Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Czy można przetrzymywać ludzi na przymusowym leczeniu odwykowym w szpitalu psychiatrycznym po decyzji sądu, że już powinni z niego wyjść? - pyta mnie Grzegorz Kurczyński i odpowiada sobie sam: - Można.
- A gdzie? - dopytuję.
- Tu, gdzie jestem, w Samodzielnym Wojewódzkim Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Branicach, województwo opolskie, na oddziale D1.
- Kogo się przetrzymuje?
- Przymusowo leczonych alkoholików i narkomanów, umieszczonych na podstawie art. 96 kodeksu karnego. Na leczenie trafiają osoby skazane na karę do dwóch lat pozbawienia wolności bez zawieszenia, za przestępstwo dokonane pod wpływem alkoholu czy narkotyków i gdy "zachodzi wysokie prawdopodobieństwo ponownego popełnienia przestępstwa związanego z tym uzależnieniem". Wtedy sąd może zdecydować o konieczności leczenia odwykowego przed odbyciem kary albo zamienia więzienie na odwyk - Grzegorz Kurczyński świetnie zna zapis kodeksu karnego. - Leczenie może trwać od trzech miesięcy do dwóch lat.
I od razu podaje kilka przypadków przetrzymywania na oddziale w Branicach pacjentów, co do których sąd wydał już decyzję o zakończeniu terapii.
- Właściwie nie ma pacjenta, który nie czekałby tu tygodniami na terapię, a po jej zakończeniu na wyjście. Tu łamane są prawa człowieka. Bardzo dokładnie zbadałem sytuację na oddziale. Będę walczył, gdyby próbowano i mnie tak potraktować. Studiuję przepisy.
Jestem trzeźwiejącym alkoholikiem - Mam 47 lat. Z wykształcenia jestem kulturoznawcą. Pracowałem jako dyrektor Ząbkowickiego Ośrodka Kultury. Mieszkam w Ząbkowicach Śląskich.
Dwa razy byłem skazany za jazdę po pijanemu. Ostatnio na pięć miesięcy, które sąd zamienił mi na przymusowe leczenie. Wyrok skończył mi się już 4 czerwca - gdyby liczyć od dnia przywiezienia mnie do szpitala w Branicach. Terapię skończyłem 17 czerwca. Gdybym siedział w więzieniu, byłbym już w domu. A ile czasu tu naprawdę będę? Nie wiadomo.
Wcześniej sam próbowałem uciec od wódki. Nie udawało się. Teraz, kiedy zakończę leczenie, chcę zostać instruktorem terapii uzależnień. Nie ma lepszego terapeuty niż alkoholik - wyjaś-nia.- Jeśli mi się to uda, wiem na pewno, że nigdy nie będę pracował na sądowym oddziale odwykowym, czyli w takim miejscu jak tutaj.
Pełna konspiracja O tym, co się dzieje na oddziale D1 szpitala w Branicach, rozmawialiśmy kilkadziesiąt razy przez telefon. Początkowo nie było to łatwe. Kurczyński wprowadził do naszych kontaktów ścisłe zasady konspiracji. Nikt nie może zauważyć, że ma przemyconą komórkę. One są tu zakazane, choć to nie jest więzienie. Taki jest regulamin. Nie można także korzystać z internetu.
- Jest na oddziale ogólnodostępny telefon, ale nie chcę, żeby ktoś się zorientował, że rozmawiam z dziennikarką.
- Dlaczego?
- Niedługo kończę terapię. A jak dostanę negatywną opinię, to stąd nie wyjdę. Mogą mnie tu trzymać nawet dwa lata. Wystarczy, że napiszą do sądu: terapia nie przynosi rezultatów. Można też pacjenta zapiąć w pasy lub dać mu środki psychotropowe.
- Tak się robi w Branicach? - pytam, bo wydaje mi się, że przesadza.
- O tym tu się mówi. Ale może to tylko plotka przekazywana od pacjenta do pacjenta.
- A jak się udaje panu ze mną rozmawiać, by nikt nie zauważył?