałek 5 lipca, więc pierwszym dniem składania protestów był wtorek, a ostatnim - czwartek. 24 protesty, które dotarły przed tym terminem nie będą rozpatrywane.
Protest na wzór Apele do składania protestów pojawiły się w internecie m.in. na prawicowych forach i blogach. Dołączony do nich był wzór takiego pisma, do którego wystarczyło wpisać swoje dane osobowe, podpisać się i wysłać. Do tej pory do Sądu Najwyższego wpłynęło 31 takich pism.
- Podniesiony jest zarzut wyznaczenia terminu wyborów po okresie klęski żywiołowej, która dotknęła 2157 miejscowości z ponad 14 województw - mówi Teresa Pyźlak z zespołu prasowego Sądu Najwyższego. - Zdaniem protestujących mieszkańcy tych terenów powodziowych nie mieli faktycznie możliwości uczestnictwa w kampanii prezydenckiej z uwagi na brak miejsca zamieszkania, dostępu także do mediów, a także mieli utrudnioną możliwość fizycznego uczestnictwa w samych wyborach.
W jednym z protestów można np. przeczytać, że "nie wprowadzenie stanu klęski żywiołowej nastąpiło tylko ze względu na fakt, iż wówczas wybory prezydenckie musiałyby zostać odłożone, a mieszkańcy terenów powodziowych mieliby normalne możliwości uczestnictwa w nim i głosowania przeciw kandydatowi wspieranemu przez partię rządzącą."
- Protesty te jak do tej pory wpływały z różnych regionów Polski: z Warszawy, Katowic, Opola, ale również z mniejszych miejscowości: Nowe Opole, Augustówek, Murowana Goślina. Niekoniecznie sami powodzianie wnosili te protesty - mówi Pyźlak.
Inne protesty dotyczą np. bezprawnego użycia godła państwowego w materiałach wyborczych Bronisława Komorowskiego, agitacji ludzi Kościoła, "agitacji medialnej" posła PO Janusza Palikota, akcji dla powodzian zorganizowanej przez Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i nieprawidłowości podczas głosowania w I turze w konsulacie w Brukseli, gdzie do urny wrzucono więcej kart niż wydano.
Rekord trudny do pobicia Pomimo apeli
Sąd Najwyższy na razie nie został zalany protestami. To jednak nie koniec. W przeszłości zdecydowana większość protestów przesyłana była pocztą, a tylko nieliczne składane osobiście. Ponieważ decydująca jest w tym przypadku data nadania listu, to ostateczna liczba złożonych w tym roku protestów będzie znana najwcześniej w przyszłym tygodniu.
A jak to wyglądało w poprzednich latach? Po wyborach prezydenckich w 2005 r. (wygrał
Lech Kaczyński) wpłynęło 51 protestów, w 2000 (wygrał na drugą kadencję
Aleksander Kwaśniewski) - protestów było 96, a w 1990 (wygrał
Lech Wałęsa) - 51.
Rekordowe pod tym względem były wybory w 1995 r., które wygrał Aleksander Kwaśniewski. Wtedy do Sądu Najwyższego wpłynęły 594 963 protesty, głównie dotyczące tego, że Kwaśniewski skłamał w sprawie swojego wykształcenia.