Skąd w piwnicach kurii belgijskich prymasów zdjęcia ekshumowanych ofiar oraz materiały śledcze związane ze sprawą pedofila Marca Dutroux? - pytał przedwczoraj belgijski
dziennik "Het Laatste Nieuws", powołując się na poufne wyniki niedawnych przeszukań w siedzibie prymasów w Mechelen.
Choć prokuratura nie skomentowała doniesień gazety o tym zdumiewającym znalezisku, to prasowcy episkopatu Belgii przekonywali wczoraj, że materiały zostały przesłane do kurii najprawdopodobniej przez dziennikarzy, a następnie po prostu zmagazynowano je w jej suterenach.
Tę wersję potwierdził też wczoraj flamandzki dziennik "De Morgen", którego zdaniem to dziennikarze niewielkiej walijskiej gazety "The Sprout" (sprzedawanej też w Belgii) przesłali kurii materiały ze śledztwa Dutroux (na płytach CD) w 2004 r. w ramach nieudanej prowokacji dziennikarskiej (niezwiązanej z pedofilią). Ich inna kopia miała być wysłana przez tych samych dziennikarzy do Watykanu, który potem przesłał ją również do Mechelen. Wprawdzie wśród materiałów, które znaleziono w kurii, miały być też dokumenty zastrzeżone dla sądu i prokuratury, ale ponoć mogły pochodzić z przecieków do mediów sprzed skazania Dutroux na dożywocie w 2004 r.
- Na szczęście przynajmniej ta sprawa ma szanse na znalezienie w miarę normalnego wytłumaczenia - anonimowo komentował wczoraj jeden ze śledczych w belgijskich mediach.
Belgowie żyją teraz relacjami o wtorkowym przesłuchaniu emerytowanego prymasa Belgii kard. Godfrieda Danneelsa, które trwało ponad 10 godzin. Kardynał, który zeznawał w sprawie tuszowania przestępstw pedofilskich w Kościele, był m.in. konfrontowany z psychologiem dziecięcym Peterem Adriaenssensem zajmującym się ofiarami księży. - Kardynał był wstrząśnięty podejrzeniami, że nie pomagał dzieciom - opowiadał Adriaenssens.
Kard. Danneels, który jest oskarżany przez m.in. jednego ze swych dawnych podwładnych o zlekceważenie ok. 50 skarg na księży pedofilów w latach 90., ma wciąż status świadka, a nie podejrzanego. Brak doniesienia na prokuraturę w sprawie przestępstw pedofilskich podlega w Belgii karze od ośmiu dni do jednego roku więzienia. Natomiast w wielu innych krajach Europy (w tym Polsce) za brak donosu ponosi się wyłącznie "odpowiedzialność społeczną", czyli sąd nie może wymierzyć żadnej konkretnej kary.