http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bohaterowie są zmęczeni

Renata Grochal
2010-07-07, ostatnia aktualizacja 2010-07-07 14:30

Platforma dostała jeszcze więcej władzy. Czy wie, co z nią zrobić?

Renata Grochal
fot.
Renata Grochal
SERWISY

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



- Musimy mieć pomysł na nowe otwarcie, skonsultowany z koalicyjnym PSL - mówił "Gazecie" szef klubu PO Grzegorz Schetyna dzień po wygranej kandydata Platformy w wyborach prezydenckich.

Ale nastrój w rządowych gabinetach bardziej odzwierciedla inna wypowiedź jednego z ministrów Donalda Tuska. Gdy zapytaliśmy o realizację obietnic z kampanii, m.in. reformy służby zdrowia, przywrócenia 50-proc. ulg dla studentów, refundacji in vitro, odparł: - Jestem przed rozmową z premierem, czy w ogóle coś będziemy robić.

PO ma półtora roku, by pokazać, czy rzeczywiście chce modernizacji, czy - jak mówił Andrzej Olechowski - stała się partią władzy, która chce tylko trwać.

Straszak już nie działa

Kampania prezydencka pokazała, że Platforma jest zmęczona dwuipółletnimi rządami. Nie zdołała przekonać ludzi, że Komorowski jest najlepszym kandydatem, a tandem Komorowski - Tusk da Polsce nowy oddech.

Dlatego by zmobilizować elektorat, ponownie wyciągnięto straszak powrotu PiS do władzy. Wyborcy, mając w pamięci rządy Jarosława Kaczyńskiego, głosowali na PO, bo choć nie była partią ich marzeń, przynajmniej dawała święty spokój.

Ale duże poparcie dla Kaczyńskiego (47 proc.) - a w I turze również dla kandydata SLD Grzegorza Napieralskiego (14 proc.) - pokazało, że Polacy albo zapomnieli już o dwuletnich rządach PiS, albo już ich się nie boją. Następnych wyborów na antypisowskich lękach PO nie wygra.

Tusk kontra Schetyna

Jednym z powodów słabej kampanii Komorowskiego była też podskórna rywalizacja Tuska i Schetyny o władzę, która toczy się w partii, od kiedy wicepremier i szef MSWiA musiał odejść z rządu po aferze hazardowej. Schetyna walczył o to, by obsadzić jak najwięcej regionów swoimi ludźmi w wewnętrznych wyborach partyjnych.

Ale Tusk wygrał tę rozgrywkę, bo gdy Schetyna przejął ponad połowę regionów, zaszachował go pomysłem poszerzenia zarządu partii. To doprowadziłoby do marginalizacji Schetyny, który jako sekretarz generalny był dotąd de facto drugą osobą w partii. I on układał listy wyborcze.

Dlatego Schetyna chętnie przyjął funkcję marszałka Sejmu, gdy mu ją zaproponował Komorowski. Gdyby marszałkiem została lojalna wobec Tuska Ewa Kopacz, Schetyna jako szef klubu PO miałby niewiele do gadania.

Tusk potwierdził na ostatnim kongresie partii, że jest jej niekwestionowanym liderem (858 głosów; 11 przeciw). I jeśli Schetynie wydawało się, że może być inaczej, to się mylił.

Dzięki funkcji marszałka Schetyna - choć odsunięty od bieżących spraw partii - wyrasta z formalnego punktu widzenia na drugą osobę w państwie. Wszystkie decyzje będą musiały zapadać w trójkącie Tusk - Komorowski - Schetyna. Schetyna będzie też chciał obsadzić swoim człowiekiem funkcję szefa klubu. Wśród kandydatów są wymieniani wiceszefowie klubu Sławomir Rybicki i Rafał Grupiński oraz szef śląskiej PO Tomasz Tomczykiewicz.

Reformy, ale małymi krokami

Tusk i jego otoczenie mają świadomość, że Komorowski prześlizgnął się w drugiej turze (53 proc. głosów). I zdołał wygrać w dużej mierze dzięki temu, że w ostatnim tygodniu w kampanię mocno zaangażowali się Tusk i połowa ministrów.

Wynik wyborów prezydenckich był - jak słychać w PO - zimnym prysznicem dla liderów Platformy. Stąd ciągłe narady Tuska z Komorowskim i Schetyną w ostatnich dniach kampanii nad tym, co dalej.

Plan liderów PO jest taki, żeby w najbliższych miesiącach wrócić do reformy służby zdrowia, przeprowadzić plan ministra finansów Jacka Rostowskiego dotyczący konsolidacji finansów. Jednak będzie to polityka małych kroków. Bo - jak mówią liderzy PO - odrobili lekcję AWS i nie chcą polec na ołtarzu reform.

Awantura o in vitro i parytety

Małą rafą będą przedwyborcze obietnice Komorowskiego dotyczące refundacji in vitro i parytetów dla kobiet na listach wyborczych. Część prominentnych posłów z Jarosłwem Gowinem już grozi, że będzie przeciw.

Ale z tego powodu rozłamu w PO nie będzie. Gowin woli być konserwatywnym przyczółkiem w Platformie, a nie jednym z wielu posłów w PiS.

Liderzy Platformy - i sam Komorowski - zawiedli się też srogo na części kościelnych hierarchów, którzy, co już dawno się nie zdarzyło, mocno stanęli w kampanii po stronie Kaczyńskiego. Mimo że PO przez dwa lata gorliwie pracowała w Komisji Majątkowej na dobre relacje z Kościołem.

W tej sytuacji Platforma może uznać, że nie ma co dalej bać się Kościoła i wstrzymywać ustaw regulujących in vitro.

Kłopoty z PSL

Platforma musi też zweryfikować stosunek do PSL, które w ostatnich miesiącach było zaskakiwane różnymi pomysłami PO. Ludowcy narzekają na brak spotkań koalicyjnych, które w pierwszym roku kadencji odbywały się regularnie.

Ale łatwiej w relacjach z PSL już nie będzie. Jesienią wybory samorządowe i jeśli ludowcy zdecydują się iść do nich oddzielnie od PO (w ostatnich wyborach obie partie miały wspólne listy), postarają się bardziej odróżniać od Platformy. Trudno będzie to pogodzić z koalicją rządową.

Tusk i Komorowski obiecali przeprowadzić szereg reform w ciągu najbliższych 500 dni. Jeśli się to nie uda, to - jak powiedział nam wczoraj jeden z liderów PO - w wyborach parlamentarnych w 2011 r. "Platforma dostanie w zęby".

Może być to mocny cios.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 21 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':